Chyba jednak lubimy poezję - 3. Festiwal Miłosza przeszedł do historii
Przez cztery dni najważniejszym tematem była poezja. Dla niektórych nudna i niezrozumiała, dla innych wyjątkowa i piękna. Festiwal Miłosza udowodnił, że tych drugich jest więcej niż mogłoby się wydawać.
W dniach 16 - 19 maja Kraków na pewno nie był ziemią wyjałowioną. Rozkwitła w nim bowiem poezja. I to nie byle jaka. W Małopolskim Ogrodzie Sztuki, gdzie odbywało się większość rozmów spotkać można było poetów z całego świata. Dyskutowali na tematy ważne nie tylko dla literatury, ale także dla społeczeństwa w ogóle. Oczywiście nie zabrakło wspomnień o Czesławie Miłoszu, głównym patronie całej imprezy. To jego twórczość i osoba po raz kolejny inspirowały organizatorów.
Bliskość twórcy
Festiwal Miłosza stwarza jedyną w swoim rodzaju okazję do bliskiego kontaktu z poetami i pisarzami. Zarówno polskimi (pojawili się m.in. Adam Zagajewski, Ryszard Krynicki, Janusz Szuber) jak i zagranicznymi. Niejednokrotnie zaproszone osoby po raz pierwszy odwiedziły Polskę jak np. argentyński poeta Juan Gelman, czy Lew Rubinstein. Zdarzało się, iż byli to twórcy dla uczestnika imprezy nieznani. W takim przypadku stawał on przed szansą doświadczenia i poznania czegoś nowego. Najbardziej niezapomnianymi spotkaniami wydają się jednak te długo wyczekiwane. Jak choćby z Julią Hartwig, które odbyło się trzeciego dnia trwania imprezy. Skromność, serdeczność i ciepły uśmiech artystki urzekły przybyłych gości. Po oficjalnej części każdy mógł podejść, poprosić o podpis oraz zamienić z nią kilka zdań. I chyba właśnie te krótkie chwile zupełnie osobistych spotkań są najbardziej wyjątkowe i ważne dla uczestników Festiwalu.
Zatańczyć z Miłoszem
Podczas Festiwalu miała miejsce projekcja filmu Joanny Helander i Bo Perssona pt. „Walc z Miłoszem”. Obraz jest zapisem rozmowy, jaką w 2001 roku przeprowadziła z noblistą Ewa Wójcik. Wpleciono w nią sceny ze spektakli Teatru Ósmego Dnia, który inspiruje się twórczością poety. Film pokazuje bardzo ludzką i zwyczajną twarz Miłosza, który śmieje się i żartuje, opowiada anegdoty, wspomina. Ale mówi także o trudnych chwilach i bolesnych przeżyciach. „Walc z Miłoszem” zdaje się zachęcać widzów do zobaczenia w nim przede wszystkim człowieka, a nie tylko wybitnego poety. Film pozwala na chwilę poczuć obecność nieżyjącego już twórcy. Jerzy Illg po niedzielnym seansie zaznaczył, iż obraz, kamera pozwalają uchwycić i zachować tych, których już nie ma. Obraz Joanny Helander i Bo Perssona właśnie to robi. Tworzy namiastkę obecności Miłosza, którego śmiech i żartobliwe uwagi wywołały uśmiech na twarzach publiczności zgromadzonej w sali kinowej.
O sprawach ważnych
W czasie imprezy odbyły się dwie ważne debaty. Sobotnia pt. „Zło - doświadczenie i literatura” po raz kolejny pokazała, iż pisarze zawsze podejmowali tematy ciężkie, często pokazując w jaki sposób zło objawia się w świecie, jak się realizuje. Niejednokrotnie korzystając przy tym z własnych przeżyć i doświadczeń.
Podczas dyskusji zatytułowanej „W cieniu Imperium” Norman Davies, Richard Lourie i Adam Pomorski poruszyli trudny temat Rosji. Wymiana poglądów Amerykanina, Anglika i Polaka była ciekawa i wzbogacająca, ponieważ każdy z nich przedstawił inne spojrzenie na ten kraj oraz odmienne opinie o jego obecnym stanie. Mówiono o przeszłości i historii, ale przede wszystkim o współczesności, o tym, jak Rosja wygląda dzisiaj i jacy są jej mieszkańcy. Poczynione uwagi oraz przytoczenie osobistych wspomnień pozwoliły publiczności przybrać inną perspektywę i zobaczyć to państwo oczami ludzi tam żyjących. Dyskutanci rozmawiali o zagrożeniach i szansach dla Rosji, a nie o jej stosunku wobec innych krajów, do czego jesteśmy przyzwyczajeni w dzisiejszym, medialnym choćby dyskursie. Adam Pomorski zaznaczył, iż często mówimy nie o Rosji, a o naszych wyobrażeniach o niej, co wydaje się podstawowym błędem. Była to zapewne potrzebna lekcja o tym jak rozmawiać bez uprzedzeń i spokojnie na tematy drażliwe.
Święto poezji
Podczas dwóch wieczorów poetyckich uczestnicy Festiwalu mogli posłuchać wierszy w wyjątkowej oprawie. Swoje utwory w Kolegiacie św. Anny i Synagodze Tempel zaprezentowali m.in. Philip Levine, Janusz Szuber oraz Juan Gelman. Słowa czytane w tych miejscach wybrzmiały jeszcze mocniej i wyraźniej. Pani Justyna Arabska, która brała udział w jednym ze spotkań podzieliła się swoimi wrażeniami: - Ekspresja Wiery Burłak, spokój Adama Zagajewskiego, delikatność poezji Michaela Krügera i klarowność Tomaža Šalamuna. Na jeden wieczór Kolegiata św. Anny stała się najbardziej refleksyjnym miejscem w centrum Krakowa. Czytane utwory spokojnie mogłyby być modlitwą niejednego z nas. II wieczór poetycki był dla mnie prawdziwą duchową ucztą. Ta wypowiedź jest chyba najlepszym komentarzem. Niecodzienna i podniosła atmosfera, która panuje w świątyniach umożliwiła głębsze wsłuchanie się w sens przytaczanych wierszy. Te spotkania były prawdziwym świętem poezji.
Festiwal dobiegł końca. Teraz nadszedł czas na podsumowania. Kilkadziesiąt spotkań i rozmów z twórcami, setki podpisanych książek, nowe publikacje (często są one pierwszymi przekładami danego autora na język polski) - to tylko mała ich część. Najbardziej zapadną pewnie w pamięć indywidualne rozmowy z poetami, często długo wyczekiwane przez uczestników. Sale wypełnione po brzegi przez cały okres trwania Festiwalu Miłosza to dowód na to, iż są ludzie, którzy lubią i cenią poezję i odnajdują w niej coś istotnego dla siebie.