WSA: Zbyt duża stawka za odholowanie auta

To kolejny wyrok sądu administracyjnego, który mówi, że miasto ustaliło zbyt dużą stawkę za usunięcie pojazdu z drogi. Tym razem Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał, że 480 zł za hol samochodu to zbyt wiele. Wcześniej Naczelny Sąd Administracyjny w tej samej sprawie ostatecznie rozstrzygnął sprawę w Łodzi. Co z Krakowem?

Skargę na uchwałę warszawskiej rady miasta złożył Adam Bodnar. WSA przyznał rację Rzecznikowi Praw Obywatelskich. Warto zaznaczyć, że w stolicy koszt holu to 480 złotych. W Krakowie podobne ceny obowiązują już od kilku lat. Samorządowi warszawskiemu przysługuje jeszcze odwołanie do Naczelnego Sądu Administracyjnego, ale patrząc na wyrok dotyczący Łodzi, być może kierowcy ze stolicy będą mogli zwrócić się do urzędu po zwrot części kwoty, którą musieli zapłacić.

Tak stało się w Łodzi. Teraz stawka za hol w tym mieście wynosi niecałe 300 zł. Jak mówi Tomasz Andrzejewski z łódzkiego magistratu, 283 zł jest kwotą, która pokrywa koszt usługi i miasto na tym nie zarabia. Do tej pory po pieniądze zgłosiło się pięć osób.

Kraków też nie zarabia…

Ale to nie dlatego, że kwoty są niższe. Od 2018 roku nieuważny kierowca może zapłacić 486 złotych z tego tytułu. Wcześniej kwota ta wynosiła 480 zł. Jednak stolica Małopolski nie zarobiła nic na holowanych autach.

– Biorąc pod uwagę rok 2017, wydatki poniesione z tytułu holowania i parkowania pojazdów usuniętych z dróg wyniosły 1,17 mln złotych. Natomiast dochód z tytułu ściągalności należności wyniósł 767 tys. zł. W zeszłym roku odholowano łącznie 1685 pojazdów – wylicza Dariusz Nowak, rzecznik prasowy krakowskiego magistratu.

Dlaczego tak się dzieje? Przyczyna jest prosta i niezwiązana z samym holowaniem. Chodzi o brak możliwości ściągnięcia większych kwot, które narosły przez długotrwałe przechowywanie samochodu na parkingu strzeżonym. Czasem wraki, które tam stoją, są mniej warte niż sam hol, nie mówiąc już o płatnym postoju.

– Koszty te wynoszą niejednokrotnie kilkanaście tysięcy złotych. Ściąganie tych należności jest bardzo trudne i długotrwałe, a często praktycznie niemożliwe, nawet w procesie postępowania windykacyjnego m.in. w stosunku do osób mieszkających poza granicami kraju czy osób nieżyjących lub nieposiadających stałego dochodu – tłumaczy Nowak.

Stawką zajmie się sąd?

Jak informuje Anna Kabulska z biura Rzecznika Praw Obywatelskich, obecnie RPO bada uchwałę ustalającą stawki na rok 2018. Nie można więc wykluczyć, że tym razem sprawa ta nie znajdzie się w WSA w Krakowie. Prawo do zaskarżenia zapisów uchwały mają też zwykli obywatele.

Osoba, która doświadczyła holowania może złożyć skargę do WSA. Szanse na wygraną są spore, ale czy patrząc na szkodliwość społeczną kierowców, którzy zostawiają samochody w takich miejscach, które powodują uciążliwość w ruchu lub niebezpieczeństwo, byłoby to sprawiedliwe?

Wątpliwości ma Witold Liguziński ze stowarzyszenia Obywatel na Straży. – Osobiście uważam, że taka forma i wysokość kary administracyjnej jest uzasadniona. Nie usuwa się pojazdów niełamiących prawa, tylko te, które stoją na zakazach, bramach czy miejscach dla niepełnosprawnych. U nas holuje się w ciągu roku tyle razy, ile w Warszawie w ciągu miesiąca – zaznacza Liguziński.

Dodatkowo działacz podaje inny przykład, związany z komunikacją miejską. – Jeśli nie skasuję biletu za 2,80 zł, to mogę zapłacić karę w wysokości 240 złotych, jeśli nie spłacę jej do siedmiu dni. Proszę porównać szkodliwość społeczną za brak posiadania biletu do zostawienia samochodu na choćby torowisku, po którym jedzie tramwaj – opisuje Witold Liguziński.