Wojewoda Klęczar: To, że latają drony, nie jest niczym dziwnym

– Zakładam, że rosyjskie drony nie dotrą nad Małopolskę, bo zostaną zestrzelone na granicy – mówi Krzysztof Jan Klęczar, wojewoda małopolski, w rozmowie z LoveKraków.pl.

Patryk Salamon, LoveKraków.pl: Co by się stało, gdyby nad niebem Małopolski, pojawiły się drony rosyjskie?

Krzysztof Jan Klęczar, Wojewoda Małopolski: Zakładam, że one by się nie pojawiły, bo zostałyby zestrzelone na poziomie granicy. Muszę powiedzieć, że po tej sytuacji, która miała miejsce, Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Krakowie regularnie odbiera informacje o tym, że na naszym niebie znajdują się drony. 

Nie dajmy się jednak zwariować. To, że latają drony, nie jest niczym dziwnym. Dziś dron jest równie popularnym prezentem komunijnym jak niegdyś rower.

Zakładam, że jeżeli pojawiłyby się drony rosyjskie, to albo by do nas nie dotarły, bo zostałyby zestrzelone na poziomie granicy, albo też nie stanowiłyby zagrożenia, ponieważ ta ochrona jest koordynowana z centrali, z Warszawy, przez Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.

Wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar
Wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

A co, gdyby zagrożenie było realne? Czy syreny usłyszą wszyscy, czy system zawiedzie?

Jeżeli wystąpi zagrożenie, podstawowym narzędziem alarmowania jest alarmowanie za pośrednictwem syren dźwiękowych. Sygnał rozpoczęcia alarmu to trzyminutowy sygnał modulowany, a odwołania alarmu – trzyminutowy sygnał ciągły. Jeżeli wystąpiłoby jakiekolwiek zagrożenie, które wymagałoby informacji, jednym z pierwszych takich narzędzi byłoby uruchomienie syren.

Czy powiadomienia SMS są zintegrowane z systemem syren, czy są to dwa odrębne rozwiązania?

To jest zupełnie inne narzędzie. Jest kilka tych elementów. Alarmowanie syrenami mogę zarządzić sam, na poziomie województwa, więc jest to narzędzie, z którego mogę skorzystać autonomicznie. RCB może nadać alerty z własnej inicjatywy, na przykład przy oczywistym trzecim stopniu zagrożenia, może je też nadać na wniosek wojewody.

Krzysztof Jan Klęczar
Krzysztof Jan Klęczar
Konrad Kozłowski/LoveKraków.pl

Jak wygląda to w praktyce? Czy centrum zarządzania kryzysowego ma jeden przycisk, który uruchamia syreny w całym województwie, czy sygnał jest rozsyłany stopniowo do powiatów?

W uproszczeniu, jest to możliwe do włączenia centralnie. Jako urząd wojewódzki dysponujemy niespełna 100 syrenami, ale syreny posiadają także poszczególne urzędy miast oraz powiaty.

Gdyby zaszła potrzeba ogłoszenia alarmu w całym województwie, syreny zostałyby uruchomione jednocześnie z poziomu urzędu wojewódzkiego, a jednocześnie zawiadomione zostałyby poszczególne powiatowe centra, które uruchomiłyby ich urządzenia. 

Jest pan zadowolony z alertów, które przychodzą z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa? W zeszłym tygodniu mieliśmy incydent, w którym powiadomienia w Krakowie pojawiły się dopiero po ulewach. 

Ten przypadek był nieco inny. Mieliśmy trzy kolejne informacje z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. W żadnym z tych przypadków nie było widocznego na mapach pogodowych zagrożenia dla Krakowa. Sytuacja zmieniła się błyskawicznie i natychmiast RCB nadało alert z własnej inicjatywy. Po prostu dynamika tych zmian pogodowych była tak duża, że nie dało się tego przewidzieć.

Krzysztof Jan Klęczar
Krzysztof Jan Klęczar
Małopolski Urząd Wojewódzki

Wracając do teoretycznego poważnego zagrożenia: gdzie mieszkańcy mają się schronić, gdy zostanie nadany sygnał syrenami?

Bez paniki. Jeśli jesteś na otwartej przestrzeni, znajdź schronienie. W budynku trzymaj się w pobliżu ścian nośnych, z dala od elementów, które mogą cię zranić. Należy zadbać o dzieci i seniorów. To są podstawowe porady. One są zawarte w naszym rządowym „Poradniku bezpieczeństwa”.

Faktem jest, że to były sprawy zaniedbane przez lata. Żyliśmy w dobrobycie, ale czasy spokoju się skończyły, stąd zbrojenia i kompleksowa inwentaryzacja obiektów ukrycia i schronów.

Pan miałby się gdzie schować? Czy jest jakiś specjalny schron dla administracji rządowej?

Takiego jak w amerykańskich filmach to nie mam. Nie mam w zwyczaju mówić za dużo o obiektach ochrony. Mam dostęp m.in. do informacji poufnych, ale mam też klauzulę, że nie wolno mi o tym mówić. Urząd wojewódzki jest przygotowany na sytuację awaryjną, jest procedura obejmująca najważniejsze osoby, jak powinny się zachować i gdzie się znaleźć.

Czy zostanie pan przetransportowany do specjalnego ośrodka urzędu wojewódzkiego?

Wojewoda zostanie przetransportowany w miejsce, z którego będzie w stanie bezpiecznie wykonywać swoje obowiązki. My, którzy pełnimy funkcje publiczne, musimy być gotowi w takiej sytuacji na służbę.

