Bez zgody na manipulację, cz. I [ROZMOWA]

Jest dyrektorem jednej z najważniejszych instytucji kultury w Polsce. Przyznaje, że ceni sobie poważną krytykę i nie rozumie plotek rozsiewanych na jej temat. O współpracy w kulturze i o tym, że nie wolno pozwalać na manipulację, w pierwszej części rozmowy z LoveKraków.pl ,opowiada Zofia Gołubiew, Dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie.

Natalia Grygny, LoveKrakow.pl: Stoi Pani na czele jednej z najważniejszych instytucji kultury w Polsce. Jak zarządzanie nią wygląda z perspektywy kobiety?

Zofia Gołubiew, Dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie: Niewiele się różni od perspektywy mężczyzny. Oczywiście: kobiety i mężczyźni różnią się w życiu podejściem do pewnych spraw. Nie dzielę jednak w ten sposób świata. Nigdy nawet nie myślałam, jak pełnić tę funkcję: po męsku czy po kobiecemu? Uważam, iż różnica polega m.in. na tym, że dostrzegam pewne drobiazgi, których „typowy” mężczyzna nie zauważa: zły podpis na wystawie czy niewłaściwy ubiór pracownika. Kolejną kwestią jest to, że mam empatyczny stosunek do ludzi. Patrzę nie tylko na dobro instytucji, ale także na losy pracowników. Jeżeli dana osoba ma kłopoty, ktoś z jej rodziny choruje, wówczas –  na ile to jest możliwe –  staram się pomóc lub nie zwalniać tego kogoś, jeśli akurat jego nazwisko widnieje na takiej liście. Kobiece podejście do ludzi jest empatyczne.

Prowadzenie największego muzeum w Polsce wymaga jednak nieraz zwykłej, „męskiej” ręki. Mam taką zasadę, że nie rządzę autorytarnie. Słucham ludzi. Wynika to nie tylko z wielkości instytucji, ale również z jej różnorodności. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że muzeum to nie tylko obrazy na ścianach. Zatrudniamy inżynierów, techników, informatyków, finansistów, prawników, archeologów, historyków sztuki, fizyków, chemików… Naszym zobowiązaniem jest również działalność naukowa, edukacja i upowszechnianie, czyli przede wszystkim wystawy. Instytucja ma różne zadania i problemy z tego wynikające, to wymaga wiedzy z wielu dziedzin, więc dopiero współpraca ludzi sprawia, że dane przedsięwzięcie może się zakończyć sukcesem. Po wysłuchaniu określonych racji, podejmuję „po męsku” decyzję.

Dyrektor musi mieć w sobie pokorę? Czy wręcz przeciwnie?

Uważam, że pokora jest bardzo cenną cnotą i dużą wartością. Dlatego staram się ją mieć. Nie jestem jednak pokorna wobec wszystkiego i wszystkich. Mam tutaj na myśli, przykładowo, władzę, zwłaszcza polityczną. Jestem jednak pokorna wobec tradycji Muzeum, jego historii oraz fantastycznych zbiorów. Dlaczego powinnam mieć pokorę? Za przykład podam wystawę „W przestrzeni smoka”. Pracuję w Muzeum od bardzo dawna, a mimo to nie wiedziałam, że mamy aż tak piękną i cenną kolekcję chińską. Trzeba cały czas wiedzieć, że coś może zaskoczyć. Poza tym, nie ma takiego omnibusa, który znałby się na wszystkim. Moja pokora polega też na tym, że doceniam wiedzę i doświadczenie moich kolegów–kustoszy. Jednak absolutnie żadnej pokory wobec głupoty, nacisków i manipulacji, które czasami „płyną” z góry czy z mediów. Trzeba zawsze mieć własne zdanie.

Krytyka działa na Panią motywująco?

Jeżeli jest konstruktywna, to tak. Przypomnę tutaj wystawę Katarzyny Kozyry. Wówczas nie była to tylko krytyka, ale i manifestacje, pikiety. To mnie śmieszyło, nudziło i denerwowało. Zastanawiałam się, dlaczego ludzie zareagowali właśnie w taki sposób, skoro w tym samym czasie w MOCAK-u miała miejsce wystawa akcjonistów wiedeńskich, czyli sztuki o wiele bardziej drastycznej. Nikt tam nie reagował, a w odniesieniu do Muzeum Narodowego miały miejsce takie zdarzenia. Ta sytuacja uświadomiła mi, że ludzie mają pewne konkretne wymagania wobec narodowej instytucji. Nie powinna być ona miejscem eksperymentów i działań prowokacyjnych, ale ma pokazywać rzeczy w pewien sposób już uznane. Dla mnie sztuka Kozyry jest już klasykiem, dlatego wydawało mi się, że i dla innych jest to oczywiste. Cenię sobie krytykę, ale by była ona nie tylko konstruktywna, ale też poważna i nie była opluwaniem bez sensu.

Niegdyś, podczas naszej rozmowy wspomniała Pani, że „kultura jest cienką warstewką i należy o nią dbać”. Jednak czy możliwa jest całkowita współpraca w tej kwestii pomiędzy instytucjami? Zawsze istnieje pierwiastek rywalizacji.

