Wiosenne porządki w samorządach. Referendalne miotły pójdą w ruch. W Bochni już pozamiatane

Choć do półmetka kadencji obecnych samorządów jeszcze trochę czasu, to w niektórych małopolskich gminach u mieszkańców już burzy się krew.

Wybrać wójta, burmistrza czy prezydenta jest dość łatwo. Wystarczy zagłosować na niego w wyborach. Ale z odwołaniem go czy pozbawieniem mandatu już tak łatwo nie jest.

Ustawodawca przewidział raptem kilka możliwości pozbawienia go funkcji przed upływem kadencji.

Demokratyczne odspawanie z fotela

Co musi się stać, by samorządowy lider regiony pożegnał się z posadą? Musi na pewno nieźle nabroić i zostać prawomocnie skazany za przestępstwo umyślne. Nadto, nieprawnie – najczęściej z łakomstwa – łączyć różne funkcje, w porę nie złożyć zeznania majątkowego czy uporczywie łamać prawo.

W wersji optymistycznej – dostać od elektoratu „kopa w górę” i zostać wybranym na posła, senatora, eurodeputowanego lub Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. W wersji pechowej – stać się ofiarą owego podziału terytorialnego kraju. W wersji tragicznej – pożegnać się z tym światem.

Sam też może mieć serdecznie dosyć pracy na rzecz dobra wspólnego i dobrowolnie złożyć rezygnację. Ale mogą to na nim także wymusić wyborcy. W drodze referendum, jako wyraz dezaprobaty dla nieudolnego sprawowania władzy.

I za takich właśnie psujów swoich włodarzy uważa część mieszkańców Krakowa, Radłowa czy Bochni. Tam rozeźleni wyborcy parli do doprowadzenia referendum o odwołanie ich z pełnionych funkcji. W dwóch pierwszych przypadkach uczynili to skutecznie.

Dwa lata temu mocno tąpnęło w Radłowie

Niedziela (7 kwietnia 2024 roku) okazała się być politycznym tsunami w gminie. Oto bowiem – i to już w pierwszej turze – zmieciony z fotela burmistrza został Zbigniew Mączka, rządzący Radłowem przez czternaście lat.

Dodajmy, że w powszechnej panującej wówczas opinii, murowany kandydat do reelekcji.

Suweren jednak postawił dać wówczas szansę nieznanemu dotąd szerzej 27-letniemu Mateuszowi Borowcowi. Był on co prawda radnym w kadencji 2018-2024, i… właściwie to wszystko.

Ba, chyba w samym PiS-ie, gdzie nasz bohater płaci składki, nie do końca wierzono w jego zwycięstwo nad doświadczonym rywalem. Ale wystawić kogoś trzeba było tym bardziej, że to partia Jarosława Kaczyńskiego rządziła wówczas w kraju.

Chwyt z młodym, nieskażonym samorządowymi przypadłościami kandydatem okazał się strzałem w dziesiątkę. Mariusz Borowiec, który startował z Komitetu Wyborczego Wyborców „Gmina Radłów – Nasza Mała Ojczyzna” wygrał już w pierwszej turze.

Dostał 2 264 głosów, co przełożyło się na 56,32 procent poparcia. Ludzie skupieni wokół Zbigniewa Mączki i komitetu „Moja Gmina Radłów” porwali 1756 mieszkańców. Zwycięstwo było więc okazałe.

Burmistrz z kapelusza?

Co wiemy o Mateuszu Borowcu, oprócz tego, że jest najmłodszym burmistrzem w powiecie tarnowskim?To, że jest człowiekiem nad wyraz skromnym, bo chcący przeczytać cokolwiek na temat jego osoby na oficjalnej stronie gminy Radłów natrafi na pustą kartkę.

Znacznie bardziej wylewnym nasz bohater jawi się na swoim profilu facebookowym.

