Wracają z emigracji bez pracy. Urząd pomoże

Dobiegający do trzydziestki pamiętają pierwszą wielką falę emigracyjną Polaków za pracą. Kiedy rynki europejskie otworzyły się na obywateli naszego państwa, wiele osób się nie zastanawiało. Spakowali walizki i wyjechali w poszukiwaniu lepszego życia. Jednym ta przygoda wychodzi, drugim niekoniecznie. Dla nich urząd pracy ma pewne wskazówki.

– Jakieś 40-50 osób, moich kolegów, wyjechało za granicę. Połowa klasy w szkole i ich znajomi – mówi Robert. Jego rówieśniczka Magda naliczyła w sumie około 30 emigrantów wśród swoich kolegów. Młodsi, czyli aktualni 24-25-latkowie wymieniają już mniejsze liczby.

Zazwyczaj jest lepiej

Moi znajomi  emigranci chwalą jedno: łatwość, z jaką zdobywa się pieniądze. Później na Facebooku widać zdjęcia z Hiszpanii, Francji czy Wysp Kanaryjskich. O to jednak, gdzie pracują, często nie pytam. Czasami są to świetne posady w międzynarodowych korporacjach. Wtedy mieszka się w apartamencie i wiedzie wspaniałe życie. W innym przypadku to praca na zmywaku, która stała się mityczną jedyną nadzieją dla bezrobotnych wykształconych. Po części to prawda. Prawdą jest też, że mimo wakacji, o których można pomarzyć, i bajecznych ubrań, żyją jeden na drugim w ciasnych pokojach.

– Uważają, że w Wielkiej Brytanii czeka ich lepsza egzystencja, nieporównywalnie wyższe zarobki i po prostu lżejsze życie. Dogodniejszy system podatkowy, ułatwienia w instytucjach, ciekawsze i atrakcyjniejsze oferty na rynku, inny stosunek zarobków do cen - oto, co przyciąga wielu spragnionych wygodnego życia – mówi Monika Jaracz, która w Wielkiej Brytanii spędziła kilka miesięcy.

Ale nie tylko za pracą Polacy wyjeżdżają z granicę. Ciekawym przykładem jest 22-letnia Dominika, która już miała wychodzić za mąż, ale w ostatniej chwili zrezygnowała. Zaczęła pracę w podlondyńskiej fabryce, do tego jeszcze hotel i wykładanie towarów po nocy w markecie. – Sama stwierdziła, że jest ciężko i może bezsensownie, ale nie może narzekać, bo ma źródło utrzymania, zapełniony czas, a do Polski i tak nie wróci - nie ma ani do kogo, ani do czego – opowiada Monika Jaracz.

Praca najważniejsza

Ale praca jest. To najważniejsze. Gorzej, jeśli przygoda ta się nie udaje i wraca się z niczym. I wtedy jest problem. – Niewiele osób jest zainteresowanych zdobyciem wiedzy o sposobie postępowania w przypadku utraty pracy za granicą. A przecież i taka sytuacja może się zdarzyć – mówi Żaneta Żatorska z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Krakowie.

– Brak dokumentów urzędowych z kraju, w którym wykonywało się pracę, przedłuży okres oczekiwania na ewentualną wypłatę zasiłku w Polsce nawet o kilka miesięcy – podkreśla Halina Krzyżak z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Krakowie. – Dlatego po zakończeniu pracy za granicą, jeszcze przed powrotem do Polski, należy złożyć wniosek w instytucji właściwej do spraw bezrobocia o wydanie dokumentu, który potwierdzi okresy zatrudnienia i ubezpieczenia w danym kraju.

W Krakowie w 2014 roku w Grodzkim Urzędzie Pracy rejestrowało się na miesiąc średnio około 75 osób powracających po pracy za granicą. W sumie o ustalenie prawa do zasiłku z tytułu takiego bezrobocia wpłynęło 614 wniosków. Nie trzeba jednak wracać do Polski, aby się ubiegać o zasiłki.

– Każdy, kto stracił zatrudnienie na terenie Unii Europejskiej, Islandii, Liechtensteinu, Norwegii czy Szwajcarii ma możliwość uzyskania zasiłku dla bezrobotnych w państwie ostatniego zatrudnienia na warunkach obowiązujących w danym kraju. –  Najlepszym zatem rozwiązaniem jest zarejestrowanie się w tamtejszym urzędzie pracy. Przyznane na tej podstawie świadczenia mogą być „transferowane do Polski” podczas poszukiwania pracy – dodaje.