Władza obywatelska [Rozmowa]
Dawid Kuciński, LoveKraków.pl: Panie prezydencie, na ile się pan zgadza ze stwierdzeniem, że pieniądze to władza?
Prezydent Jacek Majchrowski: Wie pan, zawsze i wszędzie tak było. Ten, kto decyduje o pieniądzach, posiada konkretną władzę.
Czyli oddanie – bezpośrednio – 10 mln złotych krakowianom symbolizuje, ile mają do powiedzenia w kwestii rządzenia?
Moja idea jest taka, by obywatele mieli większy wpływ na miasto, dlatego podkreślam – mówiąc o budżecie obywatelskim – że to nie jest przekazanie pieniędzy, tylko sposób ich dzielenia. Uważam, że budżety dzielnic powinny być wydawane na zasadach budżetu obywatelskiego. To winny być pieniądze mieszkańców, a nie radnych dzielnicowych.
Zresztą taka była wiele lat temu idea powołania dzielnic. Radni mieli być bliżej mieszkańców i wiedzieć, czego im potrzeba. Teraz czas, by te pieniądze przekazać – może nie całe, ale w większości – krakowianom.
Widzimy, że jest spory opór w tej sprawie.
Jest opór i tu wracamy do pierwszego pytania. Dzielnice nie chcą się wyzbyć części władzy, choć powinny to zrobić. Być może się obawiają, że przez taki ruch będą mieć ograniczone możliwości działania, ale po dwóch, trzech latach stwierdzą, że to była dobra decyzja.
Wracając do poprzedniej edycji – nie żałował pan swojej decyzji po tym, jak okazało się, które ogólnomiejskie projekty zwyciężyły?
Nie. Natomiast zawsze powtarzam, że bliższa jest mi idea budżetu obywatelskiego dzielnicowego, ponieważ daje on olbrzymie efekty edukacyjne. Mieszkańcy uczą się, w jaki sposób dzieli się pieniądze i na co mogą być przeznaczone. Mnie przekonała historia jednego projektu. Pan Przemysław Dziewitek z Pracowni Obywatelskiej, od początku pilotujący sprawy związane z wprowadzaniem budżetu obywatelskiego w Krakowie, opowiedział mi o sytuacji na Górce Narodowej. Pomysłodawcy stworzyli mapę obszaru z zaznaczaniem własności gminnej i prywatnej. Mieszkańcy byli zdumieni, że mogę decydować jedynie o obszarze należącym do gminy.
Jakie są największe wady tego naszego krakowskiego budżetu?
Uważam, że na poziomie dzielnic budżet ma rację bytu, bo faktycznie projekty dotyczą mieszkańców i od nich zależą. Jeśli zaś chodzi o ogólnomiejski, to wymaga dłuższego okresu edukacyjnego, aby krakowianie mieli świadomość, czym te budżety się różnią. Problem w tym, że w ramach budżetu ogólnomiejskiego zgłaszano pomysły lokalne. Owszem, parę rzeczy było ogólnych, m.in. sekundniki, ale trzeba uświadomić mieszkańcom, że to kwestia innego, szerszego spojrzenia.
Inne wady? Różnego rodzaju zorganizowane grupy nacisku. Przykład – lobby rowerowe. To grupa osób, która jest zorganizowana w mieście i może łatwiej niż „zwykli” mieszkańcy przeforsować swoje pomysły. Nie jest to oczywiście w żaden sposób naganne zjawisko, ale boję się, by nie zmonopolizowała budżetu.
A radny Michał Drewnicki chciał iść dalej i dopuścić do budżetu obywatelskiego np. stowarzyszenia, zapominając chyba, że mają one możliwość ubiegania się o granty od miasta. Ale idąc dalej – mnie budżet utwierdził w przekonaniu, że wygrywają pomysły, które mają najwięcej środków na promocję. Jak pan ocenia pomysł głosowania na projekty bezpośrednio po ich prezentacji i dyskusji? Oczywiście w kilku sesjach.
Mogłoby tak być, ale to kwestia zainteresowania mieszkańców. W niektórych spotkaniach w poprzedniej edycji uczestniczyło po 50 osób. Na ile to jest obywatelski budżet? O tym, że chce się coś zrobić decyduje kilkadziesiąt osób, a reszta…
Władze miasta, pan, nie traktują budżetu obywatelskiego jako pewnego rodzaju wentyla bezpieczeństwa dla sfrustrowanych mieszkańców?
Absolutnie nie. Tym bardziej, że nie ukrywam, iż byłem sceptycznie nastawiony do takich rozwiązań. Skoro – jak już wspominałem – przekonano mnie do ich słuszności, z całym zaangażowaniem staram się je realizować.
Budżet zakładał też współpracę mieszkańców. Tymczasem mamy walkę o głosy. Chyba nie o to chodziło.
To jest nasza cecha narodowa: brutalna walka o swoje.
Gdyby mógł pan złożyć swój projekt incognito, to co by to było?
Mam inny sposób myślenia. Jest tyle rzeczy do zrobienia, że trudno byłoby coś wybrać…
Czego można życzyć potencjalnym projektodawcom?
Przede wszystkim świetnych pomysłów i mądrych decyzji. Nie chciałbym, aby projekty pokrywały się z tym, co miasto i tak realizuje. Bo ludzie myślą sobie: o, zróbmy chodnik! A to musi być coś oryginalnego, z iskrą!
To co można wymyślić?
No właśnie! Jak zacznie myśleć 700 tys. mieszkańców, to może coś takiego wymyślą...