Cracovia przegrywa z pierwszoligowcem. "Nie możemy się katować"

W zaskakujących okolicznościach Cracovia pożegnała się z Pucharem Polski. W czwartek na stadionie przy ulicy Kałuży Pasy przegrały 0:2 z beniaminkiem I ligi, Zagłębiem Sosnowiec, co poskutkowało odpadnięciem z  rozgrywek. Po końcowym gwizdku rozmawialiśmy z młodym obrońcą Cracovii, Pawłem Jaroszyńskim. Opowiedział nie tylko o meczu, ale również o swojej pozycji w drużynie i zgrupowaniu młodzieżowej reprezentacji.

Adam Delimat, LoveKraków.pl: Sen o Pucharze Polski trzeba odłożyć do następnego sezonu, niespodziewanie pożegnaliście się z tymi rozgrywkami.

Paweł Jaroszyński, obrońca Cracovii: Praktycznie co roku żegnamy się z Pucharem na tym samym etapie. Trudno powiedzieć dlaczego tak się dzieje. Albo nie potrafimy wyciągać wniosków z poprzednich meczów, albo po prostu brakuje nam szczęścia. Z pewnością nie zlekceważyliśmy jednak Zagłębia, zagraliśmy słabą pierwszą połowę i to nie ulega wątpliwości. Po zmianie stron pokazaliśmy, że możemy sobie stwarzać sytuacje, ale przeszkodziły nam również błędy sędziowskie. W drugiej połowie były sytuacje, było parę strzałów na bramkę i wynik mógł się odwrócić.

Mówiłeś o błędach sędziowskich - mógłbyś rozwinąć ten wątek?

Było ich sporo, oprócz niesłusznie odgwizdanego spalonego przy golu dla nas powinien być jeszcze karny po faulu na Miroslavie Covilo. Zabrakło nam też szczęścia, mieliśmy dwa słupki, bramkarz rywali również bronił bardzo dobrze.

Atmosfera w szatni po takim spotkaniu jest chyba fatalna.

Jak to po przegranym meczu. Z drugiej strony nie ma co się katować i załamywać. Zaraz czeka nas następny mecz, w dodatku ligowy, więc musimy się spiąć. Z Lechią trzeba wyjść na boisko i pokazać, że mecz z Zagłębiem to był wypadek przy pracy.

Drabinka w Pucharze Polski była dla was w tym sezonie wyjątkowo korzystna, tym bardziej szkoda, że odpadacie tak szybko.

Zgadza się. W poprzednim sezonie trafialiśmy na drugoligowców, więc na to nie ma reguły. Nieprzypadkowo Zagłębie Sosnowiec jest w tabeli I ligi tak wysoko. To bardzo solidny zespół i chwała im za to, że wygrali ten mecz i awansowali dalej. My odpadliśmy, ale nie dzieje się nic aż tak strasznego. W ekstraklasie zajmujemy w tabeli trzecią pozycję i trzeba po prostu patrzeć w przyszłość.

Za tobą trudny tydzień związany również ze zgrupowaniem kadry. Jesteś zadowolony z ostatnich dni?

Z kadry wracam z bardzo pozytywnymi wrażeniami. Udało nam się wygrać jeden z meczów, graliśmy dobrze, cieszy też moja bramka, bo to pierwszy gol w reprezentacji. Oby takich padało więcej. W reprezentacji swoją szansę dostał też Bartek Kapustka i uważam, że pokazał się w obu meczach z bardzo dobrej strony. Jestem pewien, że będzie on mocnym punktem reprezentacji w kontekście dalszych rozgrywek. Jeśli chodzi o mnie, czeka nas ciągle duża przeprawa pod kątem przygotowań do EURO 2017.

Gra w kadrze to dla ciebie z jednej strony szansa zmierzenia się z rówieśnikami zza granicy, a z drugiej - okazja do spotkania się na zgrupowaniach z ligowcami z innych klubów.

Wiadomo, że każdy mecz w reprezentacji to szansa na zaprezentowanie się na tle zawodników nie tylko z ich ligi, ale i z najlepszych lig europejskich. Starcie z takimi rywalami to bardzo duże wyróżnienie i zarazem okazja do zdobycia doświadczenia. Każda minuta na boisku sprawia, że u piłkarza rośnie pewność siebie.

Na stadion Cracovii wraca problem stanu murawy, na której w ciągu tygodnia zaplanowane zostały trzy mecze. Prawdopodobnie weźmiesz udział we wszystkich tych spotkaniach, jak więc ocenisz to boisko.

Wiadomo, że, jeśli chodzi o tę porę roku, chyba na każdym boisku jest już grząsko. Wybiegać 90 minut na takiej murawie i przy takim natężeniu spotkań to też jest w jakiś sposób sztuka, duży wysiłek, który każdy czuje w nogach. Trzeba się jak najszybciej regenerować, dobrać dietę, suplementację, żeby wyrobić się w parę dni.

Ostatnie miesiące to w twojej karierze spory progres, jeszcze niedawno występowałeś przecież w czwartoligowych rezerwach.

Bardzo dobrze czuję się z tym, że drużyna, w której gram to nie Cracovia II, ale pierwsza drużyna. Przełomowym momentem był mecz Pucharu Polski w Katowicach, później trener dał mi szansę gry od pierwszej minuty w meczu ligowym z Ruchem Chorzów. To dla mnie wielkie wyróżnienie i wydaje mi się, że - jeśli chodzi o moją osobę - wszystko zmierza w dobrym kierunku. Mam nadzieję, że tego nie zaprzepaszczę.

Spora w tym zasługa trenera Zielińskiego, który nie bał się postawić na ciebie w meczach ligowych. Wcześniej bywało z tym różnie.

Oczywiście, jestem bardzo wdzięczny trenerowi. Dał mi szansę, a ja pokazałem chyba, że warto. Udowodniłem, że nie jestem tylko chłopcem, który może uzupełnić skład, ale mogę dać coś od siebie. Dziękuję bardzo trenerowi, ale sam również włożyłem dużo pracy, aby znaleźć się tu, gdzie teraz jestem.