Carlsberg, Kwiecień, plany transferowe i partner z Holandii. Rozmowa z Jarosławem Królewskim
Rozmowę przeprowadziliśmy wraz z innymi przedstawicielami mediów po ogłoszeniu współpracy krakowskiego klubu z firmą Carlsberg.
Jak udało się połączyć te dwie marki?
Jarosław Królewski, właściciel i prezes Wisły Kraków: To efekt ciężkiej pracy zespołu Tomasza Czwartkiewicza. Carlsberg jest znany wszystkim – od wielu, wielu lat wspiera sport, wspiera duże inicjatywy sportowe, między innymi puchary europejskie. Myślę, że to jest pierwsza tego typu współpraca w Polsce. Do podpisania kontraktu potrzebna jest zgodność interesów na poziomie światowym. Dla nas to jest bardzo ważna umowa, wieloletnia, która daje bardzo dobre warunki. Jesteśmy z niej zadowoleni.
Umowa z Carlsbergiem to dzisiaj kolejna współpraca Wisły z marką globalną i miejmy nadzieję, że nie ostatnia. Myślę, że na stadion, do restauracji w przyszłym roku, będzie przyjeżdżać wiele różnych świetnych firm globalnych i będziemy pracowali, żeby ich było coraz więcej. Chcemy, by Wisła Kraków była klubem globalnym. Od wczoraj – za sprawą filmów z naszej fety – jesteśmy na ustach wszystkich: od Maroka, po Turcję, inne kraje. Jesteśmy z tego mega dumni.
Celebrujmy takie drobne momenty, bo pamiętamy, że kiedyś z legitymizacją Wisły w kontekście bycia partnerem biznesowym bywało różnie. Dzisiaj partnerzy tacy jak Carlsberg cenią naszą transparentność i to, jak podchodzimy do tego, co chcemy budować. To jest najlepsza ocena naszej pracy.
„Chcemy, żeby Wisła była klubem globalnym”
Piwa Carlsberg będą dostępne na stadionie. A co z Wiślackim, które powstało dzięki Socios?
Mamy umowę dotyczącą części komercyjnej dotyczącej piwa, natomiast mamy też komercyjną umowę marketingową z Carlsbergiem. Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Piwo Wiślackie nie znika, natomiast tym głównym będzie Carlsberg. Myślę, że Carlsberg wiąże się z Wisłą m.in. z tego powodu, że widzi pracę, która została wykonana w biurach. Tak jak wspomniałem, zespół pod dowództwem Tomasza Czwartkiewicza też udowadnia na co dzień, że ci partnerzy, którzy do nas dołączają, to są ambitne firmy. Uważam, że też Carlsbergowi podoba się ten charakter, który dzisiaj ma Wisła. To są też wartości, z którymi my się identyfikujemy i z którymi marki chcą się identyfikować. Wcześniej JD Sports, teraz Carlsberg. To już druga taka potężna marka u nas w Krakowie, więc pokazujemy cały czas, że idziemy do przodu. Myślę, że będziemy mieć jeszcze kilku sponsorów.
Czy to może być początek szerszej współpracy z Carlsbergiem? Przez 18 lat firma była sponsorem na koszulkach Liverpoolu.
Mamy bardzo wielu ludzi i potencjał już jest naprawdę potężny. Jest bardzo dużo różnych wspólnych inicjatyw, które mogą w przyszłości zaowocować czymś więcej.
Jak przebiega zapełnienie koszulki i spodenek meczowych sponsorami na kolejny sezon w ekstraklasie?
Do ostatnich dni czerwca będą prowadzone różnego rodzaju negocjacje. Pamiętajcie też, że my jesteśmy klubem, który stara się doceniać po prostu wszystkich sponsorów, których mamy. To nie jest tak, że ktoś da Wiśle trochę więcej pieniędzy i od razu wyeliminuje sponsorów, którzy byli z nami w trudnych momentach. To są dla nas ważne decyzje biznesowe. Moim zdaniem jest jeszcze miesiąc i będziemy wiedzieć więcej.
