Czy Kraków w czasie wojny i PRL-u był pełen podsłuchów?
Wydawać by się mogło, że każdy budynek w jakimś stopniu upodabnia się do swojego właściciela, jak pies do swojego opiekuna. Na mapie Krakowa są budynki, które jednak bardziej niż inne wsłuchiwały się w swoich lokatorów – zazwyczaj lokatorów tymczasowych zresztą. Później, kiedy zmieniło się polityczne otoczenie budynków, ich wnętrze i sami lokatorzy, budynki nieco ogłuchły – ale historia pamięta urywki rozmów, których słuchały.
We wrześniu 1939 roku Niemcy wkroczyli do Krakowa. Artystyczna kolebka miasta zaczęła być systematycznie rozrywana. Samo miasto zawisło na długich, czerwonych flagach, a brutalne ramiona swastyki owinęły się wokół najważniejszych miejsc spotkań mieszkańców – powoli przeznaczanych tylko dla Niemców. Do Krakowa przeprowadzali się zresztą bardzo chętnie – niesieni sztandarami „Norymbergi Wschodu”. Hans Frank rzucał hasłami o nowej przestrzeni dla Niemców i znajdował „dowody” na rzekome niemieckie fundamenty grodu Kraka. Właśnie dlatego w ponad 200-tysięcznym wówczas Krakowie na jednego Polaka przypadało proporcjonalnie więcej Niemców niż w Warszawie. To często wiązało ręce podziemiu, bo akcje konspiracyjne wiązały się z jeszcze większym ryzykiem. Każdy mógł być konfidentem, wszędzie mógł być podsłuch.
Podsłuchy w Krakowie?
No właśnie, o podsłuchach opowiada ekspert ze sklepu Spy Shop w Krakowie, zajmującego się detektywistyką i bezpieczeństwem technologicznym: „W czasie wojny podsłuchy dopiero zaczynały być wykorzystywane przez wywiad. Z tej perspektywy najbardziej znane są bodajże dwa miejsca – londyński Trent Park, gdzie podsłuchiwano niemieckich oficerów, którzy w alianckiej niewoli opowiadali o tym, co sądzą o wojnie. I berliński dom publiczny „Salon Kitty”, w którym sami naziści podsłuchiwali swoich dygnitarzy, którzy tam zaglądali. Kraków z kolei nie słynie z takich miejsc. Dopiero w czasach PRL-u na mapie miasta pojawiły się budynki pełne podsłuchów”.
W sieci podsłuchów
W czasie zimnej wojny najważniejsza była informacja – zdobywana w najróżniejszy sposób. Szczególnie z pierwszej ręki – dlatego obie strony żelaznej kurtyny były naszpikowane podsłuchami. W Krakowie pod szczególną obserwacją SB był Pałac Arcybiskupów przy ul. Franciszkańskiej. W latach 60. założono tam dwa podsłuchy – jeden w sali konferencyjnej, a drugi w sali, w której odbywały się bardziej kameralne spotkania. Do instalacji potrzeba było sporo okablowania, dlatego, żeby nie przyciągać uwagi, SB wykorzystało remont budynku, który trwał przez dłuższy czas. Na podsłuchu był zresztą nie tylko Pałac Arcybiskupów, ale też inne obiekty kościelne, więc do centrali spływały informacje z całej sieci zaplątanej przez służby.
Hotel, który słucha swoich gości
PRL stawiał modernistyczne budynki, żeby o sobie zapomnieć, ale koniec końców to one stawały się jego twarzą – przynajmniej z luksusowego profilu. Tak powstał hotel Cracovia – wielki, mozaikowy, choć dzisiaj już siermiężny. Jeden z tych budynków, które nie starzeją się z godnością, ale żyją pełnią życia. W Cracovii spotykali się najważniejsi krakowscy goście z Polski i z zagranicy. Imprezy zawijające się w apartamenty. Jaskrawe światła zawieszone w żyrandolach. Polska gościnność. Wódka. Podsłuchy. Doskonałe miejsce, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o ludziach, za którymi i tak wodzą oczy wszystkich. Politycy, aktorzy, piosenkarze, szpiedzy. Pod podłogą w ich sypialniach komunistyczne tajne służby montowały podsłuchy. Zresztą wszystko było od początku zaplanowane, bo już w czasie budowy budynku SB zgłosiło się z zamiarem pozostawienia w pokojach kilkucentymetrowej luki pod ozdobnym dywanem, żeby można było w niej schować podsłuch i swobodnie podłączyć go kablami. Kable z kolei prowadziły do centrum podsłuchowego znajdującego się w hotelu. Kiedy zjawiał się gość, który interesował służby, przyznawano mu taki „wyjątkowy” pokój, a jego rozmowy po sznurku wędrowały do centrali.
„Niektóre reżimy bardzo chętnie korzystają z podsłuchów w hotelach. Tak było w czasach PRL-u, ale jest też teraz – choćby w Korei Północnej i słynnym hotel Yanggakdo przygotowanym specjalnie dla zagranicznych turystów. Mówi się, że jest zapełniony podsłuchami, a centrala znajduje się na piątym piętrze, które jest niedostępne dla gości – nie ma nawet takiego przycisku w windzie” - dodaje ekspert sklepu detektywistycznego Spy Shop w Krakowie - „Tak czy owak, podsłuch to tylko narzędzie, a już od samego człowieka zależy, jak ono zostanie wykorzystane – naszym klientom taki dyskretny podsłuch pomógł wyjaśnić już wiele spraw osobistych”.