Chuchają jakby chodziło o Camp Nou. A ma to być stadionik na góra kilka tysięcy osób
To nie wszystko. Bo, żeby obiekt był taki, jaki sobie początkowo wymarzono, trzeba jeszcze wybudować nową trybunę od wschodu. I żyć nadzieją, że przyjmie się posiana na murawie trawa. I że na wszystkie inne dodatkowe prace znajdą się pieniądze.
Na razie mamy półroczne opóźnienie w oddaniu inwestycji. Najbardziej cierpi na tym wykonawca, który z tytułu nieterminowego wywiązania się z roboty dziennie płaci kilkanaście tysięcy złotych umownej kary.
Kiedyś miotano tam kulami i biegało „na setkę”
Starsi kibice jeszcze pamiętają atmosferę starego stadionu przy Czerwonych Klonów. Na obiekt wchodziło się za darmo. Gdy przychodziło do rozgrywania meczów piłkarskich niższych klas czy zawodów juniorskich, zawodnicy i sędziowie musieli pielgrzymować na boisko ze znajdującego się po drugiej stronie ulicy „Jaskółczego Gniazda”. Bo tam znajdowały się szatnie.
Bo generalnie służył on lekkoatletom. Pod czujnym okiem trenerów Emila Wzorka czy Ryszarda Jasicza talenty szlifowali tam przyszli biegacze. Ale była też skocznia w dal, można było pchnąć kulą czy nawet rzucić oszczepem.
Było kameralnie i rodzinnie.
Każde igrzyska muszą mieć swoje Koloseum
Nowe życie w obiekt przy ul. Czerwonych Klonów miały tchnąć Igrzyska Europejskie z 2023 roku. Tarnów był jedną z aren zmagań sportowców. W Mościcach, na opisywanym stadionie, mieli rywalizować przedstawiciele piłki nożnej i szczypiorniaka w wersji plażowej.
Wpierw obiekt trzeba było gruntownie przebudować. A właściwie postawić od zera.
Projekty były gotowe jeszcze w grudniu 2021 roku. A w lutym następnego roku rozpisano przetarg. W listopadzie 2022 roku skompletowano wszelkie możliwe zezwolenia. Można było zaczynać.
Na początek zrównano z ziemią to, co było. Zburzono kamienną widownię i wały ziemne, a na boisko wysypano tony piasku, by stworzyć coś, co nazwano „Centrum Sportów Plażowych”.
Od strony zachodniej zaczęto budować trybunę główną na tysiąc osób, z pełnym zapleczem, które liczyło trzy kondygnacje. Zmieszczono w nim wszystkie urządzenia do obsługi stadionu. Nie zapomniano też o miejscach pracy dla dziennikarzy czy saloniku dla VIP-ów.
Przy nowym stadionie pomyślano też o parkingu.
Do ostatniej chwili ścigano się z czasem. Ostanie prace wykonywano, gdy nad Krakowem płonął znicz Igrzysk Europejskich.
Imprezy się odbyły, choć serc lokalnych kibiców olimpiada nie porwała. Większego wstydu nie było. Może poza sytuacją, gdy podczas jednego z meczów piłki ręcznej oderwał się kawał blachy z dachu i spadł w pobliże osób obsługujących wydarzenie. Szczęściem nikt nie ucierpiał.
Wszystko kosztowało niecałe 24 mln zł. Większość pieniędzy dało ministerstwo sportu. Tarnowski podatnik dołożył swoją cegiełkę w wysokości trzech milionów złotych.
Znicz zgasł, problem został
Gdy sportowcy wyjechali z Tarnowa w magistracie zaczęto głowić się, jak dokończyć całą inwestycję. Plaża, na której odbywały się zawody, coraz bardziej zaczynała przypominać krajobrazem pustynię.
Podczas jednej z wizyt na obiekcie, prezydent Tarnowa Jakub Kwaśny scenicznym szeptem rzucił w kierunku dziennikarzy.
Rozpoczęto szukanie pieniędzy na dokończenie prac. W lipcu 2024 roku udało się „wyklamkować” ponad 14 i pół miliona złotych u ministra sportu.
W tych pieniądzach arenę piaskową miano przerobić na pełnowymiarowe boisko piłkarskie. Wyściełać je miała murawa hybrydowa. To rozwiązanie, z którego korzysta się dziś na wielu boiskach świata. Po mieszance naturalnej trawy z syntetykiem biegają gwiazdy angielskiej Premier League czy włoskiej Serie A.
