Zabójca DJ-a usłyszał wyrok

To ostatni wyrok w sprawie zabójstwa 22-letniego Arkadiusza G. – DJ-a, który zginął w 2005 roku pod studenckim klubem "Żaczek". Łukasz W., który zadał śmiertelny cios nożem, usłyszał prawomocny wyrok 15 lat pozbawienia wolności, choć prokuratura domagała się 25 lat. Jak oskarżony tłumaczył się z tego, co zrobił?

20 października, kilkanaście minut po godzinie 2 w nocy doszło do bójki z użyciem niebezpiecznych narzędzi. Trzech mężczyzn zaatakowało dwóch innych, którzy wcześniej bawili się w klubie. Napastnicy użyli tasaka, konara i noża.

Do zabójstwa mogłoby nigdy nie dojść, gdyby Łukasz W. nie postanowił pomagać swoim znajomym – Maciejowi B. i  Dariuszowi L., którzy nie potrafili sobie dać rady w awanturze w klubie Żaczek. Mężczyźni wyszli na zewnątrz i czekali na swoich przeciwników.

Łukasz W. dostał telefon od B. Postanowił, że przyjdzie z odsieczą. Zabrał ze sobą 13-centymetrowy nóż i tasak, który przejął Maciej B. Dariusz L. złapał za konar drzewa. Zaczęła się bójka. W. ps. „Chińczyk” ostatecznie użył noża i dwukrotnie ugodził 22-letniego Arkadiusza B. w klatkę piersiową. Ten drugi cios spowodował śmierć mężczyzny.

Ścigany

Łukasz W. po zabójstwie uciekł. Najpierw powiedział swojemu znajomemu, że wyjeżdża do Anglii, gdzie miał zacząć pracę. Jednak w innym terminie udał się do Hiszpanii. Tam ukrywał się, i to skutecznie, przez 11 lat. Ostatecznie zatrzymała go policja, a tamtejszy sąd zgodził się na ekstradycję do Polski.

W grudniu 2017 roku Sąd Okręgowy w Krakowie skazał  Łukasza W. na 15 lat pozbawienia wolności z obostrzeniem, iż może się ubiegać o warunkowe zwolnienie dopiero na dwa lata przed końcem kary. Z tym wyrokiem nie zgodziła się zarówno prokuratura, jak i obrońca „Chińczyka”.

Między 25 a 8 latami więzienia

Przed Sądem Apelacyjnym w Krakowie prokurator Anna Kowalska domagała się wyroku 25 lat więzienia dla Łukasza W. Prokurator przekonywała, iż wyrok, jaki zapadł przed sądem pierwszej instancji jest niesprawiedliwy, a sprawca jest zdemoralizowany, bo świadomie zmylił trop organów ścigania i uciekł za granicę. Na jego niekorzyść miało świadczyć również to, iż przez cały okres ukrywania się… nie popełnił żadnego wykroczenia czy przestępstwa. Dodatkowo podczas procesu nie wykazywał żadnych emocji.

Prokurator uznała też, że kara 25 lat pozbawienia wolności nie jest karą eliminacyjną, ponieważ kiedy oskarżony wyjdzie z więzienia będzie miał około 60 lat.

„Ostatni raz płakałem jak miałem 7 lat”

Mecenas Maciej Burda zawnioskował o obniżenie kary do maksymalnie 10 lat więzienia. Nie polemizował on z faktem dokonania zbrodni, ale z tym, czy oskarżony miał zamiar zabić Arkadiusza G. Zdaniem adwokata, nie można udowodnić, iż w ciągu pięciu minut, które dzieliły telefon od znajomych do zadania ciosów nożem, pojawił się w głowie oskarżone plan zabójstwa. Jego zdaniem, śmiertelne ugodzenie zostało zadane przez przypadek w czasie szarpaniny.

Burda odniósł się również do zarzutu demoralizacji. – To nie byłby zdemoralizowany, gdyby popełniał przestępstwa? Nie, to oznacza, że nie jest zagrożeniem dla społeczeństwa, dlatego nie zasługuje na tak wysoki wyrok – przekonywał mecenas.

Obrońca dodał również, że oskarżony znał swoją rolę w procesie, a to, że nie płakał, nic nie oznacza. – Ja sam ostatni raz płakałem jak miałem 7 lat – wyznał Maciej Burda i dodał, że kara 25 lat więzienia jest karą eliminacyjną.

– Spróbujmy sobie przypomnieć, co robiliśmy 25 lat temu. Ja chodziłem do liceum, nie było Internetu i jeździliśmy polonezami. Za ćwierć wieku człowiek ten nie rozpozna świata i zostanie wyeliminowany z życia. Społeczeństwo nie potrzebuje zabezpieczenia przed Łukaszem W., tylko odwetu za wydarzenie z 2005 roku.

„Z moje ręki zginął człowiek”

– Nigdy nie zgodzę się z tym, że przyparłem go do muru i chciałem go zabić. Idąc tam nie miałem tego na myśli. Cios zadałem i wiem, że muszę ponieść za to karę. Chcę mieć jednak szansę na pokazanie społeczeństwu, że potrafię żyć normalnie, zarobić na siebie i że nie jestem zagrożeniem. To był incydent, bardzo tego żałuję. Proszę o szansę – powiedział przed ogłoszeniem wyroku Łukasz W.

Sąd: Ucieczka wydaje się naturalnym odruchem

Skład sędziowski uznał, że wyrok wydany przez Sąd Okręgowy w kwestii długości kary jest sprawiedliwy i odpowiada stopniowi winy i szkodliwości społecznej. Uznał jednak, że obostrzenie, które uniemożliwi wyjście przed czasem bardziej szkodzi niż pomaga. – Co jeśli oskarżony przejdzie całkowitą odmianę w zakładzie karnym? Będziemy go tam trzymać do końca wyroku? – stwierdził sąd.

Orzekający odnieśli się również do ucieczki. – Wydaje się naturalne, że ktoś, kto liczy się z surową karą za swój czyn, podejmuje taką decyzję, aby ją od siebie odsunąć – powiedział sędzia Tadeusz Szymański.

W kwestii demoralizacji, sąd uznał, że „abstynencja od popełniania czynów zabronionych świadczy o tym, że oskarżony nie jest zdemoralizowany i może funkcjonować poza tym dramatycznym wydarzeniem sprzed 13 lat”.

Wyrok jest prawomocny.