Wisła podejmuje Scyzoryki. Nie zawsze było łatwo

W piątkowe popołudnie (godzina 18) w meczu 10. kolejki ekstraklasy rozpędzająca się Wisła Kraków zagra na własnym stadionie z Koroną Kielce. Patrząc w tabelę i na formę obu drużyn wydawać by się mogło, że Biała Gwiazda jest zdecydowanym faworytem. Historia spotkań z ekipą z Kielc pokazuje jednak, że wcale łatwo nie będzie.

Beniaminek odebrał złudzenia

Odkąd Korona Kielce przebojem wdarła się do ekstraklasy podbijając serca kibiców z całej Polski minęło już trochę czasu. Kiedy w 2006 roku tytuł króla strzelców zdobywał Grzegorz Piechna, a Korona otarła się w swoim debiutanckim sezonie o europejskie puchary, Wisła do końca toczyła z Legią przegraną ostatecznie batalię o mistrzostwo kraju. Już wtedy, w sezonie 2005/06, batalie pomiędzy aktualnym wówczas mistrzem - Wisłą, a beniaminkiem z Kielc nie kończyły się wcale tak, jak można by się tego spodziewać. Spotkanie w Krakowie zakończyło się remisem 2:2, choć po kwadransie Wiślacy prowadzili 2:0. Jeszcze gorzej skończył się za to mecz w Kielcach. Korona wygrała 1:0, a prowadzona wówczas przez Dana Petrescu Wisła zdecydowanie oddaliła się od mistrzowskiego tytułu.

W następnych sezonach to Wisła wychodziła z większości tych pojedynków górą. Do dziś najbardziej przekonywającym zwycięstwem Białej Gwiazdy nad Koroną pozostaje jesień roku 2007. Odradzająca się Wisła, która w tamtym sezonie przebojem sięgnęła po mistrzostwo, po niespełna dwudziestu minutach prowadziła już 3:0 za sprawą trafień Pawła Brożka, Clebera i Andrzeja Niedzielana. Po zmianie stron drugie trafienie dołożył Brożek, a spotkanie zakończyło się prawdziwym pogromem.

W cieniu pucharów

Wyjątkowy dla Wisły był z kolei sezon 2011/12. To właśnie wtedy Biała Gwiazda po raz ostatni stoczyła zaciekłą batalię o awans do Ligi Mistrzów, co odbiło się na formie ligowej. Tak się złożyło, że oba mecze pomiędzy Wisłą a Koroną odbywały się w rzeczywistości w cieniu europejskich pucharów. Jesienne spotkanie w Kielcach przez wielu określane było mianem… najmniej ważnego ligowego meczu od lat. Dlaczego? Ano dlatego, że kilka dni później Wiślacy mieli się udać na Cypr, gdzie w wyjazdowym meczu ostatniej rundy eliminacji Ligi Mistrzów planowali bronić zaliczki z Krakowa. Jak wiadomo, ta sztuka im się nie udała, W meczu z Koroną priorytetem było więc uniknięcie kontuzji, więc i skład był mocno eksperymentalny. Z Michałem Czekajem czy Danielem Brudem Wisła potrafiła jedynie przeciwstawić się Koronie i zremisować to bezbarwne spotkanie 0:0.

O ile meczowi w Kielcach towarzyszyły bojowe nastroje i oczekiwania na wielki mecz, o tyle rewanż w Krakowie był dla fanów Wisły niezwykle przybijający. Trzy dni wcześniej Biała Gwiazda pożegnała się bowiem z Ligą Europy, dwukrotnie remisując z belgijskim Standardem Liege i przegrywając tylko za sprawą straconej w pierwszym meczu bramki. Ponura atmosfera na trybunach i wokół drużyny udzieliła się również piłkarzom. Wisła zagrała bardzo kiepsko i przegrała 0:1, spadając po tym meczu na ósme miejsce w tabeli.

Pożegnanie z trenerem?

Być może po wyjazdowym zwycięstwie 6:0 może to brzmieć dziwnie, ale taka jest prawda - Kazimierz Moskal wciąż nie może być spokojny o swoją posadę. W środowisku krążą informacje, że Bogusław Cupiał decyzję o rozstaniu z trenerem podjął już jakiś czas temu, a na jego zdanie nie wpłynął nawet ostatni znakomity wynik. Gdyby jednak Kazimierz Moskal rzeczywiście został wkrótce zwolniony, niezależnie od najbliższych wyników, wywołałoby to z pewnością spory niesmak wśród kibiców. W ten sposób pieniądze, zebrane przez kibiców w ramach akcji „Wisła Kraków to nasza historia”, przeszło 300 tysięcy złotych, zostałyby prawdopodobnie przeznaczone na wypłacanie pensji dwóm zwolnionym trenerom - Franciszkowi Smudzie i właśnie Moskalowi.

Gdyby faktycznie mecz z Koroną Kielce miał być ostatnim dla Kazimierza Moskala w roli trenera pierwszej drużyn, można byłoby mówić, że historia zatoczyła swoiste koło. Podczas poprzedniej kadencji, w sezonie 2011/12, to właśnie po meczu z popularnymi Scyzorykami Moskal zakończył swoją przygodę na ławce trenerskiej Białej Gwiazdy. O tamtym spotkaniu pisaliśmy już dwa akapity wyżej, a na taką a nie inną decyzję miało wpływ przede wszystkim odpadnięcie z europejskich pucharów. Jeśli więc sprawdzi się scenariusz przedstawiany przez ekspertów, Korona Kielce może stać się prawdziwą zmorą Kazimierza Moskala.

Pierwszy raz przeciwko Wiśle

Wiele wskazuje na to, że w piątkowe popołudnie po raz pierwszy przeciwko drużynie Wisły wystąpi Tomasz Zając. 20 latek w Krakowie spędził łącznie cztery lata, jednak niespełna trzy miesiące temu nie zdołał porozumieć się z zarządem Białej Gwiazdy i wylądował w Kielcach. W barwach Korony wystąpił w ośmiu ligowych spotkaniach, wchodząc w większości przypadków z ławki rezerwowych. – Na pewno będzie to dla mnie wyjątkowy i trudny mecz. Takie jest jednak życie zawodnika, nie wszystko w rzeczywistości zależy od nas – mówi o zbliżającym się spotkaniu Zając.

– Nie licząc meczów w juniorach Kmity Zabierzów, to bedzie mój pierwszy występ przeciwko Wiśle. Spędziłem tu cztery bardzo ważne lata, w trakcie których dojrzewałem piłkarsko. Tak naprawdę ciągle mam kontakt z większością kolegów, z którymi trenowałem i grałem w Wiśle. Z perspektywy kilku miesięcy uważam jednak, że Korona była dobrym wyborem. Tutaj dostaję szansę do grania i rozwijania się. W piątek jako drużyna zagramy o trzy punkty, a ja ze swojej strony mogę obiecać, że nie odstawię nogi – zapowiada Tomasz Zając.