Wolność lat 90. kontra dziś. „Piramida zwierząt” na scenie Starego Teatru
Powrót do „Kowalni” i pytanie o sens sztuki
15 listopada na Scenie Kameralnej Narodowego Starego Teatru w Krakowie odbędzie się premiera spektaklu „Piramida zwierząt” w reżyserii Michała Borczucha. Inspiracją dla przedstawienia jest słynna rzeźba Katarzyny Kozyry pod tym samym tytułem. Dzieło, które w 1993 roku wstrząsnęło opinią publiczną i na trwałe wpisało się w historię polskiej sztuki współczesnej.
Borczuch wraca do czasu, gdy o pracy Kozyry było głośno w całej Polsce. – Byłem wówczas uczniem liceum plastycznego w Krakowie. Opis tej rzeźby i to, co się wokół niej działo, ukształtowało mnie w myśleniu, czym sztuka może być – mówi reżyser.
Jak tłumaczy, jego spektakl jest podróżą do rzeczywistości lat 90., do świata, „zakotwiczonego w wolności, niezgody na to, jak kształtuje nas kapitalizm”.
Twórca nie ukrywa, że dzisiejsze czasy postrzega inaczej. – Dziś takiego myślenia, jakie mieli artyści z „Kowalni” Kowalskiego, już nie ma. Jesteśmy sformatowani – zauważa Borczuch.
Między biografią a pytaniem o przyszłość
Spektakl nie jest biografią Katarzyny Kozyry, lecz próbą przyjrzenia się artystycznym postawom i energii środowiska warszawskiej „Kowalni”. Pojawiają się w nim portrety Pawła Althamera, Artura Żmijewskiego, Katarzyny Górnej, Joanny Rajkowskiej czy Zbigniewa Libery – artystów, którzy definiowali język polskiej sztuki współczesnej.
– Chciałbym, żeby ten moment uruchomił pytania, po co dziś jest sztuka, która stawia niewygodne pytania, drażni. Czy w ogóle jest potrzebna? – zastanawia się Borczuch.
Scenografia, której autorką jest Dorota Nawrot, przenosi widzów w realia zgrzebnych lat 90. Symbolicznie rzeźba Kozyry zostaje obłożona eternitem, a szarość sceny – jak podkreślają twórcy – może rozbłysnąć neonowym światłem.
Na scenie wystąpią m.in. Iwona Budner, Urszula Kiebzak, Aleksandra Nowosadko, Małgorzata Zawadzka, Michał Badeński, Bogdan Brzyski, Roman Gancarczyk, Mikołaj Kubacki, Kamil Pudlik i Krzysztof Zawadzki.
„Piramida zwierząt” Michała Borczucha to nie tylko spektakl o sztuce i artystach. To próba rozmowy o wolności, której, jak zdaje się mówić reżyser, coraz bardziej nam brakuje.