Co z parkiem na „szczurzych włościach”? Zapadł prawomocny wyrok
W krakowskich Łuczanowicach, gdzie dziś znajduje się park, kilka dekad temu były dwa stawy. Z czasem zbiorniki zanikały, a pod koniec lat 90. resztki jednego z nich zamieniły się w dzikie wysypisko.
„Szczurze włości” – tak w 2002 roku pisała o tym miejscu Gazeta Krakowska, opisując odór śmieci i plagę gryzoni.
A poniżej fragment tekstu:
Choć stawów ani odpadów już nie widać – w 2006 r. teren został wyrównany i zazieleniony – problem ich składowania wraca do miasta do dziś.
Nie dają za wygraną
12 lat temu właściciele sąsiednich działek zapytali magistrat, co zamierza zrobić z odpadami, które – jak twierdzili – mogą sięgać setek ton i pochodzić z kombinatu w Nowej Hucie. Urzędnicy i mieszkańcy ustalili, że nie chodzi o toksyczne odpady, lecz przede wszystkim o gruz z budowy kanalizacji na okolicznych osiedlach oraz śmieci pozostawione przez okolicznych mieszkańców.
Miasto uznało jednak, że nie ma podstaw prawnych, by nakazać usunięcie odpadów – powołało się na zasadę niedziałania prawa wstecz i odmówiło wszczęcia postępowania. W 2017 r. NSA uchylił tę decyzję, lecz sprawa nie posunęła się dalej.
W 2020 r. wnioskodawcy ponownie zwrócili się do prezydenta Krakowa. To nic nie dało, bo magistrat i SKO ponownie odmówiły wszczęcia postępowania. Sprawa wróciła więc do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który – tym razem – przyznał rację skarżącym.
WSA, opierając się na wcześniejszym wyroku NSA, wskazał, że już w 2013 r. miasto powinno zastosować do ustawy o odpadach, nakazujący ich usunięcie z miejsc do tego nieprzeznaczonych.
Jeśli teren należy do gminy, nakaz taki wydaje regionalny dyrektor ochrony środowiska. Sąd przypomniał też, że zakaz porzucania odpadów obowiązywał w Polsce od lat 80., a późniejsze przepisy nakazywały rekultywację terenów zanieczyszczonych.
Kiedy zapytaliśmy urząd miasta, co dalej, usłyszeliśmy, że wyrok nie jest prawomocny. Dopiero po tym, jak zakończy się ścieżka odwoławcza, magistrat miał podjąć dalsze działania. Ten czas nastąpił.
Kasacja wygranych
W marcu 2023 roku do Naczelnego Sądu Administracyjnego wpłynęła kasacja od… zwycięskiej strony postępowania.
Skarżący uznali, że sąd popełnił szereg poważnych błędów proceduralnych i materialnych, które uniemożliwiły wydanie nakazu usunięcia tych śmieci.
Do kluczowych naruszeń należało m.in. to, że w wydaniu wyroku uczestniczył sędzia, który powinien być z góry wyłączony, oraz że sąd nie dał organom administracji jasnych wskazówek, jak mają dalej postępować po uchyleniu decyzji umarzających sprawę.
W kasacji podkreślono, że z powodu braku tych instrukcji administracja nie skierowała sprawy do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska (RDOŚ), który jest właściwy do wydania gminie nakazu usunięcia wszystkich odpadów ze stawu i części parku.
Ponadto, sąd miał zignorować dokumenty urzędowe potwierdzające bezprawne zasypanie stawu oraz błędnie zinterpretować przepisy o odpadach, co było sprzeczne z celem ochrony środowiska.
W efekcie, wniesiono o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia innemu sądowi, by RDOŚ mógł wreszcie wydać nakaz oczyszczenia historycznego terenu.
Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną, uznając, że wszystkie podniesione w niej zarzuty były nieuzasadnione i wynikały w dużej mierze z błędnej interpretacji wcześniejszego orzeczenia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
Najważniejsze jest jednak to, że WSA nie mógł rozstrzygać o meritum nakazu usunięcia odpadów, bo decyzja miała charakter proceduralny. Sąd nie miał prawa nakazać miastu przekazania dokumentów do RDOŚ.
Zwróciliśmy się do miasta z pytaniami, czy zamierza mimo wszystko podjąć się oczyszczenia tego gruntu lub ponownego zbadania, co tam się znajduje. Do tematu więc wrócimy.