Bezzębna ustawa. Reklamy wygrają?

Chwalona na lewo i prawo ustawa krajobrazowa jest obecnie oceniana bardzo negatywnie. W zamyśle projektodawcy miała dać samorządom skuteczne narzędzia do walki z reklamami, które szpecą przestrzeń publiczną. Zdaniem aktywistów miejskich, do tego nie dojdzie, a reklamy jak stały, tak stać będą. Prezydent Majchrowski ubolewa nad obecną formą ustawy i twierdzi, że w oczekiwaniu na jej uchwalanie, miasto specjalnie zwlekało ze stworzeniem lokalnego prawa.

Pierwsze zastrzeżenie dotyczy taryfikatora kar. Maksymalna grzywna za nielegalną reklamę wynosi 5 tysięcy złotych. Przy setkach tysiącach, które wpływają do kas agencji umieszczających ogromne banery, są to grosze. Dla przykładu: roczny dochód z nielegalnej reklamy na Hotelu MDM w stolicy wynosi 1,2 mln złotych. Podobne ceny są za miesiąc ekspozycji na byłym hotelu Forum czy Cracovia. Senator Janusz Sepioł w rozmowie z nami kilkanaście dni temu przekonywał, że kara będzie wlepiana do skutku. Nic z tego.

Kolejny problem dotyczy definicji szyldu.  – Ustawa krajobrazowa słusznie zwalnia od opłat reklamowych szyldy. Niestety, definiuje je tak nieprecyzyjnie, że za szyld można uznać także wielką szmatę. Dlaczego? Wystarczy bowiem, że treść prezentowana na niej będzie miała związek z działalnością prowadzoną w budynku, na którym została wywieszona – tłumaczą organizatorzy akcji „Posprzątajmy reklamy”. Zachęcają oni, aby wysyłać listy elektroniczne do senatorów w tej sprawie. Internauci z całej Polski wysłali już ponad 10 tys. maili z apelem o zmiany.

Sepioł: są dwie drogi

W środę na posiedzeniu połączonych komisji senackich, politycy będą debatować nad kwestią, jak zmienić projekt ustawy, tak aby jednocześnie spełniła wymagania aktywistów miejskich, ale również nie zaszkodziła osobom postronnym i była możliwie skuteczna.

– W ustawie założono dwie możliwości karania za bezprawne umieszczanie reklam. Pierwsza wynika z ustawy o wykroczeniach, czyli do dyspozycji jest kara grzywny czy przepadek mienia. Drugą drogą daje regulacja o opłatach lokalnych, zgodnie z którą można nakładać wysoką opłatę na właściciela nieruchomości  - tłumaczy senator Janusz Sepioł.

– Problem polega na tym, że biuro legislacyjne sejmu zwróciło uwagę, iż za jeden czyn nie można karać w dwojaki sposób. Trzeba wybrać. Albo podnosimy opłatę, albo traktujemy to jako wykroczenie. Nie można być dwukrotnie ukaranym – mówi Sepioł.

Na posiedzeniu pięciu senackich komisji, senatorzy będą dyskutować, który sposób jest bardziej efektywny. – Trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy idziemy drogą wykroczenia, gdzie kara jest niska, ale oferuje więcej narzędzi, czy tą finansową. Wydawać by się mogło, że wysokie opłaty są skuteczniejsze, ale może się okazać, że będą nie do wyegzekwowania – uważa polityk Platformy Obywatelskiej. Dlaczego? – Proszę sobie wyobrazić biedną emerytkę. Na jej płocie wisi reklama, my naliczamy ogromną opłatę, a z czego ona zapłaci? – obrazowo opisuje senator.

Prezydenci za mocniejszą ustawą, a Majchrowski?

Negatywnie do zmian w projekcie ustawy odnieśli się również prezydenci wielkich miast. – Można powiedzieć, że ustawie wyrwano zęby i nie spełnia ona oczekiwań mieszkańców miasta – stwierdziła Hanna Gronkiewicz-Waltz. Natomiast prezydent Poznania, Jacek Jaśkowiak, uważa, że kwota 5 tys. złotych jest śmieszna. – Musimy mieć narzędzia by nasze miasta wyglądały jak te zachodnie, bez krzykliwych reklam stojących jedna przy drugiej – twierdzi Jaśkowiak.

– Do tej pory Kraków problem reklam starał się rozwiązać prawem miejscowym, czyli wprowadzeniem Parku Kulturowego. Różnica w centrum miasta jest już widoczna gołym okiem, ale minusem takiego rozwiązania jest to, że nie obejmuje ono całego miasta – mówi prezydent Jacek Majchrowski.

Zostały same dziąsła

Prezydent nie ukrywa, że wiązał spore nadzieje z ustawą. Dodatkowo, jak twierdzi Majchrowski, miasto spowolniło pracę nad uchwałami dotyczącymi stworzenia nowych obszarów objętych ochroną.

– Wygląda jednak na to, że miasta nadal będą musiały w dużej mierze liczyć same na siebie i lokalne rozwiązania. O ile intencja ustawy jest jak najbardziej zgodna z naszymi oczekiwaniami, to jednak kwestie związane z egzekwowaniem przepisów pozostawiają już wiele do życzenia, a to może spowodować, że ograniczenia dotyczące umieszczania reklam pozostaną jedynie na papierze – komentuje gospodarz miasta.  – Zgadzam się z opinią prezydent Warszawy, że „mieliśmy mieć szczęki z zębami, a zostały nam same dziąsła” i liczę, że zostaną wprowadzone poprawki, które w rzeczywisty sposób dadzą samorządom narzędzie do uporządkowania przestrzeni – dodaje.