Bramkarz Wisły Kraków: W końcówce nie odpuszczaliśmy na krok
Thriller przy Reymonta
Krakowianie po raz ostatni nie stracili gola 30 listopada, gdy u siebie wygrali 3:0 ze Stalą Mielec. W pięciu kolejnych spotkaniach Patryk Letkiewicz był pokonywany raz, a w piątek dwukrotnie wyciągał piłkę z siatki. Najpierw po bardzo dobrze wykonanym stałym fragmencie głową trafił Bartosz Kwiecień, a drugi raz skapitulował po skutecznej dobitce Mateusza Bochnaka.
– Było dużo emocji. Na szczęście skończyło się tak jak chcieliśmy. Cieszy, że końcówka była bardzo mocna i nie odpuszczaliśmy na krok. Wierzyliśmy do ostatniej minuty i się udało – komentuje Letkiewicz.
Patryk Letkiewicz nie rozmyśla o błędach
Tym razem 21-letni zawodnik uniknął wpadki. Taka zdarzyła mu się przeciwko Zniczowi Pruszków i Biała Gwiazda straciła prowadzenie.
– Za dużo takich błędów popełniłem, żeby o tym rozmyślać. Nie siedziało mi to w głowie – mówi o ostatnich dwóch tygodniach bez gry.
Uważa, że popełnił błąd, który zdarza się bardzo rzadko, ale całkowicie nie da się go wyeliminować.
Bramkarz lidera I ligi i obrońcy słali trochę piłek na wysokiego Jordiego Sancheza, który debiutował w wyjściowym składzie. Letkiewicz przyznaje, że nie było to główne założenie na piątkowy wieczór. Tak wyszło, bo wiedzieli, że Hiszpan dobrze gra głową i się zastawia, a rywale mieli z tym duże problemy.
Walka o kibiców Wisły: Dla nich wyjazd jest świętością
Zawodnik krakowskiego klubu otrzymał powołanie do reprezentacji do lat 20. Cieszy się z wyróżnienia i po cichu liczy, że zostanie zauważony także w kadrze młodzieżowej (U-21.).
Pytany o decyzję prezesa Jarosława Królewskiego, by nie pojechać na mecz do Wrocławia ze Śląskiem, odpowiada dyplomatycznie. On na to nie ma wpływu, dostosował się, a drużyna trzymała się razem.
– Piłka jest dla kibiców. Na stadionie powinny być kibice gości i gospodarzy, by wspierać drużyny. Dla ludzi, którzy przychodzą na nasze mecze, wyjazd jest świętością i odbieranie im tego jest czymś złym – podkreśla.