Chłodny powiew znad Finlandii przedarł się przez Kraków

Wieczorem 24 listopada Klub Studio wypełnił się odzianą na czarno i najczęściej długowłosą publicznością. Nic dziwnego – na scenie wystąpili Children of Bodom, fińscy królowie melodyjnego metalu.

Pierwszym supportem był fiński skład Medeia, którego twórczość można ulokować gdzieś między współczesnym death metalem a metalcorem. Występ zespołu trwał zaledwie pół godziny, a pod sceną zebrała się wtedy stosunkowo nieliczna – choć pozytywnie nastawiona – publika. Frontman zespołu pochwalił się znajomością polskich wulgaryzmów, co wzbudziło entuzjazm widowni. Po niezbędnej przerwie technicznej scenę opanowało Decapitated, czyli jedna z bardziej docenianych za granicą polskich formacji muzycznych. Wybór tej kapeli jako supportu może dziwić, wszak jej twórczość, szufladkowana jako techniczny death metal, jest znacznie  trudniejsza w odbiorze niż melodyjne Children of Bodom. Brutalne brzmienie pochodzącej z Krosna grupy spotkało się jednak z gorącym przyjęciem.  - W domu najlepiej – skomentował atmosferę wokalista, Rafał Piotrowski. Set Decapitated trwał około 40 minut i nie został przedłużony o bisy pomimo okrzyków publiki.

Gwiazdy wieczoru rozpoczęły swój występ utworem „Sixpounder” pochodzącym z albumu „Hate Crew Deathroll”. Co ciekawe, chociaż celem trasy Children of Bodom była promocja najnowszej płyty, „Halo of Blood”, Finowie zagrali tylko trzy utwory z tego wydawnictwa. Może to i lepiej – przecież najbardziej lubimy te kawałki, które już dobrze znamy. Z takiego założenia wyszedł również zespół i zaprezentował przekrojowy set zawierający większość przebojów grupy. Największy entuzjazm publiki – objawiający się najbardziej intensywnym pogo – wywołał utwór „Hate Crew Deathroll”. Nie obyło się bez humorystycznego akcentu: w pewnym momencie wokalista Alexi Laiho zapowiedział „Silent Night, Bodom Night”, chociaż ten kawałek został zagrany już parę chwil wcześniej, zaś muzyk miał na myśli „Bodom After Midnight”. Jak widać, nadużywanie jednego słowa w tytułach piosenek może być czasem nieco kłopotliwe… Zespół zakończył regularny występ utworem „Downfall”, nie dał się jednak długo prosić o bis. Ten niestety okazał się zaskakująco krótki: ze sceny wybrzmiało tylko „In Your Face”, podczas którego zespół wspomógł wokalista Medeii. Mimo próśb, gróźb i nawoływań fanów, Children of Bodom nie pojawili się już na scenie Studia.

Koncert Children of Bodom pozostawił pewien niedosyt – był zdecydowanie zbyt krótki. Trwał on wprawdzie około półtorej godziny, co teoretycznie jest standardową długością koncertu, mimo to czegoś jednak zabrakło (chociażby dłuższych bisów). Fani zespołu nie powinni mieć jednak powodów do narzekań – panowie z Finlandii zdecydowanie są w formie, zaś ich decyzję o skupieniu się na starszym materiale również należy ocenić in plus. Z pewnością było to jedno z najważniejszych metalowych wydarzeń w Krakowie w tym roku, które przewyższyć będzie mógł chyba tylko zbliżający się grudniowy koncert Theriona i Arkony. To jednak jest już kwestią gustu.

Rafał Sowiński

fot. Filip Radwański/lovekrakow.pl