Blaszka, dwie śruby i ogromne wsparcie. Piłkarz Wisły bał się o przyszłość
Spokojna zima, ale z innymi planami
– To bardzo spokojna przerwa zimowa, choć wyobrażałem ją sobie trochę inaczej – przyznaje zawodnik Białej Gwiazdy. Rok temu sytuacja była znacznie trudniejsza, a jeszcze wcześniej – w Resovii – walczył o utrzymanie i ostatecznie zespół spadł do II ligi.
– Myślałem, że po rundzie jesiennej będę pomagał kolegom na boisku. Jak widać, poradzili sobie świetnie. Teraz moim zadaniem jest wrócić do zdrowia, powalczyć o skład i razem z drużyną obronić pierwsze miejsce oraz potwierdzić awans – podkreśla Rafał Mikulec.
„Nawet na bramce mogę stanąć”
Piłkarz nie ukrywa, że jest gotów na różne role. Choć nominalnie występuje na lewej obronie, deklaruje otwartość na inne pozycje.
Skrzydło mogłoby być ciekawą opcją także ze względu na nawyki obronne. On potrafi bronić, a część skrzydłowych ma z tym problemy. – Lubię dużo biegać. Mógłbym pomóc i z przodu, i z tyłu, ale wszystko zależy od decyzji trenera – zaznacza.
Krok po kroku
Zawodnik wraca po bardzo poważnej kontuzji nogi, której doznał w majowym barażu z Miedzią Legnica. – Robię wszystko z drużyną, jedynie nie gram jeszcze w sparingach. Trenuję normalnie. Został delikatny dyskomfort pod kolanem, ale to kwestia czasu – tłumaczy.
Jak zaznacza, jest na ostatniej prostej, by móc skupić się tylko na walce o skład. – Przeciążyłem trochę kość pod kolanem, fizjoterapeuci nad tym pracują. Jeśli noga „puści”, plan był taki, żebym zagrał w ostatnim sparingu w Turcji – zdradza.
W sobotę podopieczni Mariusza Jopa zmierza się z czeską Mladą Boleslav.
Ogromne wsparcie po kontuzji
Po urazie mógł liczyć na dobre słowo nie tylko rodziny i klubu. – Od kibiców, zawodników, nawet od reprezentanta Polski Michała Karbownika, którego wcześniej nie znałem. Ja i moja rodzina czuliśmy ogromne wsparcie, choć nie byliśmy w stanie odpisać na wszystkie wiadomości – mówi.
W nodze zostały trwałe ślady po operacji. – Mam blaszkę od kolana do końca piszczela i jedną śrubę. Z tym mam normalnie funkcjonować i grać. Druga śruba została już usunięta.
„Psychicznie było trudniej niż fizycznie”
Najtrudniejszy moment nie dotyczył jednak samego bólu, choć sam moment kontuzji wyglądał koszmarnie. – Zdecydowanie ciężej było psychicznie. Pojawiały się myśli, czy w ogóle wrócę do piłki – przyznaje szczerze.
Pomogły rozmowy z żoną i innymi zawodnikami, którzy odnieśli podobne kontuzje. – Gdy zacząłem delikatnie biegać, wszystko w głowie zaczęło się układać – uśmiecha się.
Nie ma problemów, by wracać pamięcią do momentu urazu.