Ostatnie dni przyniosły duży skok dopaminy. Teraz trzeba to utrzymać, co jest bardzo trudne, żeby nadać potem charakter naszym kolejnym działaniom. Wiemy, że to jest tylko przystanek do tego, co Wisła chce robić. Oczywiście rytuały przejścia również dla mnie są ważne, natomiast nie możemy teraz spocząć na laurach, jest bardzo dużo pracy do zrobienia. Do ligi jest w zasadzie kilka tygodni. Sześć, osiem, w czasie których można zrobić różnicę. Tak naprawdę nie ma czasu, każdy dzień liczy się bardzo mocno. Moim zdaniem to jest kluczowe. Teraz lecę na dwa dni z prezydentem do Szwajcarii, a potem wracamy i będziemy ciężko pracować nad transferami, może będzie jakieś kolejne ogłoszenie.
Jarosław Królewski: Nie będzie szalonych decyzji
Trener Mariusz Jop przedłużył umowę na rok. Z czego wynika ta ostrożność?
Wszyscy bardzo mocno podnosili to, że Wisła nie podejmuje decyzji w sprawie trenera i tak dalej. Znacie mnie – wolę podjąć decyzję po analizie wszystkich danych, bo to działa też pozytywnie dla trenera. Jeśli idziemy dalej, to znaczy, że nie była to tylko emocjonalna decyzja, tylko jest poparta danymi, różnymi analizami tego, czego potrzebujemy. To zawsze jest też relacja. My też musimy wiedzieć, czego trener od nas wymaga, żeby pracowało mu się dobrze w ekstraklasie. Chcemy merytorycznie wzmocnić sztab, ponieważ w ekstraklasie będzie więcej aspektów analitycznych.
Oczywiście boisko zweryfikuje, jak doskonale wiecie. Natomiast jedno jest pewne: Wisła Kraków na pewno nie będzie podejmowała decyzji szalonych, niezależnie od tego, czy przegramy sześć meczów, czy wygramy sześć na starcie.
Wciąż czekacie na decyzję o finansowaniu projektu dotyczącego rozbudowy i rozwijania obiektu w Myślenicach. A co można tam doraźnie poprawić? Piłkarze od juniorów do drugiej drużyny trenują na sztucznej murawie, która jest w fatalnym stanie.
Chcemy, aby jeszcze przed rozpoczęciem sezonu weszła tam ekipa i poprawiła nam Myślenice. Zaczniemy od drobnych rzeczy, od takich infrastrukturalnych, które są dzisiaj możliwe do zrobienia. Za chwilę będzie gotowy stadion Dalinu Myślenice, więc prawdopodobnie tam mecze będzie rozgrywała druga drużyna. Będziemy musieli symetrycznie dać takie same warunki do treningu, na jakich potem grają zawodnicy, więc oczywiście o tym myślimy.
Jest partner z Holandii – z tych największych klubów – który mógłby się zająć naszą akademią. Mamy naprawdę bardzo ciekawe plany, żeby trochę tego kapitału intelektualnego jednak przynieść do Wisły. Dużo jest fajnych rzeczy, dużo ciekawych eksperymentów i będziemy starali się to wynosić na wyższy poziom.
Szachtar nadal na stadionie Wisły?
Czy wśród tych fajnych rzeczy jest nowa umowa z Szachtarem Donieck, który zakwalifikował się do fazy ligowej Ligi Mistrzów?
Szachtar jest kuszony przez kolegów z Warszawy czy ze Szczecina. Natomiast myślę, że czuli się bardzo dobrze i jak najbardziej jest to temat, który może powrócić. Natomiast nie będziemy się wypowiadać w imieniu Szachtara, bo to jednak jest oddzielna organizacja. Z naszej perspektywy mogę powiedzieć, że współpraca jest na takim poziomie, że warto byłoby ją kontynuować.
Wieczysta na pewno rozegra przy Reymonta baraże. A co z udzieleniem jej stadionu na kolejny sezon, jeżeli będzie występowała w ekstraklasie lub I lidze?
Mieliśmy spotkanie z władzami Wieczystej. Ustaliliśmy, że jeśli Szachtar nadal będzie chciał grać w Krakowie, to będzie tu występował.
