Anna Dymna dla LoveKraków.pl o Wielkanocy
– Dla mnie te święta są czasem Zmartwychwstania, budzenia się świata do nowego życia, początku wiosny. Chyba najważniejsze w nich jest to, by z nową radością spojrzeć na rzeczywistość i zostawić za sobą wszystkie przykrości, złe wspomnienia. Wielkanoc jest dobrą okazją, żeby zacząć żyć z nową energią, która sprawi, że znowu będzie nam się chciało chcieć. To przecież w życiu każdego człowieka najbardziej istotne. W moim odczuciu ten okres jest bardzo ważny. Staram się, by był on taki, jakim zapamiętałam go z dzieciństwa - pięknym, kolorowym i magicznym. Te wspomnienia dają mi siłę – pisze specjalnie dla LoveKraków.pl Anna Dymna.
Wielkanoc w moim rodzinnym domu to była zawsze radość. Pomagaliśmy mamie w przygotowywaniu potraw i pieczeniu ciasta. Pielęgnowaliśmy wszystkie tradycje. Malowaliśmy pisanki, święciliśmy koszyczek… Ależ było wesoło! Ileż było rozrabiania na przykład w czasie śmigusa-dyngusa. Nie chcę mówić o wzruszeniach oraz sferze duchowej, bo są to sprawy intymne.
W tym wyjątkowym, radosnym okresie, na wiele dni przez świętami wielkanocnymi, spotykamy się z rodziną i przyjaciółmi. Lepimy z masy solnej zwierzątka do koszyków. Następnie malujemy je farbami i mamy świetne prezenty, a przy okazji odkrywamy w sobie plastyczne talenty. Maluję te cudeńka i rozmyślam. Te dni sprzyjają refleksji. Nasze spotkania to pierwszy znak, że zbliżają się święta. W tym okresie układam też scenariusze do Salonów Poezji. Czytam dziesiątki wierszy o cudzie Zmartwychwstania, a w Niedzielę Palmową już od 13 lat organizujemy w samo południe w naszym Salonie świąteczne poetyckie spotkanie.
Śniadanie wielkanocne zawsze jest w naszym domku z ogródkiem. Mąż tradycyjnie przygotowuje stół. Jest w tym prawdziwym mistrzem. Przychodzi rodzina. Przy stole siedzimy długo. Dzieci i koty kotłują się pod stołem, a my delektujemy się tą zatrzymaną chwilą, potrawami, rozmowami, na które wreszcie jest czas. Robimy co roku takie same zdjęcia.
W ogrodzie raz jest zima, raz wiosna, ale w naszych oczach niezmiennie czai się radość. Potem jedziemy na mszę, idziemy na długi spacer, a w drugi dzień świąt odwiedzamy przyjaciół. Oczywiście pamiętam, że to śmigus-dyngus i staram się wstać pierwsza, by tradycyjnie choć troszeczkę oblać wodą moich domowników. Jak tradycja, to tradycja.
Jeśli tylko czas mi pozwoli, wybieram się na Drogę Krzyżową do Radwanowic do moich podopiecznych. Z nimi jakoś inaczej, dużo głębiej przeżywa się wszystko. Przed świętami odwiedzam też groby bliskich. Gdy maluję pisanki do koszyka wielkanocnego, robię takie specjalne z wydmuszek, które nasadzam na gałązki i takie pisankowe bukiety zanoszę zmarłym. W Wielką Sobotę z koszykiem odwiedzam zawsze Kościół Mariacki i uczestniczę w rozdawaniu chleba oraz jajek mieszkańcom Krakowa.
Ważną częścią tradycji wielkanocnej jest przygotowywanie potraw. Niby wszystko można kupić, ale lubię własnoręcznie z synem i mężem kroić, trzeć, ucierać, wypiekać. I wreszcie jest czas na rozmowy. Wszystko się zawsze udaje, bo jakie by wyszło, to właśnie takie miało być i już.
Najważniejsze jednak w święta to dać znać wszystkim dla mnie ważnym osobom – rodzinie i przyjaciołom, że o nich pamiętam, że myślę o nich i że ich kocham. Na co dzień nie ma przecież na to czasu. Piszę dużo kartek. Mój telefon w Wielkanoc też jest rozgrzany do czerwoności, wysyłam SMS-y, e-maile. Mam przecież fundację i coraz więcej przyjaciół: rozmówców z programu „Spotkajmy się” i z Festiwalu Zaczarowanej Piosenki, i tych, którzy mnie wspierają we wszystkich działaniach, i tych, którzy oddają swój 1% podatku na fundację „Mimo Wszystko”.
Życzę Wam, aby w ten wyjątkowy czas tajemnicy Wielkiej Nocy pomógł Wam na nowo odnaleźć wiarę, nadzieję i miłość. Abyście mieli czas i serce dla tych, których kochacie. Pozwólcie im odczuć, że są dla Was ważni… Dla siebie samych też bądźcie dobrzy i wyrozumiali. Niech wiosna na dobre zagości w Waszych myślach i duszach. Wesołych świąt! Alleluja!
Anna Dymna