Dariusz Wdowczyk: Liczy się zwycięstwo
Wisła Kraków awansowała do ćwierćfinału Pucharu Polski, w którym zmierzy się z Lechem Poznań. Droga do kolejnej rundy rywalizacji nie była jednak prosta, bo rywal w Chojnicach był bliski sprawienia niespodzianki.
W tym sezonie Puchar Polski dla ekip z najwyższej ligi piłkarskiej w Polsce nie jest łaskawy. – Nie podzieliliśmy losu zespołów z Ekstraklasy, których już w Pucharze Polski nie ma. Było to dla nas trudne spotkanie, ale niczego innego się nie spodziewaliśmy niż wyrównanej walki i agresywnej gry ze strony Chojniczanki. Nie dziwi mnie ich wysokie miejsce w tabeli, życzę im awansu do Ekstraklasy. Cieszę się, że jesteśmy w kolejnej rundzie Pucharu Polski. Może gra nie była najlepsza, ale liczy się zwycięstwo – podkreślił po spotkaniu cytowany przez oficjalną stronę Wisły Kraków trener Dariusz Wdowczyk.
W lidze Biała Gwiazda zajmuje ostatnie miejsce. Jej pucharowy rywal to druga siła I ligi. Patrząc na to, że krakowianie dopiero wychodzą z kryzysu, a Chojniczanka była na fali wznoszącej, to wynik meczu nie mógł być z góry przesądzony. W trakcie meczu również ciężko było wskazać faworyta. – Do tej pory w Pucharze Polski było wiele niespodzianek. Mówi się, że puchar rządzi się swoimi prawami, coś w tym jest. Zespół z Ekstraklasy powinien pokazać boiskową mądrość, a my graliśmy bardzo nerwowo – zaznaczył opiekun Wisły.
Tuż przed końcowym gwizdkiem Adam Mójta zagrał piłkę ręką. Sędzia nie podyktował jednak jedenastki. Karny, to nie bramka, ale gdyby Chojniczanka zdołała pokonać wówczas Łukasza Załuskę, to miałaby dodatkowe 30 minut, by wywalczyć awans do kolejnej rundy. – Co tydzień mamy kontrowersje, których w każdej z lig jest naprawdę dużo. Pewnie nie byłoby całej tej sytuacji w końcówce spotkania, jeżeli sędzia wskazałby na aut dla Wisły, który nam się należał. Arbitrzy czasem popełniają błędy, co zrobić - dziś mieliśmy wiele sytuacji kontrowersyjnych w obie strony – skwitował krótko trener Wdowczyk.