Za pieniądze seniorów jeżdżą sportowymi autami i kupują fartuchy Versace. Tak działa mafia wnuczkowa
Córcia
Za oknem jest już ciemno. Ciszę w mieszkaniu starszej pani przerywa dźwięk dzwoniącego telefonu stacjonarnego.
– Córcia, to ty? – dopytuje seniorka.
– Wieczorem i nocą nasza czujność spada. Starsza pani w każdym usłyszy wtedy głos córki – zauważa kryminalny z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.
Oszustwa na tzw. legendę to nadal plaga. Tylko w pierwszym kwartale tego roku mieszkańcy Małopolski stracili prawie 4 mln zł.
Przestępcy działają w wyjątkowo perfidny sposób, a ich ofiarami padają nie tylko seniorzy, ale również młode osoby.
Telefonista
Scenariusz z reguły jest ten sam. Pierwsza rozmowa to rozpoznanie: czy potencjalna ofiara mieszka sama, czy ma jakieś kosztowności?
Kolejny telefon to już próba wyłudzenia pieniędzy. Oszust wywiera presję, poszkodowany ma się nie rozłączać. Bywa, że rozmowa trwa nawet kilka godzin. Telefonista to kluczowa osoba w całym procederze.
W jednym pokoju pracuje ich czasem kilku. Potrafią wydzwonić nawet tysiąc numerów dziennie. Szukają ich w tradycyjnych książkach telefonicznych.
Wybierają imiona, które pasują do starszych osób. To głównie właśnie seniorzy padają ofiarami oszustw na tzw. legendę.
Jeśli jeden telefonista traci kontakt, a drugi zaszedł już daleko, pomagają sobie wzajemnie.
Nad wszystkim czuwa koordynator. To łącznik między telefonistą a odbierakiem.
Słucha na bieżąco i przekazuje informacje niżej: „ma gotówkę”, „szykuje pieniądze”, „to czas, żeby wysłać kogoś na miejsce”.
Odbierak
Odbieracy są najniżej w hierarchii. To często osoby, które mają kłopoty finansowe i chcą szybko dorobić. A gdzie indziej w jeden wieczór zarobią tysiąc złotych?
Są werbowani przez portale z ofertami pracy.
Zadanie mają proste: pojechać pod wskazany adres i odebrać pieniądze.
Jakiś czas temu krakowski sąd rozpatrywał sprawę Zygmunta P., który działał jako odbierak. Raz podawał się za adwokata, innego dnia był kurierem.
Został skazany za cztery oszustwa.
Sąd stwierdził, że P. doprowadził poszkodowanych do niekorzystnego rozporządzenia mieniem: w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
Działał wspólnie i w porozumieniu z innymi nieustalonymi osobami. Poza karą więzienia, sąd wymierzył skazanemu grzywnę w wysokości 5 tys. zł.
Orzekł również, że mężczyzna ma naprawić szkody, które wyrządził poszkodowanym. Zgodnie z wyrokiem powinien oddać im ponad 240 tys. zł.
Mężczyzna potwierdził, że odbierał od pokrzywdzonych pieniądze, które następnie przekazywał innemu mężczyźnie. Za każdym razem otrzymywał wynagrodzenie w kwocie tysiąca złotych.
Wszystkie ofiary były w sędziwym wieku.
Jeden z poszkodowanych zmarł nieco ponad rok od oszustwa.
Romowie
Jeśli odbierak sprawdzi się, dostaje kolejne zlecenia.
– Dziwi mnie trochę jedno: telefonista zapowiada, że do ofiary przyjdzie policjant czy prokurator. Tymczasem bywa, że odbierakami są młode osoby, nawet nieletnie. Taki człowiek staje w drzwiach i nikogo nie dziwi, że „prokurator” ma 14 lat? – zastanawia się policjant.
Zaraz po odbiorze łup jest przekazywany dalej. Do akcji wkraczają kurierzy i logistycy.
To kolejne ogniwo. Ich zadaniem jest transport: od odbieraka do następnej osoby, czasem między miastami.
Odbierak nie wie, kto jest jego zleceniodawcą. W razie wpadki nie doprowadzi raczej policjantów do telefonisty.
Kurierzy też są mało wtajemniczeni. Wierchuszkę stanowią telefoniści i koordynatorzy.
