Złoty strzał Brożka. "Oglądałem ostatnio Pazdana w reprezentacji..."

Złoty gol Pawła Brożka zapewnił Wiśle Kraków zwycięstwo nad Koroną Kielce. – Oglądałem ostatnio Michała Pazdana w reprezentacji... – żartował snajper Białej Gwiazdy na temat swojego trafienia w stylu ciosu karate.

Lipcowe spotkanie tych drużyn dostarczyło kibicom potężnej dawki emocji. Być może nie zachwycało pod względem typowo piłkarskich umiejętności, za to zdecydowanie nadrabiało scenariuszem boiskowych wydarzeń. Przypomnijmy, że Wisła zwyciężyła w Kielcach 3:2, po rzucie karnym wykorzystanym przez Michała Chrapka w ostatniej minucie meczu. Była to jak dotąd jedyna wyjazdowa wygrana Białej Gwiazdy.

Tym razem wszystkiego było mniej. Piłka nożna na co najmniej solidnym ligowym poziomie? Tylko krótszymi bądź dłuższymi okresami i właściwie tylko w wykonaniu Białej Gwiazdy. Emocje? Przez większość spotkania jak przy chałupniczym składaniu długopisów. Stuprocentowe sytuacje? W ilościach śladowych. Gole? Jeden i to dopiero w samej końcówce.

Autorstwa Pawła Brożka, dla którego było to ósme trafienie w rozgrywkach. „Brozio” udokumentował bezdyskusyjną przewagę Wisły strącając piłkę dośrodkowaną przez Łukasza Gargułę. Jednak i jego sumienie nie było po meczu zupełnie czyste. Wynik powinien otworzyć już przed przerwą, gdy przeprowadził akcję, której do pewnego momentu nie powstydziłby się sam Zlatan Ibrahimović.

Najpierw zastawił i przepchnął Dejmka, następnie minął Golańskiego i pognał w stronę bramki Małkowskiego mając przed sobą 35 metrów wolnej przestrzeni. W ostatnim momencie źle ułożył sobie futbolówkę do strzału i fatalnie skiksował. – Sam się zastanawiam, co zrobiłem. Te dwa tygodnie przerwy zrobiły swoje, bo wszystko popsuło się po tym, jak wpadłem w pole karne. Czucie piłki nie było takie, jak przed kontuzją – tłumaczył później.

Godne odnotowania było jeszcze uderzenie Garguły w poprzeczkę z rzutu wolnego i – po drugiej stronie boiska – dwie niezłe okazje Janoty: jedna świetnie obroniona przez Michała Miśkiewicza, druga minimalnie przestrzelona. Reszta meczu przebiegła pod znakiem misternego ustawiania muru przez kielczan i nieporadnych prób jego rozbijania w wykonaniu zawodników Franciszka Smudy. Być może udałoby się to wcześniej, gdyby sędzia Frankowski wyrzucił z boiska Zbigniewa Małkowskiego. Z niewyjaśnionych przyczyn za celowe zagranie piłki ręką poza polem karnym bramkarz Korony został „nagrodzony” tylko żółtą kartką.

– Czasem są takie mecze, że piłka nie chce wpaść do bramki i trzeba gonić wynik do końca. Graliśmy u siebie, mieliśmy wsparcie kibiców i musieliśmy to wykorzystać – przyznał „Guła”. Własne ściany rzeczywiście sprzyjają piłkarzom Wisły. Zwycięstwo z Koroną było siódmym z rzędu przy R22, w dodatku w żadnym z nich Biała Gwiazda nie straciła gola. Gdyby do tego imponującego bilansu wiślacy dodali odrobinę lepszą postawę na wyjazdach, już dawno spoglądaliby na resztę ligowców ze szczytu tabeli.


Wisła Kraków – Korona Kielce 1:0 (0:0)
Brożek 87’

Wisła: Miśkiewicz – Burliga, Głowacki, Jovanović, Bunoza – Stjepanović, Chrapek (80’ Piotr Brożek) – Boguski (46’ Sarki), Garguła, Guerrier (67’ Małecki) – Paweł Brożek
Korona: Małkowski – Sylwestrzak, Dejmek, Stano, Malarczyk (46’ Kiełb) – Pyłypczuk, Jovanović, Golański, Sobolewski, Janota – Gołębiewski (46’ Trytko, 90+1' Korzym)

Sędziował: Bartosz Frankowski
Żółte kartki: Burliga, Guerrier – Sobolewski, Małkowski, Dejmek