Wieczysta utknęła w korkach i została w szatni. „Zbyt duże szczęście”
Prawie spóźnili się na mecz
Spotkanie zostało przesunięte o kwadrans. – Droga z hotelu zajęła nam dłużej, niż pokazywał GPS. Mieliśmy jechać 50 minut, zeszło 1 godzinę i 20 minut, zrobił się problem – wyjawił po meczu Przemysław Cecherz.
Przyznawał, że atmosfera i blisko 32 tys. widzów na trybunach trochę przytłoczyły formalnych gospodarzy, którzy nie zwykli dotąd grać przy takiej publice.
– Wisłę to napędza, dużo ryzykuje – dodawał opiekun Wieczystej.
Zbyt duże szczęście
Trener Wieczystej dostrzegał, że jego drużyna biegała za piłką i za rywalem, nie potrafiła utrzymać się przy futbolówce. – Wisła szybko zmieniała strony, a my traciliśmy siły – podkreślał.
To spotkanie przypominało pojedynek Wisły z Polonią Bytom, kiedy rywale wybijali piłki byle dalej od swojego pola karnego.
– Nie możemy być niezadowoleni z wyniku, ale z gry już tak – przyznawał 52-letni szkoleniowiec.
Kontuzjowany Pazdan
Kapitan Wieczystej opuścił murawę w 70. minucie, wymownym gestem dając znać, że dłużej nie jest w stanie grać.
– Był przy nim duży znak zapytania. Spodziewaliśmy się takiej sytuacji. Teraz zobaczymy, jakie będą diagnozy lekarzy – informował opiekun formalnych gospodarzy.
Problemy Wieczystej: pierwszy kwadrans
Cecherz wskazał na problem Wieczystej - słabe początki obu połów. – To leży w głowie. Może muszę lepiej zareagować zmianami? – zastanawiał się po meczu z Wisłą.
Wskazywał, że tak samo było w meczach Żółto-czarnych z Ruchem Chorzów i Polonią Bytom. – W tym sezonie zdobyliśmy 25 bramek, ale żadnej w pierwszym kwadransie po przerwie. Wtedy przeciwnik zyskuje dużą przewagę – opisywał.
Grać jak Wisła
Trener Wieczystej pokusił się też o porównanie Wieczystej z Wisłą. – Aby grać w piłkę tak, jak Wisła, potrzebujemy trochę czasu. Mamy jakościowych zawodników, ale nie są jeszcze tak przygotowani – powiedział.