12,5 tys. podpisów pod referendum. "Krakowskie ulice pulsują"

Według organizatorów referendum w Krakowie zebrano już 12,5 tys. podpisów. Podczas konferencji prasowej mówili o skali akcji i odpierali zarzuty dotyczące jej finansowania.

Konferencja prasowa odbyła się w siedzibie komitetu referendalnego. Jak podkreślał Jan Hoffman, zaproszenie dziennikarzy do biura nie było przypadkowe.

– Gdybyśmy mieli nie wiadomo jakie finansowanie, gdyby stały za tym nie wiadomo jakie pieniądze, to siedzielibyśmy w cieplejszym, wygodniejszym, lepiej wyposażonym biurze – mówił. 

Dopiero później padły liczby dotyczące samej akcji. – Chcieliśmy ogłosić, że zbieranie podpisów przekroczyło wszelkie nasze oczekiwania – mówił Hoffman. Stwierdził, że początkowo zakładano, że dzienna suma będzie na poziomie ok. 2 tysięcy. Organizatorzy w czwartym dniu zbiórki mówią o liczbie 12,5 tys.

Rozmowy z mieszkańcami

Jak relacjonował Hoffman, zaskoczeniem były także rozmowy prowadzone w czasie zbiórki. – Ludzie mówią i wyrażają wprost: głosowałem na Platformę, będę głosował na Platformę, ale mam dość rządów prezydenta Miszalskiego w tym mieście, nie podoba mi się to co robi – mówił.

Zdaniem Hoffmana nie da się zaplanować takiej reakcji społecznej.

– Nie da się emocji społecznej zaprogramować, tak jak twierdzi pan prezydent Miszalski, odgórnie. To jest emocja realna, istniejąca, wyczuwalna – mówił. Porównał nastroje w mieście do sytuacji sportowej. – To można porównać do niezadowolenia z kiepskiego trenera reprezentacji polskiej.

Minimum 80 tysięcy i kalendarz referendum

Hoffman odniósł się też do kwestii ważności podpisów. – Ja rozumiem, że w tej chwili nie jest wiadomo, czy te podpisy są ważne, czy nieważne – mówił. Jak zaznaczył, komitet od początku zakłada, że część podpisów może zostać zakwestionowana.

Dlatego określono minimalny próg. – My od początku szacowaliśmy, że ta liczba, taka minimalna liczba podpisów, żeby w ogóle był sens zanieść to do komisarza, to jest przynajmniej 80 tysięcy podpisów – mówił.

Dodał, że zbiórka potrwa do daty ustawowej, czyli 30 marca, chyba że wcześniej uda się zebrać 100 lub 120 tysięcy podpisów.

Hoffman zwracał uwagę, że tempo zbiórki może z czasem spadać. – Ta krzywa będzie maleć – mówił, wskazując na ferie i prognozowane mrozy. Jednocześnie podkreślał, że wcześniejszy start ma znaczenie dla frekwencji. – Głosowanie referendalne odbędzie się najpóźniej w pierwszej połowie czerwca, co oznacza, że mamy większą szansę na osiągnięcie frekwencji niż gdybyśmy zaczęli miesiąc później.

„Krakowskie ulice pulsują”

Hoffman jako przykład podawał Piotra Kubiczka, który jednego dnia zebrał 400 podpisów.

– Mogę powiedzieć tyle, że krakowskie ulice pulsują, internet huczy – mówił Piotr Kubiczek. – W Krakowie nastąpiło pospolite ruszenie, ludzie stoją w kolejkach, ludzie do mnie dzwonią.

Jak podkreślał, skala zainteresowania była zaskoczeniem także dla organizatorów. – Nie spodziewaliśmy się takiego odbioru społecznego. To wszystko wskazuje na to, że ludzie mają dość rządów prezydenta Aleksandra Miszalskiego i mówią mu dość – komentował.