Wieczysta zadebiutowała w I lidze. Świetny mecz i emocje do ostatnich sekund
Na Tarczyński Arenie stanęły ze sobą zespoły z dwóch różnych bajek. Śląsk spadł z ekstraklasy jako urzędujący wicemistrz Polski, mimo regularnie podłączonej miejskiej kroplówki. Rękami i nogami bronił się przed I ligą, którą traktuje jak czyściec, z którego zamierza jak najszybciej się wydostać. Nie będzie to proste, o czym od trzech lat przekonuje się Wisła Kraków. I właśnie drugi zespół ze stolicy Małopolski – Wieczysta – była pierwszym rywalem Wojskowych. Byłoby dla niej wielką obrazą nazwanie sztucznym tworem, bo ma ponad 80 lat historii i kilka ciekawych wątków. Znalazła się w tym miejscu, ponieważ od pół dekady jest pompowana olbrzymimi środkami przez prywatnego przedsiębiorcę Wojciecha Kwietnia. W ciągu pięciu lat wywalczyła cztery awanse, zawsze mając budżet, na widok którego rywalom mogło się zakręcić w głowie.
Śląsk Wrocław – Wieczysta Kraków. Przewaga gości, gol miejscowych
Ponad 45 procent zawodników z wyjściowych składów debiutowało w drużynach – po pięciu w Śląsku i Wieczystej – a trener gości na swój 141. mecz na zapleczu ekstraklasy czekał niemal siedem lat. Nowi od razu wybili się na pierwszy plan. W pierwszych minutach wrocławianie nerwowo się bronili, a Michał Szromnik dwukrotnie powstrzymywał grającego z gipsem na małym palcu prawej dłoni Carlitosa który wykonywał rzut wolny i uderzał głową po dośrodkowaniu Kamila Dankowskiego. Z przewagi nic nie wniknęło, za to gospodarze wycisnęli maksimum z rzutu wolnego po faulu Kamila Pestki. Piotr Samiec-Talar dorzucił piłkę z prawej strony, a świetnie nabiegający Patryk Sokołowski zmieścił ją w siatce po ręce Dankowskiego. Pomocnik przez rok czekał na gola w poprzednim klubie – Cracovii – a teraz ucieszył kibiców już w pierwszym występie.
Wyszarpali remis
Jego zespół nadal był niepewny w obronie. Bramka Goku została jednak anulowana, ponieważ Michał Pazdan na pozycji spalonej absorbował bramkarza. Poważnego błędu Dawida Szymonowicza nie wykorzystał Samiec-Talar, który spudłował z kilku metrów, a Mareusz Żukowski nie trafił w bramkę po kontrze, kiedy Wieczysta dała się zaskoczyć po jednym z sześciu rożnych do przerwy. Po okresie przewagi gospodarzy krakowianie zdążyli jeszcze postraszyć rywali. Carlitos nie jest jeszcze w najwyższej formie fizycznej, jednak technikę ma nienaganną i Wojskowi byli w tarapatach po jego zagraniu zewnętrzną częścią stopy w stronę dalszego słupka.
Na początku drugiej połowy błyszczał Antoni Mikułko, jakby zamienił się rolami ze Szromnikiem. Młodzieżowiec w jednej akcji obronił dwa uderzenia, świetnie skracając dystans do graczy Śląska, a także poradził sobie z główką. Śląsk zdominował środek pola, więc jako pierwszy z ławki wszedł Jacek Góralski. Żółto-czarni odżyli, Goku zdecydował się na indywidualną akcję i posłał piłkę sprzed „szesnastki”, a zasłonięty Szromnik znów kapitalnie interweniował.
W końcówce wrocławianie bronili skromnego prowadzenia. Udawało im się do czwartej doliczonej minuty, gdy Goku wykorzystał rzut karny po zagraniu ręką Marka Dijakovicia. Bramkarz miał piłkę na rękach, ale nie został bohaterem.
Śląsk Wrocław – Wieczysta Kraków 1:1 (1:0)
Bramki: Sokołowski (13.) – Goku (90., karny).
Śląsk: Szromnik – Gurecio (78. Macenko), Dijaković, Szota, Llinares – Sokołowski, Ortiz (65. Szarabura) – Samiec-Talar, Halimi (65. Dziuba), Żukowski (68. Jezierski)– Warchoł (79. Banaszak).
Wieczysta: Mikułko – Dankowski, Szymonowicz, Pazdan, Pestka – Swędrowski (55. Góralski), Trąbka (65. Brlek) – Donkor (65. Semedo), Carlitos (80. Łysiak), Goku – Lopes (80. Chuma).
Żółte kartki: Ortiz, Jezierski – Swędrowski, Pestka.
Sędziował Patryk Gryckiewicz (Toruń).