Artykuł sponsorowany

Bartosz Gibała o sile małych gestów. „Pomaganie to więcej niż obietnice"

Fundacja Zróbmy sobie Kraków: jak z marzeń rodzi się rzeczywistość. Zaledwie po roku działalności widać efekty. Prezes Bartosz Gibała opowiada o sile małych spraw.

Motto Fundacji to słowa: „jeśli masz odwagę o czymś marzyć, miej odwagę to zrobić”. O czym Pan marzył?

Bartosz Gibała, prezes Fundacji Zróbmy sobie Kraków: O Krakowie, który słucha i rozumie. O takim podejściu, w którym nikogo nie wykluczamy, a każdego zauważamy i dzielimy się z nim tym, czym możemy: uwagą, szacunkiem, empatią. Kiedy zrodziła się myśl, by powołać do życia Fundację chciałem, by wspierała ona rozwój najmłodszych, sam jestem tatą dwójki maluchów. By dostrzegała seniorów, którzy wnoszą do naszego miasta nie tylko piękne wspomnienia, ale przede wszystkim mądrość i tradycję.  

Marzyłem, by nie czytać kolejnych artykułów o skrzywdzonych zwierzętach i bezsilności, tylko zrobić coś, co realnie pozwoli im znaleźć nowy dom. Takich przykładów jest mnóstwo, ale wszystkie sprowadzają się do jednego: pomocy i zauważenia. W świecie wiecznych klików i lajków to ludzka życzliwość i czas jest najcenniejszym, co możemy od siebie dać.

Prezes fundacji Zróbmy sobie Kraków - Bartosz Gibała
Prezes fundacji Zróbmy sobie Kraków - Bartosz Gibała

Dlaczego zdecydował się Pan powołać taką Fundację?

Chciałem, by te marzenia, o których wspomniałem, urzeczywistniać. Mamy wiele przykładów pięknych obietnic w mieście, ale co z tego, jeśli za tymi słowami nic nie stoi? Jeśli mówimy, że chcemy zmieniać miasto, to trzeba brać sprawy w swoje ręce. 

Fundacja dociera tam, gdzie innych wzrok nie sięga. Gdzie trzeba naprawić płot, pomóc uratować sekcję pływacką dla dzieci, czy pomóc seniorom, bo podjazd do ich ośrodka nie spełnia swojej roli od wielu lat, a schody są za wysokie dla osób w podeszłym wieku. Fundacja widzi tę sumę małych spraw, które gdy zbierzemy, tworzą wielkie sprawy dla mieszkańców. I to widać i słychać po roku naszej działalności. Kraków ma świetnych mieszkańców, ale jak w każdym innym mieście mierzy się ze swoimi wyzwaniami.

Czasem jest to drobna sprawa dla nas, a dla kogoś innego to kwestia spełnionego marzenia. Takiego, które zwraca nadzieję na lepsze jutro. To jest sens naszej działalności. 

Akcja fundacji Zróbmy sobie Kraków
Akcja fundacji Zróbmy sobie Kraków

Jakie wnioski przychodzą po roku działalności?

To była najlepsza decyzja. Sami jesteśmy pozytywnie zaskoczeni jak wiele udało nam się zrobić. Ale też przychodzi refleksja, że im głębiej się sięga, wsłuchuje w rozmowy to dochodzi sygnał, że tak wiele jeszcze przed nami, że tak wiele spraw jeszcze wymaga pilnej interwencji, pomocy, uwagi. 

Wzruszającym jest obserwować uśmiech dziecka, którego marzenie o wyjeździe na kolonie, a poza finansowym zasięgiem rodziców, właśnie się spełnia. Nie ma nic fajniejszego, gdy odbieram telefon od organizacji ratującej zwierzęta i słyszę: „Panie Bartku uratowaliśmy tego pieska z interwencji, będzie żył”, a nikt poza La Fauną, naszym grantobiorcą, nie podjął walki o życie bezdomniaka. 

Kiedy jedziemy ze stowarzyszeniem Równej Szansy na spotkanie podopiecznych (mierzących się z trudnościami rozwojowymi) z alpakami i słyszymy śmiech dziecka, które do tej pory jedynie obserwowało otaczający go świat. Gdy dzwoni koordynatorka Centrum Aktywności Seniora i mówi, że podopieczne seniorki poszły na zajęcia z łucznictwa, o których marzyły. 

