Bigos po krakowsku

Zbliża się Tour de Pologne. Jak sama nazwa wskazuje, pierwsze dwa etapy odbędą się we włoskich Alpach. Niestety, pozostałe sześć już w Polsce.

[Chór] Z ziemi włoskiej do Polski!

No, magicznie. Z tej okazji w Olkuszu rozwinięto asfalt, a w Krakowie urządzono Dzień Pieszego Pasażera. Konkretnie dwa dni, bo szanowny peleton zechciał odwiedzić Miasto Królów we wtorek i sobotę. Zmienione zostaną trasy 35 linii tramwajowych i autobusowych, a najważniejsze ulice, z ul. Konopnickiej i Wielicką na czele, czasowo przeobrażą się w tory kolarskie.

I tak zwykle są nieprzejezdne.

Czesław Lang to prawdziwy arcymistrz organizacji wyścigów. Każda edycja Tour de Pologne wyzwala niewyobrażalne pokłady emocji. U kierowców i pasażerów komunikacji miejskiej.

***

W Krakowie ubywa krwi, a przybywa komarów. Przypadek?

[Chór] Nie sądzę.

Sprawa to jednak istotna, więc kto może - niech jedzie na ul. Rzeźniczą (punkt krwiodawstwa na ul. Rzeźniczej - kocham Kraków). Sejm ostatnio przegłosował ustawę, dzięki której nie zostaniecie zawieszeni za nogi nad miednicą. Co to, to nie! Rozsiądziecie się w wygodnym fotelu, a urocza pielęgniarka spuści z was pół litra płynu (czerwonego!), wręczy czekoladę i zwolnienie z roboty. A jeśli dorównujecie urodą autorowi, może nawet na kawę się umówi.

***

Najbardziej znana ślepa ulica odzyska, a właściwie otrzyma wzrok. Trochę mi jej szkoda. Patrona, ŚP Stanisława Lema lubię, więc cieszyłem się, że jego ulica - ze względu na swoją ślepotę - przez tyle lat nie widziała korków. Teraz zakończy się jej spokojny żywot pośród drzew i krzewów.

Z drugiej strony upór urzędników, usilnie próbujących wylać 150 metrów asfaltu, szczerze podziwiam. Nie załamały ich serie niepowodzeń i daremnych prób. Mężnie stawiali odpór przeciwnościom i opłaciło się. Niebawem spiją śmietankę! Aż chce się zacytować patrona ulicy:

"Wielkie dzieła powstają nie dzięki obłędowi, lecz mimo niego".

***

Odrobina polityki.

[Chór] Zieeeeeew...

Wiem, ja też ziew, ale czasem trzeba. Miłościwie nam panujący prezydent rozdał trochę miejsc w radach nadzorczych miejskich spółek Platformie Obywatelskiej. Wielu twierdzi, że to w skali mikro-, makro-, a nawet hiperregionu informacja o wadze strategicznej.

Tia... Zanim zainteresują się nią Snowden, Assange i ta fajna ruda z Kremla, zdradzę wam pewien sekret. Jeszcze pierwsza tańcząca szyna z Dunajewskiego nie zdążyła wyjechać z huty, a stołeczki w radach nadzorczych były już przydzielane z klucza politycznego. Od zawsze. A na przeciętnego krakusa ma to taki wpływ, jak cena kiwi na targu w Kuala Lumpur.

Istotne jest coś innego. Do polityki miejskiej niepostrzeżenie, tylnymi drzwiami wkradła nam się polityka z Wiejskiej. Panowanie Majchrowskiego można oceniać różnie, ale trzeba mu przyznać, że przez długie lata chronił Kraków przed zakusami partyjnych szaraczków z końca łańcucha pokarmowego.

Teraz sam zaprosił do stołu biesiadników, którzy mimo usilnych prób nie wyszarpali jeszcze przytulnego M1 w hotelu sejmowym. Za to chcą robić politykę lokalną według sprawdzonych wzorców swoich bardziej znanych kolegów z Warszawy. I zaczęli harce, hulanki, swawole, układziki, prztyczki i szpileczki.

A nasz bard przecież prosił: "Nie przenoście nam stolicy do Krakowa..."

***

Na koniec dykteryjka w temacie, zasłyszana od mojego wykładowcy (nie byle popierdółka, tylko były prokurator wojskowy, więc na umówiony znak-sygnał, do salwy!)

Wiecie jaki jest szczyt politycznej perwersji?

Wysunąć na czoło członka z ramienia.

Czołem!