Zbigniew Ziobro chce natychmiastowego odwołania prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie
Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało dziś komunikat, w którym przeczytamy o sensacyjnych doniesieniach w sprawie prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Prokuratura Regionalna w Rzeszowie wraz z CBA ustaliła, że „Krzysztof Sobierajski mógł dokonać czynów przestępczych godzących w powagę sądu i istotne interesy służby oraz podważających społeczne zaufanie do całego wymiaru sprawiedliwości”.
W związku z tak poważnymi podejrzeniami minister Zbigniew Ziobro zarządził natychmiastowe odsunięcie prezesa od czynności służbowych i po uzyskaniu zgody Krajowej Rady Sądownictwa, odwołanie Sobierajskiego z funkcji.
– Zgromadzony przez prokuraturę i CBA materiał dowodowy, w postaci dokumentacji finansowej i zeznań pracowników Sądu Apelacyjnego w Krakowie, w najwyższym stopniu poddaje w wątpliwość uczciwość i kwalifikacje zawodowe pana Krzysztofa Sobierajskiego do pełnienia dotychczasowej funkcji – czytamy w komunikacie resortu.
Tymczasem Fakt pisze, że "dotarł do dokumentów z których wynika, że w wielomilionowy przekręt może być też zamieszany prezes Sądu Apelacyjnego Krzysztof Sobierajski", czytamy w internetowym wydaniu dziennika. I to właśnie on miałby zlecać firmie tworzenie fikcyjnych dokumentów.
Tłumaczenia prezesa
W środę prezes odniósł się do całej afery, kiedy jeszcze nie ciążyły nad nim oficjalne podejrzenia. Ważnym wątkiem w całej sprawie może być informacja, którą przekazał dziennikarzom. Dotyczyła ona wyniku audytu przeprowadzonego przez ministerstwo. Okazało się, że w połowie października prezes Sobierajski pierwszy raz miał się dowiedzieć o nieprawidłowościach i zawnioskować do resortu o odwołanie dyrektora. Ten jednak sam zrezygnował z funkcji.
W Rzeczpospolitej prezes Sobierajski tłumaczył, że po pierwsze nie miał bezpośredniego nadzoru nad dyrektorem i miał on pełną autonomię. – Mogłem wiedzę tylko czerpać z protokołów kontroli. Przez szereg lat, od czasu pełnienia przeze mnie funkcji od 2012 roku były takie kontrole, w szczególności kontrole NIK-u, które zajmowały się działalnością dyrektora, i takich nieprawidłowości nie ujawniły. Było to dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem, wręcz szokiem. Większą wiedzę pozyskałem dopiero w trakcie prowadzonego przez CBA postępowania przygotowawczego i czynności procesowych – cytuje prezesa gazeta.
Proceder trwał od 2013 roku?
Zatrzymanych zostało pięć osób: dyrektor Sądu Apelacyjnego w Krakowie Andrzej P., główna księgowa sądu Marta K., były dyrektor centrum zakupów dla sądownictwa Marcin B. i dwóch biznesmenów. Śledztwo dotyczy korupcji, przywłaszczenia mienia, niegospodarności na wielką skalę.
Jak czytamy w Rzeczpospolitej, PAP miał się dowiedzieć, że krakowski sąd od 2013 roku regularnie zamawiał poza przetargiem, ponieważ dzieła nie przekraczały wartości 30 tys. euro, miały miejsce fikcyjne analizy i opracowania. Każde z nich kosztowało kilkadziesiąt tysięcy złotych. Jedna z firm, która wykonywała zlecenie była powiązana z dyrektorem Centrum Zakupów dla Sądownictwa. Co ciekawe, jak donoszą źródła PAP-u, dokumenty faktycznie tworzyli pracownicy sądu w ramach ich obowiązków.
W Sądzie Apelacyjnym w Krakowie brak jakichkolwiek dokumentów, które potwierdzałyby realizację zawartych umów. Wartości usług bądź zakupów, będących przedmiotem zamówień składanych przez Sąd Apelacyjny w Krakowie, nie przekraczały kwoty 30 tysięcy euro. Pozwalało to na podejmowanie decyzji o składaniu zamówień przez dyrektora sądu, z pominięciem procedury przetargowej – poinformowała kilka dni temu Prokuratura Krajowa.