Znów dali sobie wyrwać punkty w końcówce
Odkąd trenerem krakowskiej Wisły został Kazimierz Moskal, Biała Gwiazda rozegrała 10 spotkań, a 50% z nich kończyło się wynikiem 2-2. Właśnie taki był rezultat rozgrywanego w środowy wieczór meczu z Pogonią Szczecin. – Mamy doświadczony zespół i chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć pewnych rzeczy. Ten mecz nam się od początku nie układał. Trudno było spodziewać się, że w końcówce meczu zdobędziemy jedną lub dwie bramki. Trzeba było zrobić wszystko, aby się zabezpieczyć – mówił podczas pomeczowej konferencji trener Moskal.
Wisła prowadzi 2-1 i w doliczonym czasie gry traci bramkę. W ostatnich miesiącach taki scenariusz zdarzył się krakowianom już trzy razy. – Na pewno z przebiegu gry absolutnie nie zasłużyliśmy na zwycięstwo i co do tego nie ma wątpliwości. Jeśli ma się taki zespół, strzela się bramkę w 86. minucie, to nie wyobrażam sobie sytuacji, aby nie dowieźć do końca wyniku meczu – powiedział szkoleniowiec Białej Gwiazdy.
– Ten występ był bardzo słaby w naszym wykonaniu. Mam wielki żal, że mając takich zawodników w zespole nie potrafiliśmy zorganizować się i wytrzymać paru minut do końca meczu. Trzeba było zrobić wszystko, żeby zabezpieczyć się przed taką sytuacją, jaka miała miejsce w doliczonym czasie gry – dodał Moskal.
Wejścia smoków
Po pierwszej połowie Wisła prowadziła 1-0, kiedy podanie Macieja Jankowskiego ładnym strzałem w lewy róg na gola zamienił Semir Stilić. Kolejne dwie bramki padły po strzałach zmienników. Najpierw w 58. minucie do siatki Białej Gwiazdy trafił Adam Frączczak, który przebywał na murawie niespełna od minuty. Mariusz Stępiński zaś potrzebował niewiele więcej czasu, by wpisać się na listę strzelców. Piłkarz, który po sezonie wróci z wypożyczenia do Norymbergii, wykorzystał świetną centrę Bobana Jovicia i głową wpakował piłkę do siatki.
8445 widzów oglądało spotkanie Wisły z Pogonią i część z nich w doliczonym czasie gry zaczęła śpiewać o zwycięstwie Białej Gwiazdy. Stare powiedzenie brzmi jednak „nie mów hop, dopóki nie przeskoczysz”. W jednej z ostatnich akcji meczu Takafumi Akahoshi posłał długie podanie do Rafała Murawskiego, który wykorzystał błąd defensorów Wisły oraz niezdecydowanie Michała Buchalika i wpakował piłkę do siatki, dając swojej drużynie wyrównanie.
– Jeśli chcielibyśmy myśleć o grze w pucharach, to musielibyśmy dzisiaj wygrać. Patrząc na terminarz i mecze, jakie są przed nami, to nie ułatwiliśmy sobie drogi do tego celu – przyznał po meczu trener Białej Gwiazdy Kazimierz Moskal.