Większość reklam przy drogach nie ma pozwoleń
O inwentaryzację reklam w mieście pytał radny Andrzej Hawranek. To pokłosie niedawnej dyskusji podczas sesji rady miasta dotyczącej projektu uchwały krajobrazowej. Ze strony zwolenników radykalnego ograniczenia liczby nośników reklamowych padały stwierdzenia, że większość zainstalowanych w Krakowie reklam już teraz nie spełnia wymogów prawa. Ich zdaniem uchwała krajobrazowa będzie skutecznym narzędziem, które pozwoli wyegzekwować uporządkowanie przestrzeni. Obecnie bowiem przestrzeganie przepisów kuleje i nawet w sprawach pozornie oczywistych wymiana pism potrafi trwać miesiącami czy latami.
Doniesienia o dużej liczbie nielegalnych reklam prowadzą też do odwrotnych wniosków. Część radnych postulowała, by zająć się w pierwszej kolejności tymi nośnikami, które już według obecnego stanu prawnego nie są zamontowane legalnie. Ich zdaniem uchwała w proponowanym kształcie sprowadziłaby się do ukarania wszystkich po równo – również tych, którzy swoje banery powiesili zgodnie z prawem.
ZDMK policzył
Prezydent odpowiedział radnemu, że całościowa inwentaryzacja na obszarze miasta nie była prowadzona. W związku z tym nie można jednoznacznie określić, jaki procent reklam w mieście nie spełnia przepisów.
Nie jest jednak tak, że miasto w tej dziedzinie nie ma żadnych informacji. Zarząd Dróg Miasta Krakowa pod koniec ubiegłego roku przeprowadził inwentaryzację tam, gdzie sięgają jego kompetencje, a więc w obrębie pasa drogowego.
Inspektorzy sprawdzili w ten sposób 146 ulic. Natrafili tam na 1819 nośników reklamowych, z czego 1058 (58 procent) nie miało zezwolenia ZDMK.
Co istotne, mówimy tu tylko o niespełnieniu jednego z warunków, czyli uzyskania zezwolenia zarządcy drogi i uiszczenia opłaty. Osobną kwestią jest to, jaka część nośników jest zgodna z zapisami planów miejscowych, posiada pozwolenie na budowę lub zgłoszenie (tam gdzie jest to wymagane) i – w przypadku obiektów zabytkowych – ma potrzebne uzgodnienia konserwatorskie.
Większość do usunięcia
Założenie proponowanej uchwały krajobrazowej idzie dalej. Z punktu widzenia jej twórców do obecnego chaosu reklamowego przyczyniają się również te nośniki, których właściciele dopełnili wszystkich formalności. Dlatego uchwała precyzuje dopuszczalne powierzchnie reklam, ich odległość od drogi, wysokość czy zagęszczenie – w zależności od rejonu miasta.
Tu urzędnicy dysponują bardziej precyzyjnymi wyliczeniami. Na trzynastu wybranych ulicach (m.in. Kalwaryjskiej, Wadowickiej, Zakopiańskiej, Conrada czy Dobrego Pasterza) sprawdzili, jaki procent nośników reklamowych musiałby zniknąć, gdyby wprowadzone zostały zapisy projektu. Znajdują się tam 953 wolnostojące reklamy i 3102 zamontowane na różnych obiektach. Z pierwszej grupy do usunięcia jest 69 procent. Z drugiej do likwidacji zakwalifikowano aż 94 procent.