Murawa miała być podgrzewana i wyposażona w system nawadniania.
Trawę posiano jesienią ubiegłego roku. Były obawy, czy nie zniszczy jej mróz. Na razie jednak spokojnie kiełkuje. A nad jej wzrostem ma przyszłości czuwać specjalny człowiek, zwany w branży piłkarskiej grass-keeperem.
Tarnów obiecał ministrowi, że za otrzymane pieniądze wystawi jeszcze cztery maszty, na których umieszczone zostanie LED-owe oświetlenie.
Jupitery postawił, ale nowej trybuny nie zdołał wybudować. Ta nie wiadomo, kiedy powstanie. Brakuje pieniędzy.
Boisko „od wielkiego dzwonu”
Boiskiem piłkarskim, podobnie, jak większością obiektów sportowych w mieście zarządza Tarnowski Ośrodek Sportu i Rekreacji. To tam trzeba się zwracać z prośbą o możliwość użytkowania stadionu.
Najbardziej tęsknym wzrokiem na obiekt przy Czerwonych Klonów ma spoglądać drużyna IV-ligowej „Unii" Tarnów. Ale nawet jeśliby spotkała się z życzliwym przyjęciem, musi liczyć się z tym, że arenę mogłaby użytkować góra szesnaście godzin w tygodniu.
– Proszę pamiętać, że stadion pełni swoją funkcję raczej w kontekście wydarzeń sportowych To nie jest boisko treningowe. Wszędzie tak jest, że stadiony są wykorzystywane tylko na wydarzenia w postaci meczów ligowych, czyli turniejów, a od tego, żeby się szkolić, to będą inne obiekty – mówił w wywiadzie dla naszego portalu prezydent Jakub Kwaśny.
Co zatem mają począć, na przykład młodzi zawodnicy „Jaskółek”, chcący doskonalić na przykład umiejętności piłkarskie?
– Z tego co wiem, na przykład „Unia” Tarnów buduje obiekty treningowe w niedalekim sąsiedztwie – twierdzi prezydent.
Tarnowska klątwa stadionowa
Jak na blisko stutysięczne miasto przystało, Tarnów posiada kilka obiektów, które – z mniejszą lub większą rezerwą – można nazwać stadionami.
Nad trzema największymi ewidentnie ciąży jakieś fatum.
Gdy w 2017 roku oddawano do użytku wyremontowany obiekt lekkoatletyczny przy ul. Piłsudskiego, chwalono się nowoczesną nawierzchnią tartanową. Ale w biciu rekordów na stadionie „Błękitnych” przeszkodził od razu jeden fakt.
Otóż wybudowano tam sześć, zamiast ośmiu, torów dla biegaczy. Oszczędzono co prawda w ten sposób 1,5 miliona złotych, ale sprawiono, że na obiekcie wartym 8 milionów można jedynie truchtać dla zdrowia ewentualnie prowadzić lekcje wychowania fizycznego dla szkół.
Za to można to czynić przy sztucznym świetle, a po zajęciach pójść dodatkowo na siłownię. Skorzystać też z pobliskiego parku wodnego a nawet przespać się w odnowionym hoteliku.
Nad stadionem miejskim, zwanym dumnie „Jaskółczym Gniazdem” najlepiej byłoby spuścić zasłonę milczenia. Obiekt, użytkowany przez ostatnie lata przez Żużlową Sportową Spółkę Akcyjną jest kompletnie zdewastowany. Siedem milionów złotych wpompowane w ostatnim okresie przez samorządy miejski i wojewódzki na stadion okazały się kasa wyrzuconą w błoto. Żużla w Tarnowie nie ma, miasto na dalsze remonty dawać nie zamierza, bo nie ma z czego.
Stadion Miejskiego Klubu Sportowego „Tarnovia” może co prawda przyjąć na mecze piłkarskie V ligi 3000 widzów, ale w warunkach dalekich od komfortowych. Na stuletnim obiekcie przy ul. Bandrowskiego, obok dworca PKP, większego remontu od dawna nie uświadczył. Dotyczy to także małej hali sportowej czy ceglastych kortów.
Dość powiedzieć, że ekstraklasowa drużyna kobieca tego klubu swoje mecze domowe rozgrywała w Woli Rzędzińskiej.
Ale za to w sąsiedztwie boiska „Tarnovii” powstaje wielkie osiedle apartamentowców, budowane przez spółkę Browary Tarnowskie.