Będzie opłata za deszczówkę?
Władze Krakowa szykują się do sprawdzenia możliwości pobierania opłat za odprowadzanie do kanalizacji wody pochodzącej z opadów i roztopów. Mieszkańcy innych miast w Polsce płacą za to nawet od 22 lat.
Kwestia opłat za deszczówkę pojawia się co jakiś czas. Teraz rząd Prawa i Sprawiedliwości zajął się tym tematem: zgodnie z propozycją, opłatę powinny uiszczać gminy, zwłaszcza te najbardziej zurbanizowane, o gęstości zaludnienia powyżej tysiąca osób na kilometr kwadratowy. Te raczej nie będą skłonne wydawać z własnej kieszeni i sięgną do portfeli mieszkańców.
Na razie informacji na ten temat jest niewiele. Prezydent Krakowa powołał zespół zadaniowy, który ma tę kwestię przeanalizować. – Do jego zadań należeć będzie opracowanie modelu ustalania i pobierania odpłatności za odprowadzenie do kanalizacji opadowej wód pochodzących z opadów i roztopów na terenie gminy – informuje Jan Machowski, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Krakowa.
Za co się płaci?
Wysokość opłaty zależy od wielkości powierzchni utwardzonej. W Koszalinie taki podatek od deszczówki funkcjonuje od 10 lat – tam mieszkańcy płacą za metry kwadratowe powierzchni, która nie przepuszcza wody do gruntu, czyli np. chodniki czy podjazdy. W Bielsku-Białej taki system obowiązuje od 1995 roku. Wrocław również kilka lat temu wprowadził podobną opłatę: za metr sześcienny ścieków opadowych mieszkaniec musi zapłacić 1,59 zł brutto. W Bydgoszczy przez najliższe trzy lata za odprowadzanie do ścieków wody płacić będą zakłady usługowe i przemysłowe.
Jaka stawka za metr kwadratowy miałaby w Krakowie obowiązywać? Jak informuje Jan Machowski, prace zespołu zadaniowego rozpoczną się na początku lutego tego roku. Dopiero po kilku spotkaniach będzie można pokusić się o jakiekolwiek konkrety.