Zakaz dla „Krakowiaków”. Nie jeżdżą na Ruczaj

Na linii 52 znów jeżdżą tylko wysokopodłogowe tramwaje. Najnowsze „Krakowiaki” dostały tzw. „zakaz taborowy” i nie mogą wjeżdżać na torowisko pomiędzy przystankiem Lipińskiego a pętlą Czerwone Maki. Powodem jest kolizja z peronem na pętli. To nie wszystkie ograniczenia dla nowych tramwajów.

Początkowo „Krakowiaki” kierowano przede wszystkim na linię 4 i po kilka egzemplarzy na linię 50. Po kolejnych dostawach zaczęły się pojawiać także na trasie 52. To jedna z najbardziej obciążonych linii w mieście, obsługiwana w zdecydowanej większości przez wysokopodłogowe „wiedeńczyki”.

Teraz jednak „Krakowiaki” już się tam nie pojawiają. 30 listopada zdecydowano, że nie mogą wjeżdżać na nowy odcinek trasy na Ruczaj. – Ma to związek z tym, że istnieje zagrożenie ocierania dolnej części przegubu łączącego człony tramwajów wyjeżdżających z pętli Czerwone Maki z fragmentem peronu przystankowego – tłumaczy Marek Gancarczyk, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Jak mówi, wcześniej ten problem nie został wykryty, bo testy były wykonywane pustymi pojazdami, a pojazd z pasażerami zachowuje się inaczej.

Wrócą możliwie szybko

To nie wszystkie ograniczenia dla „Krakowiaków”. Nie mogą też wjeżdżać na niektóre pętle: dużą na Cichym Kąciku, małą w Prokocimiu, obydwie w Mistrzejowicach i dużą w Bronowicach Małych. Dla „Krakowiaków” niedostępne są oczywiście również te torowiska w Nowej Hucie, na które nie mogą wjeżdżać żadne niskopodłogowe składy (np. do kopca Wandy i do Walcowni). Tylko w sytuacjach awaryjnych nowe tramwaje mogą wjeżdżać na małą pętlę na Cichym Kąciku, środkową i małą na Krowodrzy Górce i małą na Salwatorze.

Marek Gancarczyk uspokaja, że problem pętli Czerwone Maki został już zgłoszony do Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu i będzie możliwie szybko rozwiązany. – Tam chodzi nawet nie o centymetry, a o milimetry. Nie jest to nic poważnego, ale to musi zostać poprawione – podkreśla.

– Dostaliśmy uwagi od MPK związane z eksploatacją "Krakowiaków" na torowiskach w Krakowie. Będziemy wspólnie z MPK wszystkie te przypadki analizować i sprawdzać, w jaki sposób można tę sytuację rozwiązać - zapowiada Piotr Hamarnik z biura prasowego ZIKiT.

Na razie więc „Krakowiaków” na Ruczaju nie zobaczymy, ale miejski przewoźnik zapewnia, że wrócą. – Chciałbym zapewnić, że w naszych planach nic się nie zmienia i „Krakowiaki” będą kursować na linii nr 52. Obecnie są kierowane na linię nr 4 i 50 – mówi Marek Gancarczyk.