Czy są tu jacyś mieszkańcy? Znów jest głośno o wyludnianiu się Kazimierza
Widmo wyprowadzki
Temat wyludniającego się Kazimierza powrócił na tapetę.
Głównie za sprawą kamienic przy ul. Józefa 9 i 11 oraz Bożego Ciała 24. Na lokatorów spadło widmo przymusowej wyprowadzki, które, po nagłośnieniu sprawy w mediach, wyraźnie się oddaliło.
W miejscu zdegradowanych budynków inwestor zaplanował hotel. Pomysł skrytykowali niektórzy radni miejscy oraz przedstawiciele lokalnej społeczności.
Ludzie kilkukrotnie wyszli z transparentami na ulice, żeby zaprotestować przeciwko działaniom, które uważają za kolejny krok do tego, aby Kazimierz już całkowicie zamienił się w zagłębie hoteli oraz knajp.
Uciekają mieszkańcy, ubywa wiernych
O wyludnianiu się tej części miasta mówi się i pisze od lat.
Sprawę diagnozowali eksperci z Instytutu Ekonomiki Przestrzeni w Krakowie.
Z ich wyliczeń wynika, że w przeciągu dekady z Kazimierza oraz sąsiedniego Stradomia ubyło 4,5 tysiąca mieszkańców.
Kilka lat temu rozmawiałem z osobami, które wyprowadziły się z tego rejonu Krakowa. Wskazywały wprost, że z Kazimierza wygonił ich hałas.
– Muzyka na żywo oraz bary otwarte do późnych godzin nocnych były bardzo uciążliwe – nie ukrywał pan Patryk.
Drastycznie spadła również liczba wiernych w parafii Bożego Ciała.
– W tym momencie oscyluje w granicy 2 tys., a jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku wynosiła 18 tys. Było to jeszcze wówczas, nim Kazimierz zaczął przekształcać się w obszar nakierowany na turystów – wyjaśniał mi w 2023 roku ksiądz Przemysław Soboń, proboszcz parafii Bożego Ciała.
Wszelkie możliwe działania
Temat znów stał się głośny i ponownie zajęli się nim radni miejscy.
Na ostatniej sesji pozytywnie przegłosowali uchwałę kierunkową do prezydenta Krakowa, która zdaniem Tomasza Leśniaka z klubu Nowej Lewicy ma być w części remedium na problem wyludniania się Kazimierza.
Wyjaśnijmy, co konkretnie przegłosowała Rada Miasta Krakowa.
Zgodnie z uchwałą prezydent ma podjąć wszelkie możliwe działania, żeby na terenie Kazimierza i Stradomia powstała Specjalna Strefa Rewitalizacji.
– Taka strefa ułatwia m.in. pozyskiwanie przez gminę nieruchomości o nieuregulowanym stanie prawnym. Umożliwia też wykorzystanie prawa pierwokupu nieruchomości – np. w budynkach, w których gmina chciałaby dojść do 100 proc. własności – wyjaśnia w uzasadnieniu do uchwały Tomasz Leśniak.
Strefa ma być też narzędziem, które „stymuluje remonty zabytkowych kamienic”.
Radny wskazuje, że wiele budynków na Kazimierzu i Stradomiu wymaga remontów.
– Znaczna część z nich to obiekty zabytkowe – stanowią 71 proc. – wylicza Leśniak.
I dodaje: – Z danych za 2022 rok wynika, że w przypadku budynków mieszkalnych zarządzanych przez miasto, aż 14 proc. znajdowało się w złym stanie technicznym. Co więcej, w stanie średnim znajdowało się 86 proc., a w złym 14 proc. lokali mieszkalnych w zarządzie ZBK.
W ostatnich latach sytuacja miała ulec poprawie.
Skomplikowany stan prawny
Radny podkreśla, że problem z remontami dotyczy m.in. nieruchomości pożydowskich, z nieuregulowanym stanem prawnym.
I tutaj też mogłaby pomóc strefa – tak twierdzi Tomasz Leśniak na podstawie doświadczeń Włocławka, z którego urzędnikami rozmawiał.
