Wisła Kraków. Szok na początek, później czerwona kartka i powrót na wakacje
Przeprowadzka do Włoch
20-letni pomocnik znalazł się w kadrze na zgrupowanie Białej Gwiazdy w Woli Chorzelowskiej. Jest jednym z dwóch zawodników – obok bramkarza Jakuba Stępaka – którzy pojechali z zespołem po powrocie z wypożyczenia do innych klubów.
Wiktor Staszak od stycznia trenował i grał we Włoszech. Pobyt we włoskim Lecce miał go lepiej przygotować do gry na poziomie seniorskim. Przykład Jakuba Krzyżanowskiego pokazał, że może to być dobra droga. On po powrocie z Torino (trwał kilka miesięcy dłużej) dobrze odnalazł się w pierwszoligowych realiach. Staszak ma o tyle trudniejsze zadanie, że wrócił już do ekstraklasowej Wisły. I w klubie i w lidze wymagania będą jeszcze większe.
– Taki wyjazd, poza innym treningiem, uczy samodzielności. To ważny element, pod względem mentalnym na pewno się wtedy dojrzewa. Chciałbym, żeby tak było – żeby Wiktor był na dobrym poziomie, lepszym niż przed odejściem. Taki był cel tego wypożyczenia. Natomiast to wszystko będziemy obserwować i weryfikować w trakcie treningów i sparingów – mówił trener Mariusz Jop, pytany na początku przygotowań o zawodnika pozyskanego rok temu z KKS-u 1925 Kalisz.
Jordi Sanchez sprawdzał umiejętności językowe
Na pierwszy rzut oka widać, że Staszak się zmienił. Dyrektor sportowy Vullnet Basha zwrócił uwagę, że zwiększył masę mięśniową. Piłkarz wrócił z Włoch także z nieco inną fryzurą. Ma dłuższe włosy, które zaczesuje do tyłu.
Nauczył się też nowego języka. Znajomość włoskiego w czasie obiadu po pierwszym treningu sprawdzał Jordi Sanchez. A Angel Rodado, kapitan drużyny, usiadł naprzeciwko nich i próbując nieco ośmielić młodego zawodnika wołał do niego „Italiano, italiano”.
Staszak dopiero co zaaklimatyzował się w Krakowie, a musiał się ponownie pakować.
Przygoda życia
Włochy tak bardzo mu się spodobały, że po zakończeniu wypożyczenia do Lecce wrócił do tego kraju na wakacje. Grał tam w Primaverze, czyli lidze dla zawodników do 20. roku życia. Zadebiutował tydzień po wypożyczeniu, uzbierał 15 występów i czerwoną kartkę przeciwko Genui. Po sprzeczce piłkarzy sędzia wyrzucił po jednym zawodniku z każdej drużyny.
– To była przygoda życia. Super doświadczenie innej kultury gry w piłkę i typowo zagranicznej szatni, w której podstawą był język włoski. Spotkałem wielu naprawdę dobrych piłkarzy, od których też się uczyłem. Tam się gra i trenuje inaczej – podkreśla Staszak.
Wymienia dużą liczbę pojedynków na całym boisku, trening głównie w formie gierki 11 na 11. Po pięciu miesiącach we Włoszech stwierdził, że mniej ważny jest indywidualny rozwój zawodników, liczy się przede wszystkim wynik zespołu.
Żałoba we Włoszech, Staszak za Bośnią
W szatni najbliższych kolegów miał m.in. ze Szwajcarii, Słowenii, Hiszpanii. Do dziś utrzymują kontakt. Rozmawiali po angielsku, jednak piłkarz Wisły mocno skupił się na szlifowaniu włoskiego. Korzystał z lekcji zorganizowanych przez klub, sam dołożył sobie zajęcia z Polką.
Jak wielu przekonał się, że dla Włochów piłka jest jak religia. Na każdym kroku można spotkać kawiarnie i bary z transmisjami meczów, ludzie intensywnie czytający sportowe gazety. Sporo kibiców przychodziło na mecze Primavery, a niektórzy fani Lecce są tak zapalonymi kibicami, że jeździli na wyjazdowe spotkania, na które drużyna wybierała się samolotem.
– Jak Lecce wygra, to miasto żyje. Po porażce ludzie są smutni i siedzą w domu – podkreśla.
Włosi podzielili los Polaków i nie grają na mistrzostwach świata. Awans zaprzepaścili w meczu z Bośnią i Hercegowiną. – Miałem też kolegę z Bośni i kibicowałem jego drużynie. Wszyscy inni byli smutni po barażu i – nie ukrywam – potem trochę się z tego śmialiśmy.
Gotowy na ekstraklasę?
Rok temu Staszak nie wszedł z impetem do składu Wisły. Grał bardzo mało, często był kierowany do rezerw. Bez wątpienia dużą przeszkodą okazała się kontuzja odniesiona kilka minut po wejściu na boisko w sparingu z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza.
Pomocnik liczy, że właśnie otwiera nowy, lepszy rozdział w krakowskim klubie.
Trener Jop podkreśla, że młody piłkarz trafił do Wisły z niższej ligi, gdzie były inne wymagania.
– My zwracamy mocną uwagę na pojedynki i na grę obronną. Na pewno było to coś, co wymagało korekty. Jeżeli jest tak, jak mówi, to tym lepiej dla niego, bo zwiększa to jego szanse, żeby realnie zafunkcjonować w pierwszym zespole – zaznacza szkoleniowiec beniaminka ekstraklasy.