Desperacki ruch trenera Cracovii. „Sądziliśmy, że możemy mieć sytuacje”

Trzeci mecz pod wodzą Bartosza Grzelaka i trzeci remis. Walcząca o utrzymanie Cracovia bardzo wolno zbliża się do celu, który wyklarował się w ostatnich tygodniach.

Cracovia nie ma pomysłu na przewagi

W poniedziałek Pasy zanotowały drugi z rzędu bezbramkowy remis. Przeciwko Zagłębiu Lubin i Radomiakowi Radom łącznie przez około 100 minut grały z przewagą zawodnika, ale nie udało im się wygrać ani jednego z tych meczów.

Po meczu z Radomiakiem przewaga nad zajmującą pierwsze z trzech spadkowych miejsc Lechią to tylko dwa punkty. Punkt mniej od Cracovii mają Korona Kielce i Widzew Łódź. 

W sobotę Krakowianie zmierzą się na wyjeździe z Motorem Lublin, który też miał trudną sytuację, jednak w ostatniej kolejce efektownie (4:0) pokonał Wisłę Płock. 

Będą osłabieni

W zespole gospodarzy za kartki pauzował będzie obrońca Arkadiusz Najemski. Cracovia z powodu nadmiaru kar indywidualnych nie będzie mogła skorzystać z aż trzech graczy: obrońcy Gustava Henrikssona oraz pomocników Martina Minczewa i Mateusza Praszelika.

Teoretycznie Henrikssona może zastąpić Kamil Glik. Piszemy teoretycznie, bo wystawianie byłego reprezentanta od początku chyba byłoby zbyt dużym ryzykiem. Ostatni pełny mecz zaliczył na początku października 2024 roku, a potem długo dochodził do siebie po kontuzji.

Kamil Glik nie pomógł

W weekend Glik wspomógł rezerwy (grał 45 minut, trzecioligowa drużyna przegrała), a w ekstraklasie w tym sezonie uzbierał 12 minut. W końcówce meczu z Radomiakiem trener Bartosz Grzelak zdecydował się na desperacki ruch i wpuścił 38-latka, licząc, że pomoże strzelić gola.

– Zmiana wynikała z tego, że Henriksson w końcówce, gdy atakowaliśmy był dziewiątką (w ataku), a Kamil jest dobry na stałe fragmenty gry. Sądziliśmy, że możemy mieć dwie-trzy takie sytuacje – tłumaczy szkoleniowiec.

Kamil Glik
Kamil Glik
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

Glik nie strzelił gola, za to szybko sfaulował Luquinhasa i został czwartym zawodnikiem Pasów ukaranym żółtą kartką za nieprzepisowe powstrzymanie Brazylijczyka.

Trudne początki Bartosza Grzelaka

Nowy trener Cracovii nie notuje wymarzonego startu. Na tym etapie sezonu nie liczy się dobra gra i piękne akcje. Kluczem jest zdobywanie punktów, a w trzech meczach udało się uzbierać trzy. Być może wystarczą do utrzymania, ale na razie jest nerwowo. Zespół gra z nożem na gardle.

Bartosz Grzelak
Bartosz Grzelak
Mateusz Kaleta/LoveKrakow.pl

– Nikt nie powiedział, że to będzie łatwa praca. Wiedziałem, że sytuacja jest trudna – podkreśla szkoleniowiec.

Wskazuje, że każdy zespół zamieszany w walkę o utrzymanie – nie tylko Cracovia – ma problem z wiarą w siebie. 

Musimy trzymać głowy wysoko. Jesteśmy rozczarowani, bo myśleliśmy że mamy większe szanse na wygraną, także po czerwonej kartce dla rywali. Nie ma czasu na popadanie w depresję, już w sobotę czeka nas kolejny mecz
Bartosz Grzelak

Wyścig trwa

Trener porównuje końcówkę sezonu do wyścigu, w którym Cracovia bierze udział z innymi zespołami. W poniedziałek Krakowianie zaliczyli słabe okrążenie, ale ma jeszcze dwa, by dobiec do celu.

– Dalej mamy wszystko w swoich rękach – zaznacza.