1000 kcal podczas jednych zajęć

Jak w dwa miesiące można osiągnąć efekty, na które inni pracują pół roku, a nawet dłużej? Odpowiedź na to pytanie jest jedna – stosując interwały. A najlepiej ich nową ekstremalną wersję, czyli zajęcia Insanity.

Trening do góry nogami

Większość mężczyzn szerokim łukiem omija sale z zajęciami fitness, uznając wszelkie Stretchingi, Zumby czy Płaskie Brzuchy za ćwiczenia uwłaczające męskiej dumie. Zamiast wymachów nogami, rozciągań i tanecznych ruchów przedstawiciele płci brzydszej wolą raczej wyciskanie setek kilogramów na siłowni i to nawet, gdy na celu mają zgubienie kilku zbędnych kilogramów albo poprawienie metabolizmu.

Od lat wiadomo, że taki efekt najlepiej osiągnąć stosując treningi interwałowe – krótkie ćwiczenia o maksymalnej intensywności z dłuższymi okresami odpoczynku. W Polsce, w tym w Krakowie, pojawiły się jednak zajęcia, które tę formułę odwracają sprawiając, że trening nastawiony na intensywne spalanie kalorii jest jeszcze bardziej skuteczny. Krótkie przerwy i maksymalna intensywność, pół godziny treningu i efekt, którego pozazdrości każdy osiłek walczący w siłowni z dziesiątkami kilogramów żelastwa – to właśnie jest Insanity. Być może to właśnie dlatego połowę osób zgromadzonych w sali stanowią faceci.

Sekret Insanity – spalanie w wypoczynku

Pojedynczy półgodzinny trening Insanity pozwala spalić tłuszcz i węglowodany do kilkuset kilokalorii. Dwa razy dłuższe ćwiczenia to wydatek energetyczny nawet 1000 kcal. Co sprawia, że w tak krótkim czasie efekt jest tak olbrzymi?

– W trakcie treningu raz zwiększa się tempo ćwiczeń, wkraczając w zakres treningu beztlenowego na poziomie 75-90% tętna maksymalnego, by po chwili zmniejszyć intensywność wchodząc w strefę aerobową, nie przekraczając 60-70%. To poprawia metabolizm, a tym samym intensywność spalania - nawet do 20 godzin po treningu – tłumaczy Paweł Oracz, jeden z trzech licencjonowanych instruktorów Insanity w Polsce. Jego opinie potwierdzają badania naukowe, wedle których 30-minutowy intensywny trening interwałowy spala w spoczynku aż dziewięć razy więcej tłuszczu niż zwykły godzinny trening cardio.

Pot, łzy i… euforia

W półgodzinnym wydaniu w krakowskim klubie Energym trening podzielony jest na trzy części – najpierw bardzo intensywna 10-minutowa rozgrzewka, polegająca na trzykrotnym powtórzeniu ćwiczeń rozgrzewających wszystkie mięśnie. Po mniej niż minucie odpoczynku rozpoczyna się pierwszy, kondycyjny blok treningu, składający się z czterech trzykrotnie powtarzanych serii ruchów zakończonych minutowym power move. Zajęcia kończy blok siłowy, nastawiony na koordynację ciała i wyciskający z trenującego ostatnie poty.

Po 30-minutowych zajęciach odzież uczestników przypomina nieodwirowane pranie. Intensywność Insanity sprawia, że nie każdy daje sobie radę. – Zajęcia skierowane są do osób, które już osiągnęły wysoki poziom sprawności fizycznej. W przypadku, gdy ktoś dopiero zaczyna swoją przygodę ze sportem, przyjście na Insanity porównywalne będzie z próbą przebiegnięcia maratonu – przekonują uczestnicy.

Tę opinię potwierdza sam instruktor. – Gdy zaczynaliśmy treningi zdarzało się, że niektórzy wychodzili z sali. Po prostu nie byli jeszcze na to gotowi – podkreśla Paweł Oracz. Czy więc warto? Odpowiedź dają wyniki obserwowane na wadze i miny uczestników tuż po zakończonych zajęciach. Skrajne zmęczenie i kałużę potu pod nogami z pewnością rekompensuje radość z przełamania kolejnej bariery.

Krzysztof Dąbrowa