5 lat, 111 kamer, 20 milionów złotych

Znamy wstępną koncepcję monitoringu miejskiego. Zespół zadaniowy powołany przez prezydenta zaproponował, aby stworzyć system wyjściowy oparty na 200 kamerach. Problemem jest jednak to, że realizacja może trwać nawet pięć lat. Dzielnice również biorą udział w konsultacjach i wyznaczają miejsca, gdzie miałby się pojawić monitoring.

Koncepcja stworzenia miejskiego monitoringu praktycznie od podstaw ma związek z zeszłorocznym referendum. Wówczas krakowianie jednoznacznie wypowiedzieli się, że chcą tego typu systemu, który ma na celu poprawę bezpieczeństwa. Prezydent powołując specjalny zespół zadaniowy, powierzył jego członkom misję opracowania koncepcji.

Wnioski są następujące: jako administratora systemu Zespół rekomenduje Straż Miejską Miasta Krakowa z merytorycznym nadzorem Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego UMK. Problem tylko w tym, że straż miejska musiałaby zostać wzmocniona kadrowo oraz otrzymać odpowiednie zaplecze. Monitoring jest bowiem tylko wtedy skuteczny, gdy dany pracownik całą dobę ma ogląd na sytuację.

– Wówczas konieczne jest zatrudnienie około 100 osób (operatorów oraz osób do obsługi merytorycznej i technicznej). Elementem zamykającym proces może stać się uzupełniający ogląd centralny – Centrum Bezpieczeństwa i Monitoringu Miasta, które powinno mieć dostęp do obrazu z wszystkich kamer na wypadek potrzeby reagowania w sytuacji kryzysowej – czytamy w raporcie.

Samych operatorów monitoringu dziennie pracowałoby 17, ze względu na to, że jeden miałby pod nadzorem obrazy z 12 kamer.

Ile to będzie kosztować?

Co ciekawe, w raporcie czytamy, że należy dokupić 111 nowych kamer i wymienić 49 już zainstalowanych (policji oraz straży miejskiej).

Politycy krakowskiej Platformy Obywatelskiej zakładali kilka scenariuszów związanych z budżetem na monitoring. Najczęściej była powtarzana wersja dotycząca ok. 20 mln złotych. Zespół zadaniowy bardziej szczegółowo podzielił wydatki. I tak na zakup kamer, system łączności i komputery będzie trzeba wydać 9 mln złotych plus ponad milion złotych na dokumentację i ponad 220 tys. złotych na rekrutację i szkolenia operatorów.

Koszt rocznego funkcjonowania centrum to ponad 8 mln złotych (w 99% wynagrodzenia), a 600 tys. złotych zostanie przeznaczone na konserwacje urządzeń czy ich wymianę. Trudno będzie również pozyskać pieniądze z innych źródeł niż budżet miasta. Zespół rekomenduje też partycypację dzielnic w kosztach. Dla porównania, w Warszawie budowa systemu monitoringu kosztowała 159 mln, a roczne utrzymanie systemu kosztuje ok. 54 mln zł.

Hot-spoty

Krakowskie dzielnice mają zarekomendować, gdzie najlepiej zainstalować kamery. Wcześniej jednak to jednostkom pomocniczym zespół zadaniowy wskazał miejsca, w których koncentruje się najwięcej zagrożeń (hot spots). Tutaj decydujące zdanie miałby wydział bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego, który na podstawie swoich obserwacji ma stworzoną mapę zagrożeń.

Co ciekawe, wyniki po analizie badania poczucia bezpieczeństwa wśród mieszkańców Krakowa mówią o tym, że w zależności od dzielnicy, ludzie różnie reagują na kamery. „Niespełna połowa badanych mieszkańców Czyżyn czuje się bezpiecznie w zasięgu kamery monitoringu (47,4%). Dla 40,3% zasięg kamery nie wpływa na ich poczucie bezpieczeństwa. Dla 10,6% kamery powodują uczucie niepokoju.

Najwyższy wynik poczucia bezpieczeństwa w zasięgu kamer monitoringu odnotowano w Bieńczycach (61,5%) i Prądniku Białym (61,1%). Najmniej badanych stwierdziło, że bycie w zasięgu monitoringu wpływa na wzrost poczucia ich bezpieczeństwa w Prądniku Czerwonym (38,6%) i w Łagiewnikach – Borku Fałęckim (33,2%)”, czytamy w raporcie.

Mimo wszystko, mieszkańcy Czyżyn wyznaczyli takie miejsce. Są to: aleja Pokoju, osiedle Akademickie, Dywizjonu 303 oraz II Pułku Lotniczego. Sporo kamer miałoby być umieszczonych na skrzyżowaniach. To jednak nie przekonuje przewodniczącego rady dzielnicy XIV, Jerzego Woźniakiewicza. – Lepiej byłoby, gdyby kamery instalowano na osiedlach. To tam skupia się główny ruch pieszy i dochodzi do różnych zdarzeń – zaznacza radny dzielnicowy.

Na pytanie, czy monitoring jest potrzebny, odpowiada również skala wykorzystania kamer straży miejskiej. „W centrum oglądu zlokalizowanym w siedzibie Oddziału III Nowa Huta SMMK przy os. Centrum C w 2014 r. ujawniono 602 zdarzenia, z czego 526 wymagało interwencji. W 2015 r. do 15 marca ujawniono 118 zdarzeń, z czego 100 wymagało interwencji”. Jeśli chodzi o Śródmieście, to w centrum oglądu Komisariatu I Policji na Rynku Głównym w 2014 r. ujawniono 1134 zdarzenia, z czego 1050 wymagało interwencji, a w związku z przestępstwem – cztery. W 2015 r. do 15 marca ujawniono 237 zdarzeń, z czego 212 wymagało interwencji.

Z badań poczucia bezpieczeństwa wynika, że nikły odsetek mieszkańców padł w ciągu ostatniego roku ofiarą przestępstwa ((patrz grafika), a jeśli już, to w głównej mierze były to kradzieże portfela czy telefonu. Zdaniem przewodniczącej komisji praworządności rady miasta, nie można wpadać w panikę. – Kraków jest bezpieczny, ale to bezpieczeństwo daje jeszcze trochę do życzenia. Na tle innych miast nie wypadamy najgorzej – twierdzi radna PiS.

Agata Tatara twierdzi również, że monitoring to jeden ze środków, które mają poprawić poczucie bezpieczeństwa, ale z drugiej strony nie można przesadzać. Uważa też, że kamery nie powinny pojawiać się na każdym rogu – podobnie jak policjanci czy strażnicy miejscy. Zdaniem radnej, problemem jest na pewno zbyt długi czas realizacji oraz koszty. – Będziemy rozmawiać z prezydentem, czy jest możliwość, aby ten czas skrócić – dodaje.