Złe miejsce, zły czas. „Mój brat nie był pseudokibicem”

W procesie Michała K. oraz trzech innych mężczyzn oskarżonych o udział w bójce ze skutkiem śmiertelnym zeznawali kolejni świadkowie. Tym razem rodzina Michała K. oraz matka zmarłego Sławomira T. Wszyscy podkreślali, że zarówno K. jak i T. nie mieli nic wspólnego z pseudokibicami. Do zdarzenia doszło rok temu w nocy z 14 na 15 sierpnia.

Piątkowe zeznania świadków tylko utwierdzają w przekonaniu, że zarówno oskarżony Michał K., jak i zmarły Sławomir T. znaleźli się tam w złym czasie i o złej porze. Brat Michała K. waz z żoną i synem stwierdzili, że obaj panowie nigdy nie byli żadnymi wielkimi kibicami, tylko zwykłymi pracującymi ludźmi.

„Nie umiał się bić”

– Michał wiódł spokojne życie, nigdy nie był agresywny, nie należał do żadnych bojówek. A mój brat nawet nie interesował się piłką nożną. Nie był też konfliktowy i nie miał z nikim zatargów. Nie był chętny do bójek, bo nawet bić się nie potrafił – zeznała Edyta K., siostra ofiary.

Podobnie mówił jej mąż, na którego padł cień podejrzeń ze strony śledczych, iż mógł mieć cokolwiek wspólnego z bójką. Ryszard K. rzeczowo wyjaśnił, że tego dnia popołudniu był z synem w szpitalu i że wrócili koło godziny 23. O tym, co się stało dowiedział się około godziny 1:30 i natychmiast pobiegł na miejsce. Wspomniał, że faktycznie bus był uszkodzony. Powiedział też, że na ulicy spostrzegł butle z gazem oraz dwa ostre paliki połączone taśmą klejącą, które przypominały dwustronną dzidę.

Ryszard K. podkreślił, że zarówno ofiara, jak i oskarżony nie mieli za wiele do czynienia z piłką nożną, a co dopiero z bojówkami. Podobnie jak jego żona dodał, że wydarzanie to było przypadkowe i nieszczęśliwym splotem wypadków Michał K. i Sławomir T. znaleźli się na drodze uzbrojonych osób.

Co się tam wydarzyło?

Na razie nie można w oczywisty sposób odpowiedzieć na to pytanie. Wiadomo tylko, że w bójce, jaka wywiązała się na osiedlowej ulicy, raniony ostrym narzędziem został Sławomir T., który później zmarł. Dwie inne osoby z ranami ciętymi trafiły do szpitala i zasiadają na ławie oskarżonych. Pozostali członkowie zajścia pozostają nieznani.

O tym, jak to wyglądało z punktu widzenia Michała K. można przeczytać w tekście: Śmierć w Skawinie. "Nikt nie miał na to wpływu"