Cracovia wywiozła miedź z Dolnego Śląska

Debiut trenera Mirosława Hajdy wypadł lepiej niż przezwoicie. Cracovia odniosła pewne zwycięstwo, pokonując Zagłębie Lubin 2:1. Tylko kataklizm mógłby odebrać krakowianom utrzymanie w piłkarskiej elicie.

Cracovia pod wodzą trenera Stawowego grała w ostatnich meczach fatalnie i nie było widać żadnych przesłanek, które dawałyby choć cień nadziei na lepsze jutro. Strażakiem, który miał ugasić pożar wzniecony przez Stawowego, został Hajdo. Trzeba przyznać, że początek akcji ratunkowej w jego wykonaniu można uznać za co najmniej obiecujący.

Próbowali

Mecz lepiej rozpoczęły Pasy. Drużyna z Krakowa atakowała. Zagłębie schowała się za gardą, z której próbowało wyprowadzać kontry. „Próbowało” to dobre określenie, gdyż gospodarze w zasadzie nie potrafili sobie stworzyć dogodnych sytuacji strzeleckich. Na boisku karty rozdawał chaos. Cracovia co prawda zdominowała rywala, ale strzałów nie oddawała za dużo. Dopiero w 17. minucie Dawid Nowak potwierdził optyczną przewagę. W grze gości można było zobaczyć na pewno większe zaangażowanie, którego praktycznie w ogóle nie było widać w ostatnich spotkaniach. Walka opłaciła się, do przerwy Pasy prowadziły 1:0.

Zagłębie w przerwie zdało sobie sprawę, że stoi pod ścianą i musi, jak najszybciej zareagować, aby od następnego sezonu nie grać klasę niżej. Miedziowi w drugiej połowie zaczęli spychać Cracovię do defensywy. Goście bronili się do 60. minuty. Rezerwowy Aleksander Kwiek wyrównał porachunki. Stracona bramka pozwoliła wrócić krakowianom na właściwe tory. Obie drużyny w obronie grały radosny futbol. Pięć minut po golu dającym remis, fatalne wybicie piłki zanotował bramkarz Zagłębia Silvio Rodić.

Kiks za 3 punkty i trup w I lidze

Kiks golkipera niczym rasowy snajper wykorzystał Krzysztof Nykiel. Lubinianie nie mogli pogodzić się z takim przebiegiem wydarzeń. Kolejne strzały nie potrafiły jednak trafić do celu. Na przeszkodzie stawał Krzysztof Pilarz, nieskuteczność albo... Adam Marciniak, który jedno z uderzeń wybił z linii bramkowej. Krakowianie nie ograniczali się jedynie do rozpaczliwej obrony. Swoje szanse na podwyższenie rezultatu też mieli. Mimo wielu okazji wynik nie uległ zmianie. Cracovia wygrała i praktycznie zapewniła sobie byt w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Starcie Cracovii z Zagłębiem można było nazwać meczem o piłkarskie życie. Na futbolowym świecie pozostały Pasy. Miedziowi umierali powoli. Lubinianie konali w bólach, co chwila próbowali podjąć walkę o uratowanie ekstraklasy. Zabrakło czasu. Klub z wielkim zapleczem finansowym w postaci KGHM Polska Miedź następny sezon spędzi najprawdopodobniej w I lidze. W trumnę nieboszczyka z Dolnego Śląska włożyli piłkarze Cracovii. Drużyna z Lubina ma co prawda jeszcze matematyczne szanse na utrzymanie, ale siedem punktów straty do Cracovii, to różnica, której ekipa Piotra Stokowca nie da rady zniwelować.

ZAGŁĘBIE LUBIN - CRACOVIA 1:2 (0:1)

0:1 - Nowak 17.

1:1 - Kwiek 60.

1:2 - Nykiel 65.

Żółte kartki: Papadopulos, Rymaniak, Piech - Dąbrowski.

Czerwona kartka: Rymaniak (druga żółta).

Zagłębie: Rodić - Rymaniak, Čotra, Džinić, Bílek (56. Kwiek), Błąd (56. Abwo), Guldan, Papadopulos (78. K. Piątek), Ł. Piątek, Przybecki, Piech.

Cracovia: Pilarz - Nykiel, Mikulić, Marciniak, Jaroszyński (68. Kuś) - Dąbrowski, Ntibazonkiza, Budziński, Bernhardt (55. Boljević) - Nowak, Papadopoulos (62. Rakels).

Sędzia: Paweł Gil.

Widzów: 5072.