Zabrakło czytelnych podpisów. Szkoła musi zwrócić ćwierć miliona złotych
Każda złotówka oglądana dwa razy
Sprawa placówki z Czyżyn to tylko jedna z wielu. Dotacje oświatowe pochłaniają około miliarda złotych z krakowskiego budżetu, a miasto coraz uważniej patrzy na ręce prywatnym podmiotom. Tylko w 2024 roku urzędnicy przeprowadzili 20 kontroli, z czego większość dotyczyła szkół niepublicznych.
– W ich wyniku zakwestionowano wydatki na łączną kwotę nieco ponad 4 mln zł, z czego ponad 572 tys. zł zostało zwrócone do budżetu gminy po zakończeniu postępowań kontrolnych – informowała nas Małgorzata Tabaszewska z biura prasowego urzędu miasta.
Władze szkół, które nie zgadzają się z wynikami kontroli mogą odwołać do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a następnie zaskarżyć decyzję SKO do sądu administracyjnego [od którego wyroku przysługuje jeszcze kasacja - przyp. red.]. Zanim więc miasto odzyska pieniądze, upływa sporo czasu. Tak właśnie jest w opisywanym przez nas przypadku.
Wymagany czytelny podpis
W listopadzie 2025 roku zapadł nieprawomocny wyrok dotyczący zwrotu dotacji w wysokości 250 tys. złotych za 2020 rok. Nieprawidłowości w rozliczeniu części środków z miliona, jakie otrzymała szkoła dla dorosłych z Czyżyn, wykryła kontrola z 2021 roku.
Urzędnicy stwierdzili, że do naliczenia comiesięcznych dotacji zostało wykazanych 48 uczniów, którzy nie potwierdzili czytelnym podpisem obecności na 50 proc. obowiązkowych zajęciach edukacyjnych w danym miesiącu. Działo się to w lutym 2020 roku, tuż przed wybuchem epidemii.
Był to szczególny okres – szkoły później zostały zamknięte – dlatego urząd przyjął, że lista obecności z lutego była wyznacznikiem dla kolejnych miesięcy: od marca do sierpnia 2020 roku. Co widniało zamiast pełnoprawnych podpisów? Parafki, inicjały, samo imię albo też skrót imienia. Kolegium podtrzymało decyzję prezydent i sprawa trafiła do sądu.
Chcieli powołania biegłego grafologa. Nie o to chodziło
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie potwierdził, że samorząd miał prawo żądać zwrotu części dotacji. Kluczowe okazały się – jak wskazywał wcześniej urząd i SKO – listy obecności. WSA przyznał rację urzędnikom, że podpisy uczniów były nieczytelne, sprowadzały się do paraf, inicjałów lub skrótów, co uniemożliwiało ich jednoznaczną identyfikację.
Sąd podkreślił, że dotacja oświatowa ma charakter nie tylko „na ucznia”, ale przede wszystkim celowy – przysługuje wyłącznie na faktyczną realizację zadań edukacyjnych. Brak możliwości potwierdzenia, że dany uczeń uczestniczył w zajęciach zgodnie z ustawowymi wymogami, oznacza, że środki zostały pobrane w nadmiernej wysokości i należy je zwrócić.
WSA odrzucił argumenty, że braki dokumentacyjne można uzupełniać oświadczeniami uczniów lub opinią biegłego grafologa.
– Nie jest to przecież kwestia związana z autentycznością podpisu i czy został on przerobiony, czy też podrobiony, lecz kwestia jego czytelności przede wszystkim w sposób dający podstawę do identyfikacji osoby umieszczającej go w dzienniku, czy na liście obecności – czytamy w uzasadnieniu wyroku.