Zabójczyni z Krakowa wpadła, bo przedłużyła sobie pobyt na wolności
Jak podaje policja w 2010 r. kobieta została skazana na 15 lat kary więzienia za zabójstwo sąsiada. Zbrodni dokonała razem z synem.
Kobieta trafiła do zakładu karnego w Krakowie, gdzie odbywała swoją karę za popełnienie przestępstwa. W marcu 2022 r. po odbyciu prawie 13 lat pozbawienia wolności decyzją Sądu - skazanej została przyznana pięciomiesięczna przerwa w odbywaniu kary.
Kobieta miała stawić się do dalszego odbywania wyroku 22 września 2022 r. Po tym terminie 52-latka nie pojawiła się w więzieniu. Rozpoczęły się poszukiwania skazanej, został za nią wydany list gończy.
Zabójczyni ukryła się na terenie Podgórza
Sprawa trafiła do policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie zajmujących się poszukiwaniem i identyfikacją osób. W poniedziałek 28 sierpnia kobieta została zatrzymana. Ukrywała się w jednym z mieszkań na krakowskim Podgórzu.
Kobieta została przewieziona do zakładu karnego, gdzie będzie kontynuować dalsze odbywanie swojego wyroku.
Dodatkowo będzie miała sprawę karną za niepowrót do więzienia z przepustki. Z naszych informacji wynika, że chodzi o 52-letnią Beatę K., która z synem Kamilem K. dostała po 15 lat więzienia za zabójstwo sąsiada. Opis obrażeń, jakich doznał pokrzywdzony, może budzić grozę. 85-latek był bity, kopany, dostał 35 ciosów nożem, na końcu poderżnięto mu gardło.
Jerzy K. został zamordowany w swoim mieszkaniu na osiedlu Na Kozłówce. Rozwiedziony 85-latek mieszkał samotnie. Żył z emerytury, nie był majętny, choć lubił opowiadać o swoim bogactwie. Elegancki, miły, uchodził za bezkonfliktowego.
15 stycznia 2010 r. znaleziono jego zwłoki w mieszkaniu. Wszędzie było mnóstwo krwi, widać było ślady plądrowania. Narzędzie zbrodni - nóż o 20-cm ostrzu - odkryto porzucony koło bloku.
Matka i syn obarczali się winą
Policjanci potrzebowali kilkunastu godzin, by ustalić, że zbrodni mogli dopuścić się Kamil K. i jego matka. Wzajemnie obarczali się winą za zabójstwo.
Najpierw Beata K. twierdziła, że była tylko świadkiem zbrodni. Potem przyznała, że kilka razy dźgnęła mężczyznę, bo tak kazał jej syn. Uległa mu, bo Kamil miał do niej pretensje, że go wydała policji, gdy uciekł z poprawczaka w Ostrowcu Świętokrzyskim. Siedział tam za narkotyki i kradzieże.
– Bałam się Kamila. Uderzyłam nożem Jurka w bok raz, dwa, no może z pięć – wyjaśniała. Beata K. zaprzeczała, by plądrowała mieszkanie denata. Ale to u niej znaleziono radiomagnetofon euromax Jerzego K.
Z kolei Kamil K. podarował swojej dziewczynie skradziony pierścionek koloru srebrnego. Koledze dał zrabowany sygnet z motywem dwugłowego orła. Zabrane Jerzemu K. rzeczy miały niewielką wartość.
Pojawił się i obyczajowy motyw zabójstwa. Świadkowie podali, że Beata K. mówiła im, że Jerzy K. „miał się do niej dobierać w przeszłości i dlatego kilka razy uderzyła go nożem”.
Prokurator chciał kary 25 lat
Oskarżyciel domagał się dla obojga po 25 lat więzienia, obrona chciała, by ich czyn uznać za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Sąd przyznał, że było to brutalne zabójstwo, ale jednak potraktował matkę i syna łagodniej, niż chciał prokurator, i skazał oboje na 15 lat za kratkami.
– Nie ma wątpliwości, że to nietrzeźwi oskarżeni dopuścili się zbrodni z błahego powodu. Nie ma jednak dowodów, że zabili dla zysku. Okradli pokrzywdzonego, ale ten zamiar powzięli już po dokonaniu zabójstwa – mówiła sędzia.
Niższy wymiar kary od tej, której chciał prokurator, uzasadniała tym, że oskarżeni nie dopuścili się zbrodni z premedytacją.