Kiedy wysprzątaliśmy park, czy ruszyliśmy z pomocą psychologiczną w ramach lokalnego projektu i pomogliśmy realnie tym, którzy mierzyli się z kryzysem. Gdy słyszymy, że lokalne inicjatywy w ramach programu „Krakowskie i Wielickie Inicjatywy” zrealizują swoje społeczne projekty. 

To są moje wnioski, kiedy podsumowuję ten rok. Myślę, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty, ale też przyjęliśmy na siebie poważne zobowiązanie, że właśnie na takie ludzkie, wydaje się drobne, ale bardzo ważne sprawy, będziemy czujni. I w tej czujności, empatii chcemy iść przez Kraków. 

Akcja fundacji Zróbmy sobie Kraków
Akcja fundacji Zróbmy sobie Kraków

Czy po roku przyszła refleksja, że coś trzeba zmienić - że coś nie zadziałało, lub pojawił się nowy kierunek, w którym trzeba zmierzać?

Nie trzeba roku, by przyszła taka refleksja. My w fundacji mierzymy się z tym cały czas. Słuchamy o konkretnych wyzwaniach i to pod nie dostosowujemy swoją pomoc. Tylko taka działalność ma sens. Realizować i wspierać tam, gdzie pomoc jest potrzebna i w taki sposób jak wymaga tego sytuacja. 

Bardzo łatwo jest powiedzieć „pomagam”, ale wyzwaniem jest pomóc tak, by polepszyć los tych, którzy tej pomocy potrzebują. 

Kierunki są i są niezmienne, jeśli chodzi o ideę: być tam, gdzie trzeba podać komuś kubek ciepłej herbaty, chwycić za dłoń i wysłuchać. Być tam, gdzie ktoś potrzebuje podmuchu w żagle, bo mimo że robi świetne rzeczy to jakoś mu nie idzie, gdzieś stracił nadzieję. Doceniać tych, którzy robią wielkie rzeczy, ale po cichu i pokazywać ich światu.

My przez ten rok znaleźliśmy wielu takich bohaterów: cichych, skromnych, ale wielkich w swojej postawie i szacunku do innych. Nasza fundacja będzie ich wyróżniać, bo dobro potrzebuje hałasu, potrzebuje by je promować.

Akcja fundacji Zróbmy sobie Kraków
Akcja fundacji Zróbmy sobie Kraków

Co udało się zrobić w tym czasie?

Tych załatwionych spraw i spełnionych marzeń jest naprawdę wiele. I to bardzo cieszy. 

Wspólna publikacja książeczki relaksacyjnej dla najmłodszych stworzona razem z fundacją Zaczytani.org, dotacja dla fundacji La Fauna, która ratuje interwencyjnie zwierzęta, spełnione marzenia seniorów z kilku krakowskich CAS-ów (Centra Aktywności Seniora), uruchomiona sekcja pływacka Bieżanowianka, dofinansowanie dla Ippon Judo, które kształci ducha sportu wśród najmłodszych, dofinansowanie na zajęcia terapeutyczne dla stowarzyszenia Równa Szansa, które wspiera dzieci z trudnościami rozwojowymi i ich rodziców.

Na mieście powstały dzięki naszej współpracy z artystami trzy piękne murale ozdabiające krakowskie osiedla i szkoły skłaniające do dyskusji ale wspierające również sąsiedzką integrację.

Do tego wspólna akcja z Maciejem Musiałem i Kalwi & Remi w ramach aukcji WOŚP na dziecięcym oddziale onkologii Szpitala Uniwersyteckiego, obiad z seniorami i Robertem Makłowiczem, który stał się pięknym pretekstem do rozmów o tradycjach Krakowa, wsparcie dla lokalnych rzemieślników: cukierników, piekarzy, restauratorów. 

A także wsparcie dla krakowskiego Cepelixu, wspólny program grantowy z Biurem Inicjatyw Społecznych i w jego ramach wsparcie finansowe dla aż 26 lokalnych inicjatyw, utworzenie Mobilnego Zespołu Pomocy Psychologicznej w ramach projektu „The Presja”, działania eko, czyli sadzenie drzew (już ponad 100) czy uruchomienie dzielnicowego pogotowia sprzątającego. 

Wspomnę jeszcze o wsparciu American Car Piknik Charytatywny w Liszkach, gdzie wspólnie graliśmy dla Domu Samotnej Matki w Wadowicach czy wspólne akcje z Pasjonatami.tv doceniające małe lokalne biznesy.

