Wisła przegrała z liderem po bardzo nudnych 90 minutach

Wisła nie zdołała zagrozić Lechii Gdańsk i przegrała na stadionie lidera ekstraklasy 0:1. Na początku drugiej połowy Krzysztof Drzazga zdołał umieścić piłkę w siatce, jednak gol nie został uznany. Mecz nie stał na dobrym poziomie, krakowianie nie oddali ani jednego celnego strzału.

Wisła Kraków pojechała do Gdańska mierzyć się z liderem w mocno okrojonym składzie. Z Lechią musiała radzić sobie bez kontuzjowanych Pawła Brożka, Rafała Boguskiego, Jakuba Bartosza, Aleksandra Buksy i Vukana Savicevicia, bez pauzującego za żółte kartki Łukasza Burligi, a także bez Sławomira Peszki, któremu zapis w umowie nie pozwolił zagrać. O zwycięstwo z drużyną, która w tym sezonie jeszcze nie przegrała na własnym terenie, było więc bardzo ciężko. Zgodnie z tym, co przed meczem mówił trener Białej Gwiazdy Maciej Stolarczyk, wiara w zespole była, gdyż jak podkreślił, każda seria się kiedyś kończy.

Senna pierwsza połowa

Lechia, za którą przed spotkaniem przemawiało praktycznie wszystko, przystąpiła do meczu w dobrych nastrojach, gdyż w Poznaniu Lech ograł Legię Warszawę 2:0, przez co gdańszczanie mogli odskoczyć w ligowej tabeli obecnemu mistrzowi Polski o kolejne trzy oczka, by mieć w sumie siedem punktów przewagi. Ten plan zrealizowali, choć zwyciężyli bardzo skromnie.

Podopieczni Piotra Stokowca starali się kontrolować grę i ze spokojem budować akcje ofensywne. Goście wykorzystywali wszystkie nadarzające się okazje, by oddać strzał. Swoje szanse miał Rafał Pietrzak. Obrońca krakowian nie tylko skupiał się na zadaniach defensywnych, ale też chętnie uderzał na bramkę strzeżoną przez Dusana Kuciaka. W 12. minucie strzelał z dystansu i piłka minimalnie minęła słupek. Nieco ponad dziesięć minut później po rzucie wolnym huknął z trzydziestu metrów, lecz tym razem nad poprzeczką. Pietrzak i koledzy kilka razy nie popisali się w rozegraniu i zanotowali naprawdę proste straty.

Fatalna strata

Lechiści uśpili nieco czujność gości. Przez blisko 40 minut gry nie stworzyli groźnej sytuacji. Dopiero cztery minuty przed przerwą przeprowadzili szybki kontratak, po którym Mateusz Lis musiał wyjmować piłkę z siatki. Filip Mladenović otrzymał idealne podanie, po którym uderzył na dalszy słupek, dzięki czemu Lechia zeszła do szatni przy jednobramkowym prowadzeniu. Lider rozpoczął kontrę po fatalnej stracie Patryka Plewki.

Tuż po przerwie Wisła chciała zmienić wynik. W 49. minucie Krzysztof Drzazga umieścił piłkę w siatce, jednak sędzia odgwizdał spaloneg. Szybka odpowiedź gości zmusiła gospodarzy do większego zaangażowania w grę ofensywną. Daniel Łukasik z narożnika pola karnego zagrał na piąty metr do Flavio Paixao. Portugalczyk źle uderzył i nie trafił do bramki. Pięć minut później ta dwójka znów stanęła przed szansą podwyższenia wyniku. Z rzutu wolnego zagrał Łukasik, a Flavio głową posłał piłkę do bramki. W ocenie arbitra Portugalczyk był jednak na spalonym.

Do końca spotkania Wisła jeszcze tylko raz przedarła się przez formację defensywną gdańszczan, ale po raz kolejny brakowało dobrego ostatniego podania. Natomiast gospodarze szczególnie nie garnęli się do zdobycia drugiego gola. Przed końcowym gwizdkiem Michał Mak, który chwilę wcześniej pojawił się na murawie zmusił jeszcze do wysiłku Mateusza Lisa. Bramkarz krakowian przeniósł piłkę nad poprzeczką.

Lechia Gdańsk – Wisła Kraków 1:0 (1:0)

Bramka: Mladenović (41.)

Lechia: Kuciak – Fila (78. Mak), Nalepa, Augustyn, Mladenović – Michalak (70. Nunes), Łukasik, Makowski, Kubicki, F. Paixao – Sobiech (85. Arak).

Wisła: Lis – Palcić, Wasilewski, Sadlok, Pietrzak (79. Słomka) – Błaszczykowski, Basha, Drzazga (80. Grabowski), Plewka (62. Klemenz), Wojtkowski – Kolar.

Żółte kartki: Michalak, Mak – Sadlok.

Sędziował Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).