To stamtąd dowiadujemy się, że ukończył radłowskie liceum – to samo, w którym wcześniej maturę zdawali między innymi zmarli już: nuncjusz apostolski abp Józef Kowalczyk czy rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, polonista, prof. Franciszek Ziejka.

Na ścianie ma też powieszone dyplomy sądeckiej WSB-NLU oraz Małopolskiej Wyższej Szkoły Ekonomicznej.

Nikt nie obiecywał, że będzie miło

O komforcie w Radłowie Mateusz Borowiec mógł jedynie pomarzyć. I właściwie nie miał prawa go mieć od momentu zaprzysiężenia.

Bo skoro w 15-osobowej radzie siedem szabel trzymało środowisko Zbigniewa Mączki, wiadomym, że każde ważne głosowanie pójdzie „na żyletki”.

I to nic, że Zbigniew Mączka niedługo był bezrobotny, bo znalazł zatrudnienie w Żabnie jako wiceburmistrz przy samorządowym żółtodziobie, którym na ów czas był Tomasz Kijowski, wcześniej bardziej znany jako piłkarz „Unii” Tarnów.

To nic, że Mączka publicznie oświadczał, że godzi się z demokratycznym werdyktem, bierze wszystko „na klatę” i życzy następcy by nie robił głupot.

Podskórnie było mu przykro i miał żal, bo trzeba obiektywnie powiedzieć, że burmistrzem nie był złym. Tym bardziej, że w gminie ludzkie języki mówiły, że to pozamerytoryczne kwestie zadecydowały o politycznym odstrzale wiecznego pana na Radłowie.

A to, że malinowo w mieście nie będzie pokazało już pierwsze ważne głosowanie w maju 2024 roku. Prestiżowe, bo dotyczące wotum zaufania dla nowego burmistrza, który raptem od miesiąca cieszył się tabliczką na drzwiach gabinetu.

Padł remis. Siedmiu rajców było „za”, 7 wstrzymało się od głosu, jeden radny nie dotarł na głosowanie.

Rok później Borowiec w identycznej sytuacji przełyka już pigułkę porażki. Nadal co prawda cieszy się poparciem siódemki rajców, ale ośmioro mówi mu w oczy, że go nie lubi.

Wotum zaufania więc nie dostaje. Ale absolutorium z wykonania budżetu – już tak. I to niemal jednogłośnie, bo ledwie przy jednym głosie wstrzymującym się.

Nie kijem go to referendum?

Pytanie w kwestii radłowskiego referendum jest jedno: czy przez niespełna dwa lata rządów Mateusz Borowiec aż tak zalazł rodakom za skórę, że z ulgą pozbyliby się go z ratusza, czy też, że stronnikom byłego burmistrza Radłowa wciąż jadzą się rany z powodu poniesionej spektakularnej porażki w kwietniu 2024 roku.

To okaże się już wkrótce. W każdym razie opozycja przystąpiła do ofensywy.

Początkiem grudnia ubiegłego roku zawiała komitet referendalny, na którego czele postawiła Ewelinę Łabno. Rozpoczyna się akcja ulotkowa i zbieranie podpisów, których musi być minimum 754.

Na sztandarach wypisano zarzuty pod adresem burmistrza. Jest ich osiem.

To brak doświadczenia i kompetencji, rozbuchana biurokracja, chaos inwestycyjny, dwukrotne nieuzyskanie wotum zaufania ze strony radnych a także wprowadzanie nieograniczeń w kwestii bezpłatnego użytkowania hali sportowej przez mieszkańców.

Mateusz Borowiec obiera dość osobliwą formę obrony. Jego orężem jest internet.

A swoją kampanię w sieci prowadzi dwutorowo.

Na oficjalnej stronie gminy chwali się inwestycjami i pozyskanymi dla Radłowa pieniędzmi. Na prywatnym profilu w mediach społecznościowych uzewnętrznia emocje, które nim targają.

– Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia - czas opłatka, zgody i serdecznej rozmowy. A są niestety tacy, którzy w tym czasie wolą wprowadzać zamęt i niepokój. Kilka dni temu powstał komitet referendalny, a całe to zamieszanie jest podsycane przez pewną osobę z tylnego siedzenia – stwierdził. 

– Po ludzku jest mi przykro, że od samego początku spotykam się z ciągłymi atakami pewnych osób. Jest to grupa, która rozsiewa nieprawdziwe informacje i kieruje się osobistymi intrygami – kosztem spokoju, stabilności i warunków potrzebnych, aby Gmina Radłów mogła się rozwijać i służyć mieszkańcom. Ich działania przeszkadzają i ośmieszają naszą gminę w oczach regionu, zamiast budować ją i wzmacniać – czytamy we wpisie z 17 grudnia.

Dziennikarzy natomiast konsekwentnie unika.

A opozycja nie próżnuje i wymaganą liczbę podpisów zebrała. Zaniosła je już do komisarza wyborczego.

Zebranie tak dużej liczby podpisów w krótkim czasie pokazuje tylko, że wielu mieszkańców czuje potrzebę zabrania głosu i zmiany, która jest potrzebna dla naszej gminy.
podkreślała w rozmowie z Radiem Kraków Ewelina Łabno

– Traktujemy tę decyzję jako wyraz takiego obywatelskiego zaangażowania wszystkich mieszkańców i dowód na to, że chcą mieszkańcy współdecydować o kierunku, w którym rozwija się nasza gmina – mówiła. 

– Teraz najważniejsza jest kampania referendalna, która nas czeka. Mam nadzieję, że będzie ona spokojna, merytoryczna i oparta na faktach – dodawała Łabno. 

„Jak żeś durny idź do urny”?

Mateusz Borowiec odniósł się do inicjatywy referendalnej we wpisie opublikowanym 6 marca w mediach społecznościowych. Burmistrz przekonywał, że o planach jego przeciwników politycznych było wiadomo od dawna i – jak twierdzi – działania zmierzające do referendum zaczęły się niemal od początku jego kadencji.

Jak napisał, już po pierwszym miesiącu sprawowania funkcji nie udzielono mu wotum zaufania, a dziś – w jego ocenie – ten fakt przedstawiany jest jako „koronny argument” przeciwko niemu. Zwracał uwagę, że stało się to „po zaledwie miesiącu pracy”.

Borowiec przekonywał, że od początku nie chodziło o współpracę ani o dobro gminy, lecz o polityczny konflikt. Jego zdaniem przeciwnicy skupiają się na „atakach, ośmieszaniu i osłabianiu gminy”, a działania te – jak ocenia – z czasem przybierają coraz bardziej agresywną formę.

W swoim wpisie burmistrz sugerował także, że inicjatorzy referendum kierują się motywami politycznymi. Według niego próba doprowadzenia do głosowania jest formą „osobistej zemsty za przegrane wybory” i próbą torpedowania działań nowych władz samorządowych.

Borowiec zapowiedział jednocześnie, że sam nie zamierza brać udziału w referendum. Apelował również do mieszkańców, aby postąpili podobnie i – jak napisał – pozostając w domach wyrazili sprzeciw wobec „politycznych rozgrywek”.

Wpis burmistrza miał wyraźnie emocjonalny charakter. Uzyskał ponad 300 reakcji i został kilkadziesiąt razy udostępniony. W komentarzach pojawiły się także głosy wsparcia, m.in. wpisy: „Prawda sama się obroni!”,„Nie idę!” czy „Trzymaj się ciepło! Jesteśmy z Tobą”.

Aby referendum było ważne, musi w nim wziąć udział odpowiednia liczba mieszkańców. W przypadku Radłowa oznacza to frekwencję na poziomie co najmniej 3/5 liczby osób, które uczestniczyły w wyborach samorządowych w 2024 roku – czyli 2452 wyborców z 4086 głosujących. Frekwencyjną rozgrzewką przed referendum mają być zaplanowane na 29 marca wybory uzupełniające do rady gminy, związane ze śmiercią radnego Konrada Rudzińskiego z Wał Rudy.