A to wszystko to tylko wycinek naszej działalności, ale pokazujący, że pomagać można wszędzie. Wystarczy tylko otwarte serce i chęć zmiany. 

Akcja fundacji Zróbmy sobie Kraków
Akcja fundacji Zróbmy sobie Kraków

Jaka akcja zapadła Panu w pamięci najbardziej?

Każda z tych akcji realnie zmieniła rzeczywistość organizacji bądź konkretnej grupy osób. Jako że jestem młodym tatą to nie ukrywam, że najmocniej przeżywam te akcje, które dotyczą dzieci i spełniają ich marzenia bądź stwarzają możliwości do rozwoju. 

Wyjątkowa publikacja, jaką była książeczka do relaksacji „Wędrówki z Melisą”, stworzona wspólnie z Fundacją Zaczytani.org dała nam dużo satysfakcji, ale też poczucia, że realnie dajemy rodzicom i wychowawcom narzędzia do tego, by młodych ludzi uczyć, że emocje są ważne i mają prawo je odczuwać. Z drugiej strony, że można nimi umiejętnie zarządzać. To bardzo ważne zwłaszcza dzisiaj, gdzie do głosu dochodzi AI, a w świecie nowoczesnych technologii nasze dzieci są wręcz bombardowane nowymi treściami.

Ta publikacja pokazuje dzieciom, że smutek, lęk czy ekscytacja to naturalne emocje, które mogą odczuwać i które są po prostu „okej”. Z kolei dla rodziców to czytelny przewodnik i wsparcie do budowania bliskości - bo nic bardziej nie łączy jak wspólnie przeżywane historie. 

Książeczka trafiła już do ponad 450 krakowskich przedszkoli w nakładzie ponad 35 tysięcy. Dzięki wsparciu logistycznemu InPostu mogliśmy wyjść z nią tak szeroko. Jestem wdzięczny, że ludzie dobrej woli chcą włączać się w nasze działania i budować lepszy świat dla naszych dzieci. 

Akcja fundacji Zróbmy sobie Kraków
Akcja fundacji Zróbmy sobie Kraków

Według założeń, Fundacja nie chce zmieniać, ale wzmacniać. Widzimy, że zrobiliście przez ten rok naprawdę dużo, ale czy na pewno w każdej sytuacji wystarczy wzmacniać, bez gruntownej zmiany? 

Racja, zmienić jest dużo łatwiej, niż powalczyć o coś co działało, ale teraz na przykład sobie nie radzi. Albo powalczyć o coś, co wymaga czasu. Praca w „Zróbmy sobie Kraków” to nie jest droga na skróty. Działamy ze świetną ekipą, która ocenia, czy w danej sytuacji ratujemy to co jest i budujemy, czy mówimy sobie „okej, to wymaga zmiany” i razem z podmiotami, których to dotyczy opracowujemy nową drogę.

Tak jak pani redaktor cytowała nasze hasło, zainspirowane Waltem Disneyem „jeśli masz odwagę o czymś marzyć, miej odwagę to zrobić”, myślę, że sukces właśnie na tym polega, by poza motywacją mieć w sobie jeszcze bardzo dużo konsekwencji. 

Fundacja to praca dzień w dzień i ramię w ramię. Efekty mówią same za siebie.

Akcja fundacji Zróbmy sobie Kraków
Akcja fundacji Zróbmy sobie Kraków

Wymarzona droga dla Fundacji za … 10 lat?

Stawiać w centrum drugiego człowieka, tak jak ma to miejsce teraz. Ale również naszych czworonożnych przyjaciół, przyrodę, naukę. I to nie jest wymarzona droga dla Fundacji, bo nie o nas tu chodzi. To wymarzona droga dla mieszkanek i mieszkańców Krakowa, bo to dla nich jesteśmy, działamy. 

A droga Fundacji będzie obierać takie trasy jakie wytyczą nam oni - w swoich potrzebach i marzeniach. Bo właśnie o to chodzi w „Zróbmy sobie Kraków” - by być cichym aniołem, który dmucha w żagle. 

Tym bardziej cieszy mnie nagroda którą za pośrednictwem państwa portalu przyznali nam mieszkańcy. Lider „zaangażowania społecznego” to ogromne wyróżnienie po zaledwie 12 miesiącach aktywności, ale i wielkie zobowiązanie, którego chcemy dotrzymać.

Niech więc takie te najbliższe 10 lat drogi będą. Z ludźmi i dla ludzi, bo to o nich jest ta historia, którą z dumą piszemy.