Zima 2018. Sól była, jest i będzie, bo jest najtańsza

Mimo apeli ekologów i zwykłych obywateli, którzy mają dość zniszczonych butów, wciąż nie zmieniają się środki chemiczne używane do usuwania lodu i śniegu z jezdni oraz chodników. Od 2005 roku krakowskie MPO i jego podwykonawcy mogą używać chlorku sodu, chlorku wapnia i chlorku magnezu – czytamy w rozporządzenie ministra środowiska.

Dokument precyzyjnie wskazuje do likwidacji jakiego zjawiska i w jakiej temperaturze można używać danego środka chemicznego oraz w jakim stężeniu w rozróżnieniu na stan stały oraz ciekły.

Aby zapobiec oblodzeniu i gołoledzi „zwykłą sól” (NaCl) służby mogą rozsypywać w momencie, kiedy termometry pokazują maksymalnie -2 stopnie, a minimalnie -10 stopni. Wówczas też na każdy metr kwadratowy jezdni może się pojawić nawet 30 gramów soli. Substancja ta może być również stosowana do likwidacji „śliskości pośniegowej”, wtedy jednak ilość wysypywana na drogi i chodniki powinna być mniejsza.

Chlorek wapna i magnezu

W przypadku tych dwóch środków chemicznych rozporządzenie mówi, iż może być używane tylko i wyłącznie w bardzo niskich temperaturach i nie jest tak, że to one stanowią większość mieszanki. Wciąż dominującą część stanowi zwykła sól. Środki te są stosowane poniżej -7 stopni Celsjusza w proporcji 4:3 lub 2:1. MPO może również stosować chlorki w postaci zwilżonej w stężeniu nie przekraczającym 30% w dawce do maksymalnej do 160 ml/mkw.

"W pełni likwidują śliskość"

Kraków został podzielony na pięć obszarów i trzy rejony. Utrzymuje je blisko 250 pojazdów w sześciu różnych standardach.

Na obecny sezon miasto zaopatrzyło się w 16 tys. ton soli, 3 tys. ton piasku i 114 ton chlorku wapnia. Jak zapowiadał w listopadzie 2017 roku prezes MPO, nie wszędzie służby „soliły”. Tylko w sytuacjach wyjątkowych na płycie Rynku Głównego, Małego Rynku, placu Mariackiego, Marii Magdaleny i Szczepańskim oraz w Zaułku Książąt Czartoryskich można wysypać chlorek wapnia.

– Tam nie używamy soli, tylko oczyszczamy powierzchnie ze śniegu i obsypujemy piaskiem. To powinno wystarczyć. W tym roku powiększyliśmy obszar, gdzie nie stosujemy soli, ale nie można na nią narzekać, ponieważ w pełni likwiduje śliskość i jest niedroga – tłumaczył Henryk Kultys.

Czy jest alternatywa?

To pytanie, które pada bardzo często w Polsce. Oczywiście, jest, ale droga. Oprócz wspomnianego już chlorku wapnia, ekolodzy podsuwają pochodne kwasów octowego i mrówkowego. Jednak już wiemy, że do momentu, aż nie zmieni się prawo krajowe, nie ma szans na inne środki.

W 2004 roku polscy naukowcy opatentowali środek, który jest zarówno przyjazny środowisku i nie koroduje. Składa się z chlorku wapnia, inhibitora korozji i regulatora pH (fosforan amonowy, który jest używany jako składnik nawozów roślinnych). Problemem jest oczywiście cena – za 900 kg trzeba zapłacić blisko 7 tys. złotych, wychodzi ok, 7,7 zł/kg. Tymczasem MPO zapłaciło za 16 tys. ton soli 4,7 mln złotych i wychodzi to ok. 29 groszy za kilogram.