To wielkie polityczne wydarzenie, cały świat w Krakowie [Rozmowa]

Przytłumione przez wizytę premier Ewy Kopacz sygnowanie przez prezydenta miasta i członków rządu listu intencyjnego w sprawie organizacji sesji Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO w Krakowie, okazuje się być ważnym wydarzeniem. Jak tłumaczy dr Michał Wiśniewski, to ogromna, światowa konferencja, która niesie ze sobą praktycznie same pozytywy.

Dawid Kuciński, LoveKraków.pl: Co w praktyce oznacza podpisanie listu intencyjnego w sprawie organizacji zebrania komitetu przez prezydenta Jacka Majchrowskiego i przedstawicieli rządu?

Dr Michał Wiśniewski kierownik Ośrodka Edukacji – Akademia Dziedzictwa, Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie: Rozumiem, że Polska wystosuje teraz propozycję do Komitetu UNESCO, aby sesja w 2017 roku odbyła się w Krakowie.

2017 rok to pierwszy wolny termin, bo rozumiem, że już na następny rok miejsce jest zarezerwowane.

Sesja z reguły odbywa się na przełomie lipca i czerwca. W tym roku było to Bonn. Za każdym razem jest to inny kraj najczęściej także inny kontynent W 2016 roku spotkanie odbędzie się w Stambule. 2017 jest pierwszym możliwym.

Stare Miasto, które jest wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa to główny atut przyznania Krakowowi organizacji sesji komitetu? Czy tylko jeden z wielu?

Często są to miejsca, które znajdują się na liście. Zależy to jednak od aktywności dyplomacji danego kraju. Kraków wydaje się naturalnym kandydatem, był jednym z pierwszych dziesięciu miejsc, które wpisano na świecie.

Zapewne osoby, które do nas przyjadą, świetnie znają Kraków, ale będą miały okazję przyjrzeć się bliżej również okolicom. To taka dodatkowa promocja naszego miasta na arenie międzynarodowej?

To wielkie polityczne spotkanie. Ostatnią tak ważną międzynarodową konferencją nt. kultury, która odbyła się w Krakowie, była sesja KBWN w 1991 roku. Przedstawiciele większości państw na świecie, bo prawie wszystkie należą do UNESCO, wysyłają swoich przedstawicieli na sesję. Jest wiele punktów do omówienia, a najbardziej dyskutowana jest lista. Podejmuje się wtedy decyzje, co na nią wpisać. Co roku trafia tam ok. 20 miejsc. Dodatkowo podejmowane są inne, boczne decyzje, związane z listą oraz innymi działaniami UNESCO.

Od kilku lat pojawiają się głosy, życzenia, aby obszar Starej Nowej Huty został wpisany na listę. Uważa pan, że do tego czasu uda się dopełnić formalności czy to raczej pieśń przyszłości?

Dyskusja toczy się głównie w mediach. Potrzebne są decyzje. O wpis starać się może państwo, które jest stroną i członkiem UNESCO. Na razie Polska nie podjęła żadnych działań w tym kierunku. Dopiero po zgłoszeniu na, tzw. listę informacyjną, można rozpocząć dalsze procedowania. Do Krakowa musiałaby przyjechać delegacja ICOMOS-u, niezależnej organizacji która wspiera UNESCO, m.in.  przygotowując dla UNESCO raporty, w których znajdują się np. sprawozdania z tego, czy proponowane miejsce spełnia wymagania dotyczące wpisu, czy jest autentyczne, integralne, posiada tzw. powszechną wyjątkową wartość definiowaną w ramach kilku kategorii. Jest to podstawa do podjęcia decyzji o wpisie.

Stworzeniu Parku Kulturowego Stara Nowa Huta na jesień 2016 roku mogłyby w tym procesie pomóc.

Oczywiście, ponieważ wzmocniłby mechanizmy związane z ochroną Nowej Huty. Potrzeby prac konserwatorskich w Hucie  są coraz większe, ale trzeba to robić z głową. Nie chodzi o termomodernizację. Ponadto pomimo wielu prób wciąż brak koncepcji dotyczącej przyszłości skarpy. Park byłby wzmocnieniem.

Wychodząc poza Kraków –  które miejsca w Polsce powinny być według pana wpisane najbliższej sesji na listę?

Na listę informacyjną Polska zgłosiła dotychczas Gdańsk, Kanał Augustowski, przełom Dunajca w Pieninach oraz kopalnię w Tarnowskich Górach. Trwa także dyskusja nt. ewentualnego wpisu Krzemionek Opatowskich. Niedawno pojawił się także pomysł wpisania kilku cmentarzy żydowskich z różnych europejskich miast, m.in. w Łodzi. To są jednak dopiero wstępne pomysły.

Wróćmy do Krakowa. Trzy główne zalety organizacji to na pewno: prestiż, promocja miasta i – z czysto pragmatycznego punktu widzenia – opłacalność? Bo jednak kongres nie jest jednodniowy.

Jest to gigantyczny kongres, który trwa ponad tydzień. Na pewno ma to przełożenie ekonomiczne, ale to nie jest najistotniejsze. To prestiżowe wydarzenie, ale może mieć bardzo praktyczny wymiar dla Krakowa. Jesteśmy na liście UNESCO, ale do tej pory gmina nie potrafiła rozwiązać podstawowych spraw dotyczących ochrony tego, co jest wpisane na listę. Od 12 lat nie ma planu zagospodarowania przestrzennego dla Kazimierza. A to najmocniejszy mechanizm ochrony. Brakuje też planów zagospodarowania dla większości terenu stanowiącego strefę buforową, a tam zachodzą dzisiaj bardzo dynamiczne i często niekorzystne zmiany.

Wiceprezydent Koterba tłumaczy to tym, że prawo krajowe jest wadliwe i nie można nić zrobić, nawet jeśli WZ jest niezgodna ze studium zagospodarowania…

Właśnie na to zwracam uwagę. Od 12 lat nie ma planu zagospodarowania dla miejsc, które powinny być szczególnie chronione. Przygotowanie tych planów to obowiązek gminy.

Więc byłby to mocny bodziec dla urzędników i radnych miejskich?

Zdecydowanie. Tak prestiżowe wydarzenie mogłoby wpłynąć na aktywność miasta w tej sprawie.