To często członkowie jednej romskiej rodziny. Bo trzeba to napisać wprost: na samej górze zorganizowanych grup przestępczych, które trudnią się oszustwami na tzw. legendę, są właśnie Romowie.
Versace
Oszuści żyją chwilą. Nie myślą o tym, żeby zainwestować skradzione pieniądze np. w nieruchomości.
Wspomina jedno z przeszukań. – Znaleźliśmy zestaw kuchenny z Versace: rękawice do piekarnika i fartuch. Paragon opiewał na 7 tys. złotych – opowiada policjant.
– Kradną też biżuterię. Jak im się spodoba, zostawiają, pozostałe kosztowności sprzedają. Tutaj ważnym ogniwem są paserzy – dodaje.
Nieletni
Romowie zaangażowani w proceder opanowali różne zabiegi socjotechniczne oraz języki obce. Swoje centra dowodzenia mają m.in. w Niemczech, na Słowacji oraz na Węgrzech.
– „Biznes” z reguły przechodzi z ojca na syna. W oszustwa zaangażowani są nawet nieletni – twierdzi kryminalny.
Złoto
Obecnie małopolska policja prowadzi dużą sprawę z prokuraturą w Tarnowie.
– Mamy już 60 zatrzymanych, z czego 50 znajduje się w tymczasowych aresztach. Zabezpieczyliśmy ponad 2 mln zł w gotówce oraz w złocie. Sprawa dalej jest na biegu – dodaje funkcjonariusz.
– Wyjątkowo perfidny sposób oszustwa. Za pieniądze m.in. seniorów przestępcy kupują drogie rzeczy i wożą się sportowymi autami – zwracamy uwagę.
– Dla ofiar to ogromne obciążenie psychiczne. Często wstydzą się, że dali się oszukać. Niestety, polskie prawo nie daje w tym przypadku możliwości powiązania zdarzenia z pogarszającym się stanem zdrowia – dodaje policjant.
Jednak coraz częściej również odbierakom przypisuje się udział w zorganizowanej grupie przestępczej.
– Potencjalnie może to odstraszać od popełniania tego typu przestępstw – podsumowuje kryminalny.
Trop
Schemat działania mafii wnuczkowej dobrze pokazuje sprawa, którą przed miesiącem opisywała małopolska policja.
Funkcjonariusze wpadli na trop przestępców, którzy wyłudzali oszczędności życia od seniorów.
Sprawcy dokładnie instruowali swoje ofiary, w jaki sposób mają przekazać pieniądze.
Zdarzało się, że po odbiór gotówki ktoś zjawiał się nocą.
Z ustaleń śledczych wynika, że rozbita szajka mogła dokonać kilku oszustw, wyłudzając ponad 300 tys. złotych.
Ostatecznie, podążając tropem odbieraka, kryminalni dotarli do mieszkania przy ulicy Zakopiańskiej w Krakowie, w którym stacjonowali oszuści.
Policjanci musieli wejść do lokalu siłą.
Zastali tam cztery osoby, w tym dwie kobiety. Jedna z nich, 43-letnia Romka, była koordynatorem. Nadzorowała, gdzie i kiedy ma dojść do kolejnego oszustwa. W przeszłości była już karana za tego typu przestępstwa.
Do zadań kolejnej Romki, 23-letniej, należał bezpośredni kontakt z ofiarami podczas przekazywania gotówki. Była poszukiwana przez niemiecki wymiar sprawiedliwości.
Trzeci zatrzymany to 51-letni mężczyzna narodowości romskiej, który pełnił rolę kierowcy i werbownika, a czwarty członek szajki to 45-latek, który zajmował się głównie odbieraniem wyłudzonej gotówki. Obaj zaledwie kilka dni wcześniej wyszli z zakładu karnego.
Przeszukując mieszkania i pojazdy, funkcjonariusze natrafili m.in. na ponad 250 tys. złotych.
Sprawa miała ciąg dalszy: zarzuty, tymczasowy areszt, kolejne zatrzymania.
Jedna z ofiar zachowała się przytomnie: senior poprosił 19-letniego odbieraka, żeby ten pokazał legitymację służbową. Spłoszony oszust wpadł prosto w ręce mundurowych.
Co zrobić, żeby w końcu powstrzymać proceder?
– Przede wszystkim trzeba zlikwidować telefony stacjonarne. Wtedy oszustw na tzw. legendę nie będzie – nie kryje policjant małopolskiej komendy.