Plany transferowe Wisły Kraków
Jako beniaminek ekstraklasy staniecie się jednym z udziałowców spółki Ekstraklasa SA. Co chcecie do niej wnieść? Jakiś ferment?
Możecie być pewni, że ja wniosę! Już mi mówili, że będę musiał się ogarnąć, ale myślę, że to mi nie grozi. Z tego co wiem, beniaminkowie raczej nie mają w pierwszym roku zbyt dużej władzy. Natomiast mamy dużo pomysłów na to, co byśmy chcieli jako Wisła Kraków zaproponować. Np. od strony technologicznej i jej rozumienia moglibyśmy pokazać parę różnych ciekawych rzeczy. Natomiast zobaczymy, jak bardzo Ekstraklasa będzie chciała z tego skorzystać.
Jeżeli chodzi o nas, to przez pierwsze pół nie chcemy pompować balonika, że myślimy o pucharach i wysokich miejscach. Chcielibyśmy po prostu poczuć, że przynależymy do tej ekstraklasy, spokojnie się utrzymać i po prostu na tym budować. Jeśli uda się coś więcej, to oczywiście będzie super.
Przykłady Arki i Bruk-Betu, które spadły po roku, są dla was ostrzeżeniem?
Arka Gdynia ma prezesa, który był prezesem Jagiellonii, więc widzicie, że transfer wiedzy z jednej organizacji do drugiej niekoniecznie musi gwarantować od razu nie wiadomo jakie sukcesy. Trzeba na te rzeczy uważać. Mamy zrobione badania i jednym z wniosków jest, że czasem lepiej ściągnąć słabszych zawodników, ale pasujących do konfiguracji. To podejście inne niż miały Pogoń czy Widzew, które skautowały super zawodników, ale trochę bez kontekstu. Nasze pierwsze analizy mówią o tym, że lepiej zainwestować w drużynę, która się rozumie na boisku i ją wzmocnić, niż dokonywać wielkiej rewolucji w nazwiskach, która wyburzałaby mechanizmy zbudowane w I lidze.
Finansowo z tymi najmocniejszymi klubami jeszcze nie możecie się boksować, ale obrazki takie jak z niedzielnej fety pomagają w negocjacjach?
Zdecydowanie mamy taką możliwość. Już wcześniej używaliśmy różnego rodzaju filmów, żeby zachęcać zawodników. Wisła będzie mądrze wydawać pieniądze. Jeśli nasz budżet wynosi X, to myślę, że niektórzy, którzy nie robią tego inteligentnie, będą płacić za to 4X. To nie będzie miało znaczenia, jaka jest różnica. Oczywiście wiemy, że te pieniądze są potrzebne, natomiast mamy plany, mamy pomysły na to, jak to zorganizować dobrze, więc będziemy spokojnie nad tym tematem pracować.
Powiedział pan w jednym z wywiadów, że będziecie bardziej się skupiać na polskich piłkarzach. Czy warunki finansowe wam na to pozwolą?
W zeszłym sezonie przegrywaliśmy polski rynek, bo graliśmy w I lidze. Zawodnikom trudniej było wybrać Wisłę, nawet jak się miało wielki sentyment ze stadionu czy ze wszystkiego innego. Natomiast dzisiaj nie ma tego problemu i myślę, że mamy wszystkie karty po swojej stronie. Chcielibyśmy oczywiście, żeby proporcja między obcokrajowcami a Polakami została zachowana. To jest nasze chciejstwo, nasz pomysł. Natomiast może się skończyć na tym, że te siedem, osiem nazwisk, które przyjdą, to będą jednak nazwiska zagraniczne. Ale spokojnie – myślę, że utrzymamy dobry balans w tym temacie.
Jarosław Królewski o Wojciechu Kwietniu: Nie lubię takiej narracji
Na kiedy jesteście umówieni z Wojciechem Kwietniem? Jakie są szanse, że zainwestuje w Wisłę?