Oczywiście, że jest możliwa. W kulturze winna występować normalna, zdrowa konkurencja. Niszczenie tej „warstewki”, o której wspominałam, odnosi się do zazdrości i niezdrowej rywalizacji. Na przykład – zdaję sobie sprawę z tego, że pewne osoby rozsiewają na nasz temat plotki. Próbuje się zepsuć opinię nie tylko mnie, ale również Muzeum i niektórym moim kolegom odpowiedzialnym za funkcjonowanie tej instytucji. To jest paskudne.  Również niektóre media nie są nam życzliwe. Moim zdaniem, obowiązkiem dziennikarza jest napisanie na temat dobrze zorganizowanej wystawy, która odbywa się w instytucji  takiej jak Muzeum Narodowe. Zdarza się jednak, że dziennikarze niektórych gazet piszą o jakiejś niewielkiej nawet wystawie, a o nas nie. Nie wiem, czy to kwestia niechęci, czy zazdrości. Byliśmy ogromnie szczęśliwi, że słuchacze radiowej Trójki uznali wystawę Stanleya Kubricka wydarzeniem roku, a niektóre media zlekceważyły tę wystawę całkowicie, co było ich świadomą działalnością. Mówię o liczących się w skali kraju mediach. Zwróciłam się do nich osobiście, jednak niewiele to dało. A przecież dziennikarzowi nie wolno kierować się sympatiami. Jeżeli jest coś ważnego do przekazania publiczności, jest to jego obowiązek. Nas kosztuje o wiele więcej przebicie się do świadomości społecznej, jeśli nie mamy tego wsparcia. Mam jednak nadzieję na to, że Internet nie pozwoli na manipulowanie informacjami. Bo to właśnie manipulacja niszczy cienką warstewkę kultury.

Skoro w kulturze dzieje się tak wiele, to dlaczego Pani zdaniem informacja o tym nie ma szans z innymi tematami? Teraz wszystko nastawione jest na szybki przepływ informacji.

Ma pani rację, używając słowa teraz. Z racji mojego wieku, opowiadań rodziców i odpowiedniej lektury wiem, jak to się odbywało kiedyś. Sztuka była przedmiotem pasji, kłótni medialnych, czasami kończyło się to tragediami. Teraz jest kompletnie nieważna. Istnieje wiele przyczyn tego stanu rzeczy, widoczne jest przede wszystkim ogólne „spłycenie”. Znaczącym medium nadal jest telewizja. Poziom niektórych programów jest żenujący, co kształtuje świadomość i wrażliwość odbiorców. Jeżeli ktoś jest wychowany w taki sposób, że najważniejsze jest wypicie piwa czy zrobienie grilla, to trudno wymagać, żeby przyszedł później na wystawę Boznańskiej. Warto choćby przypomnieć, na czym polegał Kabaret Starszych Panów. Wysoka kultura przy wielkim poczuciu humoru – szczypta poezji, ironii i wspaniałej gry aktorskiej. A dzisiaj? Ordynarne wygłupy w kabaretach… Groza. Kiedy byłam w Pani wieku, też chciałam zmieniać świat. Miałam kiedyś takie marzenie, żeby po serwisie informacyjnym w telewizji i po wiadomościach ze świata sportu, pojawiał się parominutowy program dotyczący sztuki. Jednak kopanie piłki jest ważniejsze i lepiej się sprzedaje. Spędzanie czasu w galeriach… handlowych, nie sztuki – tak to dzisiaj wygląda. To niepokojące i smutne, bo za tym idzie zanik wartości. Tylko pieniądz, konsumpcja i byle jaka rozrywka rządzi tym wszystkim. Już nie wierzę, że zmienię świat, ale pamiętajmy, że kropla drąży skałę.

Niegdyś ważna była jakość, teraz ilość.

Znowu używa pani słowa mi bliskiego. Nawet do naszej Misji muzealnej zaproponowałam, żeby wpisać słowo „jakość”. Jakość wszystkiego, co robimy. Czy to będzie wystawa (jakość wystaw jest naszym wyróżnikiem), wydawnictwo czy działalność edukacyjna, a także stosunek wartownika czy pilnującej do zwiedzającego. Mamy mieć najwyższą jakość, do której wciąż dążymy. Nie wiem, czy zauważyła pani taką prawidłowość: jeżeli w jakimś miejscu jest kosz, to ludzie nie śmiecą dookoła. A jeśli go nie ma, to wręcz przeciwnie. Jeżeli ktoś stara się o jakość pracy, to myślę, że to wpłynie na innych. Przed Muzeum pokazujemy obecnie „labirynt” Leona Tarasewicza. Gmach Muzeum znajduje się nieopodal akademików i stadionów. Byliśmy już świadkami aktów wandalizmu. Niepokoi mnie, czy ponownie nie dojdzie do tego typu działań, miejmy nadzieję, że nie.

Zauważyłam, że do tego, co znajduje się w przestrzeni publicznej, często brak szacunku. Zapomina się o tym, że powinno to służyć innym ludziom.

Dlatego chodzi o to, żeby tę przestrzeń szanować. Tak jak wspominałam: jeżeli ją się odpowiednio elegancko przygotuje, to ktoś zastanowi się nad tym, żeby nie wyrządzać szkód. W przeszłości, naszą ambicją było równanie do góry, do wzorców kultury. A teraz? Teraz występuje równanie w dół. Im bardziej prymitywne zachowanie, tym bardziej się to podoba.