Co będzie, gdy pojawi się nowy "Kraków"? [Rozmowa]
Kraków musi zrewidować swoją politykę turystyczną, albo za kilka lat może stracić swój status. Bo co zrobią władze miasta, kiedy okaże się, że brakuje nowego i lepszego „Krakowa”? Jak przekonuje radna Małgorzata Popławska, markę wyrabia się latami, więc najwyższy czas, aby zacząć działać.
Dawid Kuciński, LoveKraków.pl: Lubi pani turystów?
Małgorzata Popławska, radna miejska, Prawo i Sprawiedliwość: Mam do nich stosunek neutralny. Przecież też jestem czasem turystką. Myślę, że to nie jest kwestia sympatii, a raczej tego, jak turyści się zachowują…
Pani, jako mieszkanka centrum, ma z nimi cały czas styczność. Nie tylko w dzień, ale też w nocy…
Turystyka na pewno jest męcząca. Jednak godząc się na mieszkanie w centrum, człowiek akceptuje pewne wady. Oczywiście, jak się tu przeprowadzałam, Kraków był cichym i spokojnym miastem, więc człowiek też nie wiedział na co się pisze. Turystyka jako taka nie przeszkadza mi. Głównym problem jest to, że ma również drugie oblicze, które mniej lubimy. Przynosi dochody, prestiż, reklamę, jak i generuje problemy społeczne. Niestety w Krakowie jest to o tyle szczególne, że wszystko dotyczy małej przestrzeni. Jeżeli 10 milionów osób skupia się w miejscu, gdzie przebywa ponad 30 tysięcy mieszkańców, to pojawiają się kłopoty. Miasto musi je zminimalizować, bo rozwiązać na pewno się ich nie da.
Wiadomo, że problemem są hałas, alkohol i śmieci. W zamian za te 10 mln osób, prawie 5 mld złotych , które zostawiają u nas. To 10% PKB Krakowa i 38 tysięcy zatrudnionych w branży turystycznej. Czasami się zastanawiam, jak wyglądałby Kraków bez turystyki.
W tym momencie ciężko sobie to wyobrazić. To nie pytanie, czy miasto ma być turystycznym, czy nie. Są tu miejsca i zabytki, które naturalnie chce się zobaczyć. Natomiast z raportu Małopolskiej Organizacji Turystycznej wynika, że pojawia się próba modelowania turystyki w kierunku biznesowym i kulturalnym. Na razie to się nie udaje. Dominuje turystyka imprezowa, bez względu na to, że większość przyjeżdżających twierdzi, że ich celem są zabytki. Liczba odwiedzających muzea nie zwiększyła się wprost proporcjonalnie do zwiększenia liczby turystów ogólnie. Jednak napływ turystów wiąże się z naturą kawiarniano-piwną.
Ja bym powiedział piwno-kiełbaskową.
Tak, choć trzeba przyznać, że budowa Kraków Areny czy ICE zmienia nieco postać rzeczy, bo mamy poważne imprezy sportowe czy kongresy biznesowe, co do tej pory było niemożliwe. Niestety, to niewielki procent turystyki.
Właśnie miałem mówić, że władze miasta liczą na to, że zmieni się „jakość” turysty. Ile musi minąć lat, żeby ten profil się zmienił i czy jest to w ogóle możliwe?
Myślę, że jest, bo w innym przypadku musielibyśmy rozłożyć ręce i powiedzieć: nie da się. Problem z turystyką biznesową jest jednak znaczący. Większość centrali firm jest ulokowana w Warszawie. Biznesmeni, przedstawiciele firm zagranicznych, najczęściej jadą właśnie do stolicy. W Krakowie za to rozwija się sektor outsourcingu, powstaje sporo firm, co generuje ruch biznesowy. Mamy jeszcze przed sobą długie lata, aby móc konkurować z Warszawą, nie wspominając już o miastach zachodnich. Mówi się też o turystyce religijnej. Tego rodzaju turyści są spokojniejsi, mają inne priorytety. Rozwój takiej turystyki pozwala na rozładowanie ruchu z centrum. Pielgrzymi odwiedzają Łagiewniki, Tyniec…
Image miasta zmienia się lata. Nie przyspieszą tego nawet wielkie pieniądze. Przez jakiś czas musi dochodzić do ludzi komunikat, że Kraków to miasto nie tylko taniego piwa, ale też miejsce, które ma do zaproponowania coś innego. Pojawia się też inny problem. Mamy sporo lokali, ale praktycznie żadnych wyjątkowych z regionalnymi daniami. Mało jest też miejsc z tradycją.
Zastanawiam się, kiedy miasto popełniło błąd. Choć nie wiem też, czy można nazwać to błędem, czy tylko rynek zweryfikował, co bardziej się opłaca. Kiedyś byliśmy miastem kultury, tak się przedstawialiśmy. Staliśmy się miastem grzańca i festiwalu rzemieślnika.
