Wstyd na ulicy Krupniczej. Tak Kraków nie potrafi upamiętnić swojej historii

Szkoda, że walcząc o lepszą Krupniczą, zapomina się o znajdującym się przy niej historycznym budynku. Pod numerem 22 ulokowany jest dawny Dom Literatów, w którym mieszkała m.in. Wisława Szymborska. W tym miejscu nie ma nawet tablicy, która by o tym przypominała.

Poniższy artykuł jest komentarzem autora.

Były auta, a teraz jest zielono

Ulica Krupnicza przeszła w ostatnich latach gigantyczną metamorfozę. Na jej fragmencie pomiędzy Teatrem Bagatela a ul. Szujskiego, w miejsce nielegalnie zaparkowanych samochodów, pojawiły się drzewa, krzewy i ławki.

Mieszkańcy chcieliby, żeby Krupnicza dalej odmieniała swoje oblicze. Jakiś czas temu sami wzięli sprawy w swoje ręce, sadząc kwiaty na kolejnym fragmencie.

Szkoda tylko, że walcząc o lepszą Krupniczą, zapomina się o znajdującym się przy niej historycznym budynku. Pod numerem 22 ulokowany jest dawny Dom Literatów, w którym mieszkała m.in. laureatka Nagrody Nobla Wisława Szymborska. Nie jest tajemnicą, bo pisały o tym media, że budynek niszczeje. Szczególnie od strony podwórka wygląda jak rudera.

Mam świadomość, że jego sytuacja własnościowa jest skomplikowana. Jak wyliczają miejscy urzędnicy, budynek ma dziś ok. 30 współwłaścicieli

Ani władze miasta, ani radni, nie zmuszą ich do przeprowadzenia remontu. Powinno być im jednak wstyd, że do dziś nie udało się w żaden sposób upamiętnić stu literackich lokatorów Krupniczej. Nawet tablicą.

Jak upamiętnić wszystkich literatów?

Kłamstwem byłoby stwierdzić, że nie podejmowano prób w tej sprawie. Opisał je w swojej książce „Dom pod wiecznym piórem” Jan Polewka, scenograf, reżyser, w latach 90. dyrektor Teatru Groteska. Nie dziwi jego zainteresowanie budynkiem pod numerem 22. Urodził się tam i do dziś przy Krupniczej mieszka.

„Tablica pamiątkowa nigdy nie zawisła na Krupniczej 22, mimo że wiele osób, także w Radzie Miasta i w prasie, dopominało się o nią. Jednak już samo zaprojektowanie powodowało spory o jej treść i o wybór nazwisk” – pisze Polewka.

Po lewej widoczny fragment dawnego Domu Literatów
Po lewej widoczny fragment dawnego Domu Literatów
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Tym sporom faktycznie trudno się dziwić. Umieszczenie na jednej tablicy stu nazwisk mogłoby się okazać trudne. Stąd pomysł na wykonanie kilku. Nie wyszło. 

Rodziły się również inne koncepcje, np. taka, żeby na ścianie budynku od strony muzeum Mehoffera wykonać wielkie graffiti i „w nim zakomponować wszystkie nazwiska i kilkakrotnie powtarzaną nazwę Domu Literatów”. Nigdy nie powstało.

„Potem pojawił się jeszcze pomysł tablicy przestrzennej, która nie wymagałaby zgody właścicieli budynku, stojąc obok niego. Jednak oprócz nazwisk w treści zamierzonej tablicy kryły się jeszcze inne pułapki decyzji, które można by ująć klasycznie: czy w istocie ten dom był słuszny czy niesłuszny, a więc czy jest monumentem zasłużonym z punktu widzenia historii politycznej i dla jakich wartości” – czytamy w książce Polewki.

I dalej: „Brzmi to mrożkowo, ale niestety bywało przyczyną gwałtownych dyskusji pomiędzy radnymi miasta Krakowa, którzy do tej kwestii odnosili się podobnie jak do zmian w nazwach ulic i placów – gdzie spór polega nieodmiennie na jednym: czy plac i patron jest nasz, czy wasz?”.

Polewka przypomina, że w 2018 roku Wydział Kultury krakowskiego magistratu podjął temat tablicy, której treść została uzgodniona z poetami z Krupniczej. Brzmiała jak poniżej:

W tym domu w latach 1945-1983 mieściła się siedziba Związku Literatów Polskich. Legendarny „Dom Literatów” przy Krupniczej 22 przez pół wieku był mieszkaniem, miejscem pracy twórczej i spotkań kilku pokoleń pisarzy, współtworząc ciągłość polskiej kultury po drugiej wojnie światowej.
Proponowany napis

Realizacja pomysłu rozbiła się tym razem nie o spory radnych, ale o zupełnie niezrozumiałe zachowanie właściciela, posiadającego najwięcej udziałów w budynku, który nie zgodził się na umieszczenie tablicy.

Jan Polewka ma pewną teorię, skąd ta niezgoda mogła wynikać. Jego zdaniem właściciel być może obawiał się, że w następstwie upamiętnienia literatów, budynek zostanie uznany za zabytek, „co uniemożliwiałoby przebudowę na hotel”.

„I stąd właśnie pomysły, aby tablicę umieścić przed budynkiem jako wolnostojący mały obelisk. Taki obiekt zapewne dodałby swojej malowniczości fasadowej ruinie – niczym pomnik literatury zapomnianej” – przekonuje autor książki. Cóż, tablica w takiej formie też nie powstała.