– To chyba jedyny samorząd w Polsce, który miał problem z mieniem pożydowskim z nieuregulowanym stanem prawnym i na podstawie przepisów ustawy o rewitalizacji zaczął w przypadku tego mienia proces wywłaszczania – mówił podczas sesji RMK.
I dodawał: – Włocławek wywłaszczył dotychczas dwie takie kamienice, kolejne są procedowane. W efekcie odzyskuje budynki w taki sposób, aby faktycznie oddać je mieszkańcom.
Zdaniem Leśniaka Specjalna Strefa Rewitalizacji da gminie konkretne narzędzia, które umożliwią utrzymanie funkcji mieszkaniowej w budynkach, co ograniczy gentryfikację dzielnicy oraz powstawanie kolejnych hoteli.
Pomysł budzi jednak obawy radnych Prawa i Sprawiedliwości:
– Z uzasadnienia do uchwały wynika, że remontów wymagają m.in. budynki w zarządzie miasta. Dlaczego na nich się nie skupimy, tylko chcecie państwo sięgać po tak drastyczną metodę jak wywłaszczenie? To pachnie czasami słusznie minionymi – komentowała Renata Kucharska.
Pozytywnie pomysł utworzenia Specjalnej Strefy Rewitalizacji dla Kazimierza-Stradomia ocenia Marek Korczak z Rady Dzielnicy I Stare Miasta, ale nie bez zastrzeżeń.
– Bez realnych działań systemowych – zwłaszcza ograniczenia najmu krótkoterminowego i wzmocnienia funkcji mieszkaniowej – strefa pozostanie rozwiązaniem częściowym i niewystarczającym – dodaje nasz rozmówca.
Kazimierz jest niedoinwestowany
Nie jest oczywiście tak, że cały Kazimierz jest zagłębiem knajp i miejsc noclegowych. Mieszkańcy wciąż mają tam swojego szewca oraz fryzjerów.
Jest też kilka zakładów krawieckich.
Na Kazimierzu wciąż są także małe sklepiki spożywcze.
W ostatnim czasie następują też pozytywne zmiany, o które apelowali mieszkańcy. A chodzi o rewitalizację przestrzeni, z których chętnie korzystają.
Przykładowo za nami jest już pierwszy etap remontu Placu Wolnica, który był betonową patelnią, a teraz zyskał rabatę pełną roślin, a wraz z nią przestrzeń do odpoczynku – z ławkami i zielenią, która stopniowo będzie się rozrastać.
– Kazimierz jest niedoinwestowany nie tylko jak chodzi o rewitalizacje placów i skwerów, ale także w zakresie remontów ulic i chodników. To musi się zmienić, żeby był atrakcyjnym miejscem do zamieszkania – mówił mi jakiś czas temu Paweł Hałat, prezes Krakowskiego Stowarzyszenia Przestrzeń-Ludzie-Miasto.
Poważne konsekwencje
Marek Korczak potwierdza, że wyludnianie się Kazimierza jest faktem i ma poważne konsekwencje.
– Stałych mieszkańców wypierają funkcje turystyczne i rozrywkowe, co prowadzi do zaniku lokalnej społeczności i osłabienia więzi sąsiedzkich – zauważa przedstawiciel „jedynki”.
Jego zdaniem dzielnica traci swój mieszkaniowy charakter i staje się przestrzenią monofunkcyjną, zależną od turystyki. – To z kolei czyni ją mniej odporną na kryzysy i pozbawia autentycznego życia miejskiego – wskazuje.
I dodaje: – Skala problemu jest na tyle duża, że działania rewitalizacyjne powinny objąć szerszy obszar niż tylko Kazimierz–Stradom.
Według Marka Korczaka miasto powinno aktywnie wykorzystywać własny zasób nieruchomości: zamiast sprzedawać, przeznaczać je na cele mieszkaniowe.
Nie przekonują go również argumenty, że remonty lub inwestycje mieszkaniowe w centrum miasta są „nieopłacalne”.
– W przypadku historycznego centrum nie można stosować wyłącznie rachunku ekonomicznego. Mówimy tu o zapewnieniu mieszkań dla ludzi oraz przeciwdziałaniu gentryfikacji – podsumowuje Korczak.