Wisła na fali wznoszącej. Pogoń trzecią ofiarą z rzędu
Taka seria nie zdarzyła się Wiśle od 11 miesięcy. Po zwycięstwach nad Polonią Warszawa i Jagiellonią Białystok, Biała Gwiazda odprawiła z kwitkiem także Pogoń Szczecin. Trzecie z rzędu zwycięstwo zapewniły jej gole Radosława Sobolewskiego i powracającego po kontuzji Tsvetana Genkova.
- Cieszę się, że w kolejnym meczu strzelamy bramki - stwierdził Tomasz Kulawik. - Wcześniej mieliśmy z tym problem, a dziś potwierdziło się, że możemy strzelać, nie mając jeszcze w 100% gotowych napastników. Powrót skuteczności to rzeczywiście jeden z największych pozytywów minionego tygodnia. Trzem rywalom wiślacy zaaplikowali w sumie osiem trafień, a przy odrobinie szczęścia mogłoby ich być jeszcze więcej.
Powiedzieć bowiem o defensywie Pogoni, że nie miała swojego dnia, to jak nie powiedzieć nic. Portowcy nie tylko nie przeszkadzali gospodarzom w konstruowaniu akcji. Kilka razy robili wręcz wszystko, żeby Pernis wreszcie wyjął piłkę z siatki. W 26. minucie Julien Tadrowski pomylił się o kilka centymetrów, gdy wybijając futbolówkę trafił w poprzeczkę własnej bramki. A kilka chwil wcześniej Wojciech Golla idealnym podaniem obsłużył... Rafała Boguskiego, który nie zmarnował okazji. W całej sytuacji pogubili się jednak nawet sędziowie. Z sobie tylko wiadomych przyczyn odgwizdali spalonego i gola nie uznali.
Ostatecznie zakończyło się na dwóch trafieniach, za to oba poprzedzone były przebojowymi akcjami bohaterów wtorkowego starcia w Białymstoku, Radosława Sobolewskiego i Patryka Małeckiego. Pierwszy z nich w 37. minucie minął kilku rywali i z ostrego kąta pokonał Pernisa. Drugi pod koniec spotkania w swoim stylu pociągnął do końcowej linii i wyłożył piłkę Genkovowi. A gdyby więcej zimnej krwi zachowali Ivica Iliev i Łukasz Burliga, zdobycz prezentowałaby się jeszcze bardziej okazale.
Jednak dla kibiców, trenera i samych zawodników najważniejsze, że Biała Gwiazda coraz lepiej prezentuje się pod względem jakości gry. Występ przeciwko Pogoni fragmentami naprawdę mógł się podobać, choć zdania co do najlepszych okresów były podzielone nawet wśród samych wiślaków.
- Więcej okazji stworzyliśmy sobie w drugiej połowie. W pierwszej źle weszliśmy w mecz, zabrakło nam koncentracji, ale później uspokoiliśmy grę - stwierdził Małecki. - Fragmenty są obiecujące, ale są też momenty kiepskie, chociażby duża część drugiej połowy - to ocena Cezarego Wilka. Zgadzali się jednak co do tego, że morale drużyny z każdym zwycięstwiem idzie w górę.
Obaj twierdzą też, że zamiast spoglądać w tabelę, koncentrują się jedynie na najbliższym spotkaniu. Tymczasem osiem ligowych punktów zdobytych wiosną wywindowało zespół Kulawika z pozycji trzynastej na siódmą (ex aequo z Piastem i Zagłębiem), ze stratą zaledwie sześciu oczek do podium. Jeśli w kolejnych meczach wiślacy punktować będą równie regularnie, spisany na straty sezon być może uda się jeszcze uratować.
Wisła Kraków - Pogoń Szczecin 2:0 (1:0)
Sobolewski 37., Genkov 82.
Wisła: Pareiko - Jovanović, Głowacki, Bunoza, Jaliens - Wilk, Sobolewski - Małecki, Iliev (67. Genkov), Burliga (46. Kosowski) - Boguski (83. Chrapek)
Pogoń: Pernis - Tadrowski, Dąbrowski (46. Hricko), Noll, Pietruszka - Golla (75. Kolendowicz), Rogalski - Budka, Andradina, Lewandowski (59. Akahoshi) - Frączczak
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)
Żółte kartki: Sobolewski, Iliev, Jaliens, Wilk - Frączczak