Czekamy na koniec sezonu, bo to jest podstawa, żeby nie mieszać po prostu tych rozgrywek. Wszystkie tematy są otwarte i zawsze będą otwarte. Natomiast my też nie możemy sobie w Wiśle pozwolić na taką narrację, która teraz jest. To też pewnie nie wina Wojtka w tym wszystkim, ale otoczenia. Chodzi o to, że jeśli Wieczysta awansuje, to ten projekt będzie sobie trwał, a jeśli nie awansuje, to powiemy: „A, nie awansowaliśmy, bo tak naprawdę wiedzieliśmy, że chcemy iść w Wisłę”. To jest trochę takie szukanie sobie dzisiaj dwóch dróg wyjścia. Jak awansujemy, to fajnie, super, będziemy wspierać Wieczystą, a jak nie, to wszystkim powiemy, że naprawdę nie chcieliśmy awansować.
Ja nie lubię takiej narracji, ona mi się bardzo nie podoba. Jeśli chcemy coś robić, to musimy otwarcie powiedzieć, że chcemy coś robić i to wszystko. Natomiast my jesteśmy umówieni po sezonie. Od początku mówiłem, że wszystkie rozmowy na ten temat będą po sezonie i tak też również teraz będzie. Zupełnie inne emocje ma się po zakończeniu rozgrywek, zupełnie inaczej wyglądają negocjacje z zawodnikami i z potencjalnymi partnerami, więc nic się w tym temacie nie zmienia. Z Wojtkiem rozmawiam bardzo normalnie, dyplomatycznie. Staramy się aktualnie nie rozmawiać na te tematy publicznie, nie wizytować się wtedy, kiedy nie jest to potrzebne. Spokojnie do tego podchodzimy. Wisła ma swój pomysł na życie w ekstraklasie i wcale on nie jest tak kapitałochłonny.
Kibice Wisły będą przyjmowani na wyjazdach?
Myślę, że nie będzie już teraz klubu, który zgodzi się na taki „defekt intelektualny”, że będzie ryzyko miliona złotych kary. Wiecie, że to może rosnąć. Myślę, że kary będą większe w przypadku recydywy. Nie wiem, czy prezesi klubów, w szczególności miejskich, chcą mieć coś takiego na sumieniu. Nie mówię tylko i wyłącznie o karnych aspektach takiego funkcjonowania.
„Dolna część ekstraklasy jest na poziomie czołówki I ligi”
Przez cztery lata trochę poznaliście I ligę. Czy podziela pan zdanie trenera Puszczy Niepołomice, że młodzi polscy piłkarze są przepłacani?
Po części się zgadzam z trenerem Tomaszem Tułaczem, natomiast to jest też trochę wynik środowiska. Agenci chcą zarabiać jak najwięcej, więc im większe pensje, tym więcej zarabiają. Natomiast w tę stronę idzie to na świecie i nie ma się też na to za bardzo co obrażać. Prywatnie uważam, że w przyszłości – myślę, że niedalekiej, rok, dwa – powstaną jakieś globalne benchmarki, bo to idzie po prostu w złą stronę. To zaczyna być taka strefa, w której, mówiąc szczerze, można handlować wszystkim bez żadnych reguł. Więc nadużyć może być z tego powodu sporo, również takich typowo ekonomicznych, jak pranie brudnych pieniędzy czy coś w tym stylu. Jak nie mamy żadnych benchmarków, to praktycznie każdą transakcję można ukryć w transferze zawodnika, więc to też nie może tak funkcjonować w zdrowej ekonomii.
Jest pan przekonany, że młodzi zawodnicy Białej Gwiazdy, jak Maciej Kuziemka, poradzą sobie w ekstraklasie?
Jak wygrywaliśmy Puchar Polski i awansowaliśmy do eliminacji pucharów europejskich, to moim zdaniem napięcie i strach przed tym, że zagramy na tle europejskich drużyn był mniejszy niż teraz. Z całym szacunkiem, ale dolna część ekstraklasy jest na poziomie czołówki I ligi. Pokazują to wszystkie badania i też nie ma za bardzo co klękać. Będziemy chcieli grać futbol na „tak”, zresztą tutaj się nie da grać inaczej. Więc nie możemy wybrać taktyki Cracovii czy Wisły Płock, że będziemy stawać i kontratakować. Wisła Kraków ma to do siebie, że tutaj musi być performance, tu musi być gra, tu muszą być emocje. Myślę, że trener Jop będzie to gwarantował.