Krzysztof Jan Klęczar
Krzysztof Jan Klęczar
Małopolski Urząd Wojewódzki

Co w sytuacji, gdy straż pożarna w okolicy ronda Matecznego będzie musiała się wyprowadzić? Czy wpłynie to na bezpieczeństwo miasta?

To jedna z jednostek, ale Kraków musi być zabezpieczony. To są sprawy techniczne, za które odpowiada komendant miejski. Jeżeli komendant wojewódzki uzna, że moja ingerencja będzie potrzebna, oczywiście zainterweniuję. Wiem, że dynamiczny rozwój choćby osiedla Ruczaj sprawia, że czas dojazdu mógłby być lepszy.

Czy ma pan na myśli jakąś konkretną lokalizację dla tej jednostki?

Są dwa, trzy obiekty. Jest taki obiekt, który kiedyś należał do jednego ze szpitali, a który kilku niezależnych ekspertów wskazało jako lokalizację, z której dojazd do tych najtrudniej obsadzonych obszarów byłby właściwy.

Panie wojewodo, przechodząc do okolic szpitala wojskowego: z zapowiedzi Ministerstwa Obrony Narodowej możemy wywnioskować, że szpital przy ul. Wrocławskiej miałby stać się głównym centrum dowodzenia medycyny wojskowej w Polsce. Czy to prawda?

To jest daleko idące stwierdzenie. Raczej bym powiedział, że stał się bardzo silnym zapleczem dla nowo powołanego dowództwa komponentu sił medycznych. Ja się ogromnie z tego cieszę. Szpital Wojskowy rozwija się bardzo dynamicznie, z milionowymi inwestycjami i najnowszym sprzętem.

Nie widzi pan rywalizacji między szpitalem wojskowym a uniwersyteckim o to, który będzie lepszy w tej części Polski?

Nie ma rywalizacji, bo one finalnie mają różną specyfikę. Ponad 95 proc. pacjentów Szpitala Wojskowego to cywile, a ten szpital wykonuje robotę szpitala miejskiego i jest nam potrzebny.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Panie wojewodo, czy słyszał pan pogłoski, że Szpital Narutowicza miałby stać się częścią Szpitala Wojskowego?

Słyszałem różne legendy. Fakty są takie, że Szpital Narutowicza popadł w pewne tarapaty finansowo-organizacyjne. To jest punkt pierwszy, z którego wszyscy zdajemy sobie sprawę. Punkt drugi jest taki, że Szpital Wojskowy potrzebuje się rozwijać – ma czym, ma za co, ma kim, ale nie bardzo ma gdzie.

Byłoby katastrofą dla nas wszystkich – dla miasta Krakowa i jego mieszkańców, dla pana prezydenta jako organu prowadzącego, dla mnie jako wojewody, a także dla lokalnej społeczności – gdyby ten szpital przestał istnieć.

Jakie są zatem analizowane warianty?

Warianty wsparcia i rozwiązania problemów Szpitala Narutowicza są analizowane. Jednym z nich jest ścisła współpraca ze Szpitalem Wojskowym. Rozwiązania te były dyskutowane na poziomie dyrektorów, a także na pewnym poziomie między organami prowadzącymi, czyli panem premierem Kosiniakiem-Kamyszem i panem prezydentem Miszalskim.

Nie zapadły tam jednak żadne konkrety. Usłyszałem kiedyś, że szykujemy specustawę, która przekaże Szpital Narutowicza Szpitalowi Wojskowemu. To jest absolutnie nieprawda. Jeżeli do takiej fuzji miałoby dojść, w pierwszej kolejności będzie porozumienie pana premiera Kosiniaka-Kamysza i pana prezydenta Miszalskiego. Na ten moment tego nie ma.

Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Czy brakuje policjantów w Krakowie, bo ten problem pojawia się co jakiś czas w dużych miastach. Da się temu jakoś zaradzić?

Tak, brakuje, ale jest dużo lepiej. Kiedy obejmowałem stanowisko wojewody, w małopolskim garnizonie było ponad tysiąc wakatów. Na początku tego roku komendant poinformował mnie, że jest szansa, że do końca roku 2025 wyzerujemy te wakaty.

Ten słupek osób chętnych rośnie proporcjonalnie do zaufania społecznego do policji. Podejście naszego rządu sprawia, że jest szacunek dla funkcjonariuszy, ale również wymierne działania, jak dodatki mieszkaniowe czy wzrost wynagrodzeń.

Zauważa pan, że trwa wyścig między Ministerstwem Obrony Narodowej a Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, kto da wyższe pensje?

Te plany były przygotowywane równolegle. Decyzje w ministerstwie obrony zapadają po prostu szybciej niż w MSWiA. Myślę, że chętnych do wojska i policji nam nie zabraknie, bo to inny profil psychologiczny. Młodzi ludzie, którzy chcą dołączyć do służby, są coraz bardziej pragmatyczni.

Kiedyś doczekamy drogi ekspresowej między Krakowem a Myślenicami, bo ten temat wydaje się być bardzo trudny?

Tak. Doczekamy się. Dla mnie ten temat nie jest trudny.

Ale czy da się poprowadzić tę ekspresówkę, uzgadniając interesy wszystkich?

Da się. Wariant będzie ogłoszony w ciągu najbliższych tygodni. Przy projektowaniu kierujemy się bezpieczeństwem, nowoczesnością i szacunkiem dla lokalnych społeczności, czego brakowało w poprzednich latach.

W dzisiejszym wariancie to dostosowanie jej do drogi bezkolizyjnej?

To robimy, ale to nie wystarczy. 600 milionów złotych, które podpisał minister Bukowiec, przeznaczone jest na zlikwidowanie kilku lewoskrętów i budowę mostów. To udrożni ruch lokalny i stworzy nowe możliwości.