Ulica Krupnicza
Ulica Krupnicza
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

W tym miejscu apel do radnych obecnej kadencji. Podejmijcie raz jeszcze próbę upamiętnienia wybitnych osobistości, które mieszkały kiedyś przy Krupniczej.

Urząd: nie ma takich rozmów

Pewna osoba, która dobrze zna historię dawnego Domu Literatów, zasugerowała mi, żebym sprawdził, czy za czasów prezydenta Jacka Majchrowskiego miasto próbowało kupić budynek.

– Wydział Kultury nie prowadzi ani nie ma wiedzy na temat takich rozmów – odpowiedziała Dominika Jaźwiecka z biura prasowego magistratu.

Z pomocą znów przychodzi książka Jana Polewki. Okazuje się, że miasto poważnie rozważało wykup połowy udziałów w budynku, ale nie za czasów prof. Majchrowskiego, a jeszcze wcześniej, kiedy Krakowem rządził Andrzej Gołaś (lata 1998-2002).

Polewka przypomina: „Pojawiła się wtedy idea stworzenia w domu na Krupniczej 22 Muzeum Literatury. (...) Jednak pojawiły się wówczas opinie kwestionujące nie tyle zamiar wykupienia udziałów, których cena wynosiła niewiele ponad milion złotych, ale sam projekt muzeum, który wymagał dalszych nakładów, remontu i adaptacji, a potem etatów dla muzealników”.

Do wykupu udziałów nie doszło. Budynek wciąż jest w całości w prywatnych rękach.

Wystawa na cześć noblistki

Od czasu do czasu powracają pomysły, żeby w dawnym Domu Literatów stworzyć miejsce pamięci. Ostatnio temat znów ożył: za sprawą byłej małopolskiej konserwatorki zabytków, prof. Moniki Bogdanowskiej.

Na jednej z sesji rady miasta wyraziła swój sprzeciw wobec budowy pawilonu w parku im. Wisławy Szymborskiej. Planowała go tam wznieść fundacja imienia noblistki. Bogdanowska sugerowała, że poetkę można upamiętnić w inny sposób niż tego typu pawilonem, w którym miała się znaleźć m.in. wystawa, poświęcona Szymborskiej.

Prof. Bogdanowska, proponując alternatywy, wspomniała o dawnym Domu Literatów. Co ciekawe, swego czasu część budynku chciała wykupić wspomniana fundacja. O czym zresztą również wspomina w swojej książce Jan Polewka.

Fundacja zakładała przejęcie pustych pomieszczeń w części frontowej na swoje cele statutowe i redakcyjne, lokalu dawnej stołówki na literacką kawiarnię, miejsce poetyckich spotkań i dyskusji, oraz adaptację frontowej części strychu.
Jan Polewka

Jak pisze Polewka, dla młodych stypendystów literackich z całego świata przeznaczono by wszystkie mniejsze mieszkania na zasadzie hostelu. 

„Jednak każde byłoby, w odniesieniu do dawnych dziejów, oznaczone nazwiskiem najsławniejszego mieszkańca i urządzone w stylu jego czasu (...)” – czytamy w książce.

Michał Rusinek
Michał Rusinek

Jej autor ocenia, że idea Michała Rusinka, prezesa fundacji, była wartościowa, szczególnie w Mieście Literatury UNESCO. „Ten sen był wyraźnie zbyt piękny, aby mógł stać się faktem. Po kilku miesiącach pertraktacji z właścicielem największej części udziałów, owym handlarzem nieruchomości, dosyć zresztą nieprzewidywalnym i trudnym człowiekiem, Michał Rusinek powiadomił mieszkańców, że do transakcji nie dojdzie” – twierdzi Polewka.

Dziś Rusinek mówi w rozmowie z LoveKraków.pl, że dawny Dom Literatów to miejsce absolutnie kultowe, które pojawia się w różnych krakowskich legendach i historiach.

Myślę, że warto byłoby ten budynek w jakimś sensie odzyskać i umieścić tam coś literackiego, np. muzeum czy miejsce pamięci.
Michał Rusinek

Wykup, a może chociaż tablica?

W ostatnim czasie modne stało się hasło: „cóż szkodzi obiecać”. Nie kojarzy się pozytywnie, ponieważ wiąże się z niespełnionymi obietnicami obecnie rządzących Polską.

Ulica Krupnicza
Ulica Krupnicza
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Niemniej, nieco z przekąsem można by zapytać, w kontekście dawnego Domu Literatów: cóż szkodzi, żeby miasto raz jeszcze podjęło próbę wykupu choć części budynku? 

A jeśli i tym razem by się nie powiodło, to może warto powrócić do pomysłu tablicy pamiątkowej? Czasy się zmieniają, ludzie też. Może dziś będzie łatwiej upamiętnić historię stu literackich lokatorów tego miejsca? Tak aby ludzie, którzy zmierzają ku zielonej Krupniczej, wiedzieli, jak wielki kawał historii mijają.

Już sama tablica byłaby sukcesem. Bo na realizację marzenia Jana Polewki nie ma co liczyć. A jest ono takie: dom przy Krupniczej wykupuje miasto wspólnie z Fundacją Wisławy Szymborskiej, przy uzyskanej pomocy ze strony UNESCO.

Aktualizacja:

Jak przekazał nam prof. Waldemar Hładki, prezes Unii Polskich Pisarzy Lekarzy, parę lat temu w środku budynku umieszczono dwie tablice pamiątkowe: z jego inicjatywy. Znajdują się w restauracji Mazaya.

Z naszych informacji wynika, że miasto przewiduje upamiętnienie literatów również z zewnątrz budynku. Ma się to stać w ramach dalszej rewitalizacji ul. Krupniczej.