W Bochni napięli muskuły i… tyle

To, czy swoje trzydzieste urodziny, które przypadają w czerwcu Mateusz Borowiec będzie obchodził jako burmistrz, okaże się już za niewiele ponad miesiąc.

Z kolei Magdalena Łacny w Bochni już teraz może spać spokojnie.

Bo tam także były dość mocne zakusy, by wysadzić ją z samorządowego, burmistrzowskiego siodła. Tam jednak dmuchany referendalny balonik zdążył szybciej pęknąć nim się na dobre napełnił.

Ale po kolei.

W poniedziałek, 22 grudnia, Komisarza Wyborczego w Tarnowie oraz Urząd Miejski w Bochni odwiedzili przedstawiciele komitetu, którego celem było doprowadzenie do referendum w sprawie odwołania przed końcem kadencji burmistrz Bochni – Magdaleny Łacny.

Tworzyło go sześcioosobowe gremium: Agnieszka Bratek, Paweł Bratek, Mieczysław Kukułka, Stanisława Kurdziel, Joanna Solak oraz Anna Szymala.

Czym w opinii adwersarzy miała jakoby zgrzeszyć pani burmistrz?

Lista krótka nie jest.

Otóż, niegospodarnością, kolesiostwem, arogancją ignorowaniem ludzi i ich problemów. Generalnie, fatalnym stylem rządzenia, który przełożył się na straty w dotacjach na inwestycje.

Komisarz gości wysłuchał, wniosek przyjął i czekał na podpisy, których miało być 2200.

Pomysłodawcy nie próżnowali.

Szarpnęli się nawet na założenie specjalnej strony internetowej: odwolajlacna.pl. Tam, we wpisie z 20 lutego poinformowali o złożeniu podpisów.

Szkopuł w tym, że było ich za mało.

Jak się dowiadujemy, było tego góra 1500 podpisów złożonych na 139 kartach dwustronnych oraz 6 jednostronnych.

I w ten sposób hasło: „Koniec z niszczeniem naszego miasta”, czyli Bochni, legło w gruzach.

Przypomnijmy, Magdalena Łacny z Koalicji Obywatelskiej zwyciężyła w wyścigu do fotela burmistrza Bochni w drugiej turze wyborów z września 2024 roku.

Pokonała wówczas kandydata Prawa i Sprawiedliwości Ireneusza Sobasa, choć w pierwszej rundzie pojedynku musiała uznać jego wyższość.

Jednak w decydującej rozgrywce zdobyła zaufanie 5541 bochnian, co przełożyło się na ponad 56 procent głosów poparcia.

Porywanie się z motyką na słońce?

Historia małopolskich referendów z ostatnich lat uczy, że to mało skuteczne narzędzie, choć może i cel szczytny.

W końcówce jednak zawodzi zawsze tak zwany czynnik ludzki.

A właściwie przyrodzona wprost niechęć rodaków do chodzenia na rozmaite wybory czy referenda.

I mimo szczerych chęci grup mieszkańców głowy spod referendalnego topora – właśnie z powodu niedostatecznej frekwencji – w porę wyjęli kierujący Skałą, Alwernią, Tymbarkiem, Wierzchosławicami czy Piwniczną.

W tym ostatnim przypadku nawet dwukrotnie.

Czy tak będzie w przypadku Radłowa?

I czy wyborcy popsują radość prezydentowi Krakowa Aleksandrowi Miszalskiemu, który... cieszy się jak dziecko z powodu tego, że ponad 100 tysięcy ludzi chce się wypowiedzieć w kwestii jego dalszego rządzenia Królewskim Miastem?

Odpowiedź poznamy już wkrótce.