„Czas lekceważenia minął”. Nerwowo w Grupie Azoty. Na horyzoncie strajk?
W czwartek, 2 lipca, tuż po godzinie 13, na stronie internetowej „Solidarności” Grupy Azoty, ukazał się komunikat podpisany przez działaczy związkowych z Tarnowa, Kędzierzyna, Puław, Polic oraz spółki Siarkopol.
Pracownik to nie okienko w Excelu
Dokument, zatytułowany „Czas lekceważenia minął” to lista pretensji, jakie działacze formułują wobec sterników chemicznego giganta.
Jako przykład podaje sprawę stworzenia jednej spółki serwisowej dla całej Grupy, o której mówi się już od dłuższego czasu. Przypomnijmy, we wszystkich spółkach tej branży na „Azotach” zatrudnionych jest około 2000 osób, z których siedemset pracuje w Tarnowie.
– Dwa lata kombinują i nic z tego nie wynika. Przychodzą nowi prezesi i każdy chce budować swoją Amerykę. Pomysł zbudowania jednej spółki serwisowej nie był zły, dopóki nie zaczęli przy tym majstrować. Bo nagle okazało się, że spółka będzie obsługiwać tylko Tarnów i Kędzierzyn. Za chwilę ten pomysł padł – denerwuje się Jasiński w rozmowie z LoveKraków.pl.
Ale to, co związkowców boli najbardziej, to traktowanie pracowników i strony związkowej jako prawie zła koniecznego.
„Systematycznie ogranicza się możliwość prowadzenia normalnej działalności związkowej, a przedstawiciele pracowników są marginalizowani i traktowani jak przeszkoda, a nie partnerzy” – czytamy w piśmie.
I tu kolejny przykład, związany z Polskim Konsorcjum Chemicznym.
– Pomysłów było wiele, już sam nie nadążam z ich liczeniem. Niedawno stanęło na tym, żeby część zostawić w PROREM-ie, a część przenieść do Puław. I pracownicy dostawali taką propozycję. Zwolnij się z Tarnowa i zatrudnij się w Puławach. Dobrze. W Tarnowie ktoś taki, po przepracowaniu – przykładowo 20 lat – wziąłby odprawę. Dostałby umowę na czas określony w nowej firmie a po jej upływie by go zwolnili. Przecież to absolutny brak gwarancji i stabilizacji – twierdzi związkowiec.
Związkowcy z Grupy mają żal, że – w ich opinii – obecny zarząd kieruje spółką metodą stawiania wszystkich przed faktami dokonanymi. Że nie podjęto rzetelnych negocjacji w kwestiach płacowych, a także czynione są próby skłócenia pracowników poszczególnych spółek.
Związkowcy uważają, że wszelkie deklarowane oszczędności są czynione kosztem pracowników, podczas gdy pieniędzy należałoby szukać choćby w ograniczeniu gigantycznych wydatkach na energię. Słupki też nie są zachęcające.
– Tyle się mówi o poprawie sytuacji finansowej Grupy. Kilka lat temu dług Azotów wynosił 10 miliardów. Teraz na liczniku jest ich 18. Czy ktoś może mi wytłumaczyć ten „finansowy sukces” – pyta Artur Jasiński.
Karty na stół
W najbliższych dniach na biurko prezesa ma trafić lista postulatów „Solidarności”. Ale to nie wszystko. Przy okazji związkowcy przedstawią oczekiwany termin ich realizacji.
„Solidarność” zachęca inne centrale związkowe działające w spółce, by włączyły się do protestu i poparły wysłany protest. Jako szlachetny przykłd takiej współpracy pokazuje „Siarkopol”, gdzie w spór zbiorowy zaangażowali się działacze wszystkich związków.
Co w sytuacji, gdyby ich głos nie wzbudził refleksji w sercach kierujących drugim co wielkości chemicznym gigantem w Europie?
„Brak rzeczywistych działań i realizacji naszych oczekiwań będzie skutkował automatycznym wszczęciem procedur przewidzianych przepisami prawa we wszystkich spółkach, w których będzie to zasadne”. Tyle komunikat.
Czy zatem na horyzoncie pojawia się nawet wizja strajku?
– Wszystko odbędzie się z poszanowaniem prawa – odpowiada na koniec Artur Jasiński.
A co z Tarnowem? I co z dyrektorem generalnym?
W skład Grupy Azoty wchodzi 56 firm, zatrudniających około 14 tys. osób. Siedziba spółki znajduje się w Tarnowie. W „matce” pensje pobiera około 2 tys.osób.
Strategiczne decyzje podejmowane są jednak w warszawskiej siedzibie spółki, która mieści się na 31. piętrze stołecznego biurowca Warsaw Trade Tower przy ul. Chłodnej 51.
Z deklaracji, jakie składał na niedawnej konferencji prasowej dyrektor generalny Artur Chołody, a wcześniej prezes spółki Marcin Celejewski, priorytetem jest obrona miejsc pracy, przy jednoczesnym wychodzeniu z dołka finansowego.
Dla samego Tarnowa, który przyniósł tylko w ubiegłym roku spółce 150 mln. zł straty, przygotowano pięciopunktowy plan naprawczy, które w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy mają poprawić wynik o co najmniej 100 mln. zł.
Oszczędności mają być szukane w sektorze energetycznym poprzez wymianę kotła węglowego na tańszy gazowy, przeprowadzanie jak największej ilości prac remontowych rękami pracowników spółki i zaprzestanie wystawiania zleceń firmom zewnętrznym, powstrzymanie się z zatrudnianiem kolejnych doradców. Tu wyjątek może być zrobiony dla specjalistów z sektora bankowego a także zdjęcie z tarnowskiej spółki ponoszenia wszystkich kosztów korporacyjnych. Od 1 stycznia każda spółka z Grupy płaci za siebie.
W kwestii zatrudniania – do minimum ma zostać ograniczone przyjmowanie nowych pracowników do biurowca przy ul. Kwiatkowskiego w Tarnowie. Pierwszeństwo mają mieć osoby chętne do pracy w produkcji.
– Pan Chołody mówił bardzo ciekawie. Tylko, że on już nie jest z tego wiem dyrektorem generalnym tylko wiceprezesem. I pracuje w Warszawie. Ponoć postawił się prezesowi Celejewskiemu – twierdzi Artur Jasiński.
W piątek, 2 lipca, za jedną akcję Grupy Azoty na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych płacono 19,6 zł.