„Wojna”, „zdrajcy”, „czekamy na najwyższy wymiar kary” – VI rocznica katastrofy Smoleńskiej

Punktualnie o 8 rano grupa, według szacunków policji, 150 osób rozpoczęła swoje uroczystości związane z upamiętnieniem katastrofy prezydenckiego samolotu w 2010 roku pod Smoleńskiej. O tej samej godzinie na Wawelu prezydent Andrzej Duda oraz  ministrowie i reprezentanci Sejmu złożyli kwiaty w krypcie, gdzie pochowani są Lech i Maria Kaczyńscy.

Prezydent Andrzej Duda wraz z Martą Kaczyńską, ministrem Andrzejem Adamczykiem i wojewodą Małopolski Józefem Pilchem złożyli hołd tragicznie zmarłej parze prezydenckiej. – Te odwiedziny to zawsze duże emocje dla mnie – stwierdził prezydent.

Minister infrastruktury, Andrzej Adamczyk dodał, że po sześciu latach od wydarzenia, pamięć o nim „powinna łączyć, a nie dzielić Polaków”. Na Rynku Głównym jednak te podziały widać było jak na dłoni.

„Mordercy”, „zdrajcy”

Wyważone przemówienie Zuzanny Kurtyki, żony zmarłego w katastrofie ówczesnego prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, przyćmiło wystąpienie Stanisława Markowskiego, który nie przebierał w słowach.

–  Moskwa wtedy odpaliła małą bombę atomową w Warszawie, sprawdzając jak zareaguje świat – stwierdził Stanisław Markowski. – W pierwszych odruchu serca, Polska wybuchła płaczem. Trwało to kilka dni, ponieważ znaleźli się szubrawcy, zdrajcy wśród polityków ekipy rządzącej, wśród dziennikarzy-szakali – przemawiał. – Gdy ludzie stali w kolejce, aby pochylić się przy trumnie prezydenckiej równolegle kpiono, opluwano krzyż i deptano znicze – „przypominał” fotografik.

Markowski stwierdził, że „współwinnymi tej zbrodni muszą ponieść konsekwencję tu na ziemi, w Polsce”. – Osądzony musi zostać, i otrzymać najwyższy wymiar kary, uzurpator po prezydencie Kaczyńskim – pan Komorowski, ówczesny premier Donald Tusk, minister Arabski. Zdrajcy, którzy przygotowali ten plan w Moskwie i wszyscy ci, którzy wywołali w Polsce wojnę; w mediach i na ulicach – mówił dalej.

– Nie możemy się poddać, bo komuś zależało żeby nas wdeptać w ziemię, wystraszyć, odebrać godność i być może suwerenność naszej ojczyzny. Ale my się nie daliśmy! – stwierdził Stanisław Markowski.