Nie jest do końca tak, że Kraków niczym nie stoi, tylko alkoholem. Kiedy popełniliśmy błąd? Kilka lat temu miasto prowadziło kampanię, nieco kontrowersyjną, w której reklamowaliśmy się jako miasto fajne, rozrywkowe z tanim alkoholem. Głównie zadziałało to na Brytyjczyków. Resztę wymusił rynek. Powstawały lokale, więc zaczęli przyjeżdżać kolejni… Później przyszedł czas na lokale jeszcze niższego autoramentu, czyi kluby go-go. I teraz toczy się dyskusja jak z nimi walczyć, bo pogłębiają wizerunek luźnego miasta. Trzeba się zastanowić, jak bez niszczenia osiągnięć, przeprofilować turystę.
Musi pani wiedzieć, że u nas nie jest tak źle. Podczas mojej ostatniej wizyty w Częstochowie w samym centrum obok kina, drzwi do klubu były otwarte około godziny 18. W środku panie sobie dziarsko tańczyły.
Każdy ma taki sposób rozrywki jaki chce, ja nie będę w to ingerować. Chodzi o coś innego. Centrum miasta to nasze dziedzictwo. Nie możemy zatracić jego charakteru, przerobić na cepelię. Jeśli je zniszczymy, to przyszłe pokolenia będą mieć do nas duże pretensje.
Ale z drugiej strony chyba nasi przodkowie się tym nie martwili, bo powstawały różnego rodzaju przybytki…
Oczywiście, Kraków miał i bohemę, i Młodą Polskę. Przybyszewski czy Boy-Zieleński chadzali zawiani po mieście. Jednak skala była zupełnie inna. Poza tym, wydaje mi się, że ci ludzie tworzyli klimat miasta przez swoją wybitność. Obecny turysta przyjeżdża, zostawia trochę pieniędzy i wyjeżdża. Raczej nie można nazwać tego klimatem miasta. Imprezy i kluby niczym nie wyróżniają Krakowa. Wszędzie można to znaleźć.
Do Barcelony, która jest powierzchniowo trzy razy mniejsza od Krakowa, według przewidywań ma w tym roku przyjechać 7,6 mln turystów, w większości zagranicznych. Zostawią tam ok. 14 mld dolarów. A nowy burmistrz chciałby ograniczyć liczbę przyjezdnych.
Różnie się o tym mówi. W krakowskich badaniach nie uwzględnia się środków, które wcześniej zostają wydane. Podejrzewam, że aż tak dużej różnicy nie ma.
A była pani w Wenecji? Smutne miasto.
Byłam raz, wiem, że liczba mieszkańców skurczyła się kilkukrotnie w porównaniu do lat 60.
Elizabeth Baker w 2013 roku napisała że: „dawni mieszkańcy uciekli przed turystami, ponieważ z powodu tłumu trudno jest prowadzić zwyczajne życie i wychowywać dzieci”. Może cały Kraków nie ucieknie, ale centrum się cały czas wyludnia.
Jest takie zagrożenie, że tych mieszkańców zostanie niewielu. Jednym z czynników jest hałas i ruch samochodowy, który również związany jest z turystyką. Problemy się nawarstwiają, ludzie są sfrustrowani i nasuwa się pytanie: dlaczego części problemów nie biorą inni i wszystko się skupia na mieszkańcach centrum? Wtedy pojawia się odpowiedź, że jest super lokalizacja i trzeba ponieść tego koszt. Zapomina się, że sama cena mieszkania jest już wysoka. Dodatkowe koszty typu brak miejsc parkingowych i hałas to nieporozumienie. Skoro miasto nie może wybierać sobie turystów, to ma wysłać prosty sygnał: cieszymy się, że jesteś, ale masz się zachowywać dobrze. W komunikatach miasta nigdy nie padają słowa, że część z turystów zachowuje się niegodnie i takich nie chcemy tutaj. Trzeba w końcu zacząć egzekwować prawo, a nie uchwalać nowe przepisy.
Jaka jest na to rada? Przykładowo: ograniczenie wstępu na Rynek?
Ludzi trzeba edukować, zachęcać do innych form spędzania czasu, niż tylko przebywanie na Rynku. Mamy przecież Tyniec, Bielany, jak powstanie Zakrzówek, to będziemy mieli cudowne miejsce. Istnieje sporo niewykorzystanych terenów pod Krakowem. Wszyscy się zachwycamy szkockimi zamkami, a zapominamy, że mamy piękną Jurę Krakowsko-Częstochowską z kilkoma dobrze zachowanymi zamkami. Niestety, samorządy nie współpracują.
Nie możemy tak egoistycznie myśleć, że Kraków i tylko Kraków. Przytoczę przykład ul. Długiej, gdzie obok siebie jest mnóstwo sklepów z odzieżą ślubną. Zawsze się dziwiłam, jak to jest, że to się opłaca. Wyszło, że współpraca i kumulowanie działań daje lepszy efekt niżby każdy z nich działał sam. Rolą Krakowa jest dogadać się z miasteczkami. I stworzyć coś wyjątkowego.
Myślmy przyszłościowo, bo co będzie za 10 lat? Pojawi się może nowy Kraków – z tańszymi lokalami, z lepszym piwem i klubami go-go. Co wtedy?